„Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych” – nieśmiertelny cytat Orwella można zastosować do opisu stosunków gospodarczych czy politycznych na świecie niemal w każdej epoce i w każdej szerokości geograficznej.

Polityka klimatyczna i stosunek do konieczności redukcji emisji CO2, zwłaszcza tych pochodzących ze spalania węgla kamiennego, są o tyle wyjątkowe, że to Unia Europejska nałożyła sama na siebie szaleńczą dyrektywę moralną „równania w dół” a w awangardzie samobiczowania przymusowo została umieszczona Polska.

W zeszłym roku na świecie wydobyto rekordowo dużo węgla – ponad 8 mld 400 mln ton, o ponad miliard ton więcej niż dekadę temu. Międzynarodowa Agencja Energetyczna przewiduje, że popyt na węgiel utrzyma się na wysokim poziomie co najmniej do 2025 roku, później będzie spadał, ale sukcesywnie, bez gwałtownego załamania. W zwiększaniu wydobycia „czarnego złota” przoduje Azja, np. tylko w grudniu 2022r. Indie wydobyły 83 mln ton węgla (Polska dla porównania przez 12 miesięcy minionego roku zaledwie 53 mln ton). Oczywiście nie ma sensu nawet porównywać się z Chinami, które z 4 mld ton podniosły wydobycie jedną decyzją administracyjną do 4 mld 300 mln ton. Chiński smok, co także warte pkdreślenia, coraz łapczywiej zieje ogniem komunistycznej dyktatury, zasilanej właśnie energią z węgla – tylko w pierwszym kwartale 2023r. powstało w Państwie Środka więcej nowych elektrowni węglowych niż przez cały 2021r. Dobrze Państwo czytacie – NOWYCH ELEKTROWNI WĘGLOWYCH. Chiny nie tylko nie zamykają dotychczasowych zasilaczy energetycznych, ale inwestują w tę branże dziesiątki miliardów juanów.

W tym samym czasie UE, która odpowiada za 7% światowej emisji CO2 i gargantuiczne 3% wydobycia węgla na świecie… zarzyna własną gospodarkę i energetykę, co szczególnie uderza w Polskę ku uciesze Niemiec i zgodnie z ich planami wymuszenia budowy superpaństwa europejskiego.

Obowiązujący od kilkunastu lat system ETS (opłata za emisję CO2, głównie podczas produkcji energii, przez co jej koszt jest wyższy niemal o połowę w Polsce niż wynikałoby z cen rynkowych) został w opętańczym szale eko-ideologów z Brukseli rozszerzony w ramach pakietu FitFor55. Parlament Europejskim (a w nim awangarda eko-komuny z PO, PSL, Polski2050 i Lewicy) narzucił na wszystkich obywateli UE nowe eko-podatki (za jazdę autem spalinowym, za ogrzewanie domu, za energię, za korzystanie z prądu, za loty samolotem) – już od 2026r. każdy Polak zapłaci miesięcznie dodatkowo 300 zł miesięcznie na żądanie eurokratów, z gorliwością popartych przez polską totalną opozycję. W planach zaś kolejne światłe inicjatywy dla „ratowania planety” – rozporządzenie metanowe uderzające w górnictwo, a niebawem może paszporty węglowe i totalna kontrola naszych zakupów przez sektę Fransa Timmermansa.

Największym poszkodowanym w unijnym pędzie ku zeroemisyjnej Arkadii jest Polska, której miks energetyczny, mimo modernizacji, zawiera 70% energii pochodzącej z węgla, w większości polskiego. Cóż, trener Górski mawiał, że tak się gra, jak przeciwnik pozwala. Jak długo jeszcze jako Polacy będziemy stachanowskim koniem Bokserem z „Folwarku zwierzęcego”, który przoduje, by z brukselskiej centrali spłynęła już nawet nie kasa, ale choćby słowo pochwały i nobilitującego uznania za godnych wejścia na salony?