W 2006 roku zekranizowano komiks „300”. O bitwie pod Termopilami w 480 r. p.n.e., gdy trzystu spartańskich hoplitów Leonidasa stawiło opór 300.000 żołnierzy perskich pod wodzą króla królów Kserksesa. Od razu zaprotestowali Persowie, że z Kserksesa zrobiono jakiegoś hermafrodytycznego miłośnika body piercingu. No i że z Persów zrobiono…. Murzynów. Persowie protestowali i w kraju, i w diasporze, ale pogoniono ich na drzewo mówiąc, że jest swoboda artystyczna, a poza tym to wierna adaptacja komiksu Franka Millera, a nie apadany w Persepolis.

Ale Persowie zapamiętali zniewagę i, jak się tylko natrafiła okazja, Persjanka Tina Gharavi wyreżyserowała „dokument” pt. „Kleopatra”, czyniąc z ostatniej z rodu Ptolemeuszy królową Wakandy. Gdy zgodnie zaprotestowali Grecy i Egipcjanie, wymówiła się, że ona nie robi remake’u Liz Taylor, tylko ekranizuje marzenia J.A. Rogersa z jego „World’s Great Men of Color”, Cheikha Anty Diopa czy małżonki Willa Smitha. I jeszcze dorzuciła, że Kleopatra była w takim samym stopniu Greczynką, w jakim jest nią Jennifer Aniston.

I w zasadzie to dobra koncepcja, żeby Aniston zagrała Kleopatrę, ale póki co w rywalizacji Grecja – Iran 1:1.

Autor: prof. Gościwit Malinowski
Profesor w Instytucie Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych Uniwersytetu Wrocławskiego; więcej na blogu:
http://hellenopolonica.blogspot.com  oraz na stronie:
https://wroc.academia.edu/GosciwitMalinowski