Moje kanały informacyjne przekazują mi wszystkie jedną informację:

Główną, decydującą płaszczyzną, na której prawica przegrała i nadal przegrywa jest płaszczyzna ESTETYCZNA.

Mitem jest, że „jebaćpisy” odrzuciły projekt prawicowy z powodu sprzeciwu wobec tego czy innego konkretu. Kwestia aborcji była kroplą, która przelała czarę i wytworzyła okoliczności pozwalające na niekorzystnej dla prawicy przebudowy sceny politycznej, ale to szeroko rozumiana kwestia estetyczna była i jest tym, co cementuje „anty-pis”.

Odrzucenie to ma wymiar totalny (stąd „totalna” opozycja”) właśnie dlatego, że prawica burzyła porządek estetyczny, któremu schlebia elektorat niedawnej opozycji.

Termin „estetyczny” nie dotyczy tu bynajmniej wyglądu czy sposobu wysławiania się (chociaż i to jest jego częścią), ale pewnego całokształtu: abstrakcyjnej „idei fajności i obciachu”.

Nie mam teraz czasu i chęci na budowanie jakiejś teorii fajności i obciachu, ale niech poniższy kadr ze słynnego cyklu reklam „Mac vs. PC” będzie ilustracją.

Elektorat „jebaćpisów” utożsamia się z „Mackiem”. Postacią nowoczesną, zwinną, konkretną – lecz w nienachalny sposób, wyrafinowaną w głębi, lecz przystępną, komunikatywną: taką, którą chciałby się mieć i jako kolegę w pracy i jako kumpla na wakacjach.

W oczach elektoratu „jebaćpisów” ludzie prawicy są jak ten Pecet: drętwy, słabo ogarnięty, niekomunikatywny, na sztywno przywiązaną do kilku schematów, z których nigdy nie wyjdzie, schlebiający prostym gustom, niezdolny do głębszych uczuć: ktoś, kogo od biedy toleruje się w pracy, ale na pewno nie zaproponuje się mu awansu lub wspólnego wyjazdu na wakacje.

NIE MA ZNACZENIA na ile ten obraz jest prawdziwy!

MA ZNACZENIE, że zdominował istotną część elektoratu, który od tej pory po prostu dworuje sobie z każdego zdania wypowiedzianego przez „Peceta”, bo to rozróżnienie uważa za fundamentalną DYSTYNKCJĘ (w sensie teorii Pierre’a Bourdieu).

To właśnie na tej dystynkcji opiera się obecna krytyka CPK, jako projektu przedstawionego przez „Peceta”. Ten projekt nie może być dobry nie z powodu jego wewnętrznych wad, ale właśnie dlatego, że – zdaniem „jebaćpisów” Pecet po prostu nie jest zdolny wytworzyć dobrego projektu! Pecet, to „małpi mózg”: chce się nachapać, utrzymać przy stanowisku, nigdy nie zrobić aktualizacji interfejsu… Pecet, to Pecet a my jesteśmy Apple Macintosh!

Myślenie „Peceta” to kurczowe trzymanie się fizycznych klawiszy w telefonie, podczas gdy „Mac” porzuca fizyczność na rzecz klawiszy wirtualnych!

„Pecet” chce budować megalotnisko, podczas gdy dla „Maca” lotniska są już „passe” – on jest już duchem we w pełni ekologicznym świecie bez podróży lotniczych! Po co podróżować przez pół świata, skoro mamy wideokonferencje? Tutaj lepiej niech będzie „strefa zielona”! Co najwyżej urządzimy tu hub wideokonferencyjny ze światłowodami i zasilany odnawialnymi źródłami energii! A jak będziemy potrzebować, to skorzystamy z lotniska pod Berlinem.

Znowu – nie chodzi o to, na ile są to opozycje umocowane „w realu” !!!

Chodzi o to, że te elementy postępu, które są ważne dla „Peceta”, dla „Maca” są już przebrzmiałe, śmieszne i żenujące.

To idzie tak mocno, że kiedy była mowa o modernizacji i powiększeniu polskiej armii, to „jebaćpisy” wrzucały do mediów społecznościowych memy z Terleckim i Rzymkowskim w hełmach jako ilustrację tego, jak ta modernizacja będzie z pewnością wyglądać – bo przecież „Peceta” na nic więcej nie stać!

Estetyka na poziomie wizerunkowym była stałym i integralnym elementem przekazu „jebaćpisów” – były tu pięty Beaty Szydło, buty Jarosława Kaczyńskiego.

„Pecet” został też zidentyfikowany z typem „polskiego przedsiębiorcy” – szefa przysłowiowego „Januszexu” – który na pewno jest wyborcą prawicy, albo wręcz jej lokalnym działaczem. W tej ikonicznej roli został obsadzony ku swemu utrapieniu Stanisław Derehajło – wówczas wicemarszałek Województwa Podlaskiego.

Istotą „Peceta” jest to, że jest wyłącznie śmieszny i straszny. Śmieszny, bo roi o wielkości nie mając ku temu zdolności i kompetencji. Straszny, bo aby zrealizować swoje ambicje jest zdolny posunąć się do czynów niegodnych, nawet do zbrodni.

Dlatego w imaginarium „jebaćpisów” prawica jest zarówno żenująca i śmieszna, ale też groźna i niebezpieczna.

Społeczność „Maców” czuje się moralnie zobligowana, aby trzymać „Pecety” na dystans tak samo, jak się na dystans trzyma wieprze.

Tak ustawiona scena nie wymaga dalszej problematyzacji. Wszystko jest jasne i proste: są ludzie i „człekokształtni” – JEBAĆ PIS !!!

Zwycięstwo prawicy w 2015 roku właśnie dlatego było takim szokiem dla „jebaćpisów”, bo było wydarzeniem z kategorii „małpy uciekły z zoo”. Obecne „przywracanie praworządności” nie ma nic wspólnego z praworządnością, ale jest brutalnym zaganianiem tych małp na swoje miejsce – nikogo nie dziwi, że w takiej sytuacji trzeba uciekać się do rozwiązań siłowych!

Wobec obecnej władzy kierowane jest wyraźne żądanie, aby tak „udoskonalić” system, żeby małpy z zoo już nigdy więcej nie uciekły i mogły nadal służyć za pocieszny obiekt naigrywania się. Pamiętamy dobrze słynny tekst Igora Ostachowicza – głównego specjalisty PO od komunikacji publicznej:

„My mamy kij – walimy nim w klatkę a małpy wyją!”

Powtarzam – wszelkie racjonalizacje polityczne są całkowicie wtórne wobec tego fundamentalnego podziału!

Kluczowym zadaniem „nowej prawicy” – jeśli takowa kiedykolwiek w Polsce powstanie będzie jego dekonstrukcja i przezwyciężenie.

Aby to uczynić, prawica musi zdobyć się na wspieranie wytwarzania własnej, konkurencyjnej estetyki, która będzie autonomicznie uwodząca. Rozumieli to doskonale faszyści, ale rozumiał to też szeroko rozumiany obóz niepodległościowy II Rzeczypospolitej, w której funkcja estetyczna wyrażająca się w radykalnym modernizmie była integralną częścią ówczesnego Nowego Państwa.

Aby odzyskać język, prawica musi narzucić własną estetykę. Tego nie da się zrobić na bazie wałkowanego bez końca etosu „Polaka-katolika-cierpiętnika”. Nie ma dziś na gruncie estetycznym bardziej skompromitowanego etosu. To imaginarium, to dziś najgłębszy estetyczny grób! Miażdżący komentarz do tej estetyki popełnił Paweł Althamer słynną „rzeźbą” Lecha Kaczyńskiego w brzozie. Innym wyrazem problemów z tą nieudolną dosłownością są koleje losu „schodków” na Placu Piłsudskiego, których trzeba było non-stop pilnować, żeby jakiś gamoń na nie już nigdy nie wchodził.

Nowa Prawica musi wyjść z zaklętego kręgu kilku bez końca odtwarzanych „Lichenii” i zaproponować współczesną, wyrafinowaną formę komunikacji. To niełatwe, bo wymaga zmiany myślenia. Wymaga po prostu odwagi. Wymaga odrzucenie topornej estetyki współczesnego projektu „Łuku tryumfalnego 1920 roku” na rzecz estetyki, która będzie tak samo odważna i nośna, jak projekty przedwojenne.

Nowa Prawica musi znaleźć w sobie siły do odrzucenia estetycznego „aby się proboszczowi podobało”, „aby biskup poświęcił”. Wraz tym będzie postępować modernizacja całego prawicowego elektoratu. Na swój sposób, współczesna prawica nie może już być tylko wyłącznie zapatrzona w przeszłość. Ona musi przekroczyć taki prosty konserwatyzm, aby mieć wpływ na bieg spraw i to wszystko, co przynoszą nowe czasy. Musi nie tyle powstrzymywać postęp, co nigdy się nie udaje, ile wytwarzać własny projekt postępu, w którym zawłaszczane i niszczone przez lewicę pojęcia znajdą miejsce i zabezpieczenie.

Niech wskazówką będzie tu spostrzeżenie nieżyjącego już amerykańskiego krytyka literackiego Leslie Fiedlera, który zauważył, że wyrafinowany wysoki modernizm, którym długo rozkoszowały się elity ma wiele wspólnego z postulatami konserwatywnego nurtu „sztuki dystyngowanej” (ang. genteel tradition). Był to zatem – paradoksalnie „konserwatywny modernizm”, który odniósł ogromny sukces i który został pogrzebany dopiero w latach 60-tych za sprawą dekadenckiej kultury „camp”, traktującej wszystko jako obiekt nieskrępowanej konsumpcji i wyzwolonej seksualnie zabawy.

Współcześnie opinia publiczna jest jednak coraz bardziej przerażona galopującymi, niedającymi się kontrolować zmianami a dzika zabawa ustępuje często miejsca ciągłym konfliktom. W tej sytuacji prawicowy projekt „emancypacyjny” w duchu owego konserwatywnego modernizmu mógłby stać się nośną alternatywą.

Co mam na myśli pisząc o „prawicowym projekcie emancypacyjnym”? Mam tu na myśli wykorzystanie narastającego potencjału takich uczuć jak wywłaszczanie, wyobcowanie, utrata więzi, zdominowanie przez siły zewnętrzne. Zauważcie, że są to wszystko pojęcia z języka dyskursu kolonialnego! Współczesna prawica jest połączona tymi właśnie odczuciami: czuje się kolonizowana przez narzucaną jej przez lewicę i liberałów, niekończącą się „zmianę społeczną” i globalizację. Projekt emancypacyjny jest tu projektem wyzwalania się spod tej okupacji. A to wymaga nie tylko sprzeciwu wobec okupanta, ale też planu takiego wyzwolenia – planu, który jest realny i świadomy tego, że pewnych zmian jednak nie da się cofnąć a pewnych spraw zatrzymać. Takie sprawy trzeba ogarnąć po swojemu.

Wszystkie ilustracje po „Łuku tryumfalnym” (zobacz) dotyczą obiektów wytworzonych przez współczesnych artystów przyznających się do prawicowych/konserwatywnych poglądów.