Lubię słyszeć swoje myśli, ale one wciąż tylko tak dziwnie szeleszczą – powiedział mi o 4 nad ranem człowiek w czarnym skórzanym płaszczu, do którego dosiadłem się w Parku Pokoju.
– Dlaczego szeleszczą? – zapytałem.
– To z braku odpowiedniego uśledziowienia. Bo wie pan, jak się spożywa regularnie śledzie, to myśli są jakoś spokojniejsze i na dłużej zatrzymują się w głowie. W ogóle wie pan, myślenie jakkolwiek nie ma przyszłości, jest czymś cudownym, co warto zachować. Tyle tylko, żeby właśnie śledzi nie zabrakło.
– Pan tak serio z tym wpływem śledzi na myślenie? – zapytałem ironizując i dojadając skrycie resztki opłatka wigilijnego oraz zwietrzałych czipsów.
– Pan patrzy, w „Społem” już włączyli światło. Na razie dostawa tylko, ale o 6:00 otworzą. Będzie do nabycia partia świeżych śledzi. – odpowiedział wyraźnie podniecony, ignorując moje pytanie.
– No to jak ma się śledź do myślenia? – zapytałem dosadniej, nieco zaczepnie.
– Bezpośrednio nijak, to fakt, ale wystarczy pobudzić fantazję, by nie mieć co do tego wątpliwości. Ma pan fantazję? – zapytał.
– Fantazję mam, nawet dużą, do tego stopnia, że jestem niezrozumiany przez innych. W pewnym sensie jest ona moim przekleństwem, nie chcę o tym rozmawiać bo wie pan, ona jest źródłem mojego cierpienia – odparłem i lekko na chwilę się zawiesiłem.
– Zaraz otwierają sklep i dział rybny już jest rozświetlony, w tym mapa ryb, na której nie ma omula jest już widoczna – widzi pan – z naszej ławki? – zapytał.
– Jakiego omula? – zapytałem.
– To ryba z Bajkału. Celowo jej nie sprowadzają. Boją się jej. Możliwe, że to na polecenie władz miasta. Tam zawsze rządzą przeciwnicy omula, choć to podobno smaczna ryba. To rodzaj rybiej cenzury. – westchnął ciężko. Kiedyś jednak sam nad Bajkał pojadę, złowię ją i zjem, choćby na surowo. Bo takie jest moje pragnienie.
– Otwierają sklep – powiedziałem.
– To w nogi, ustawiajmy się w kolejkę po śledzia – zakrzyknął człowiek w skórzanym płaszczu.
Ustawiliśmy się czym prędzej. Byliśmy trzeci i czwarci w kolejce. Przed nami stały dwie kobiety w płaszczach z nutrii. Wszystkie takie same. Zawodowe konsumentki śledzia. Tak na pierwszy rzut oka.
– Poproszę kilo śledzia – powiedziała pierwsza z nich.
– Myśli pani, że my śledzia umożliwiającego wolny obieg myśli sprzedajemy ot tak, jak sandacza czy dorsza? – odpowiedziała ekspedientka. Pani zrobi pyszczek rybny i zatrzepocze się jak świeżo złowiony śledź.
Kobieta w płaszczu z nutrii odpowiednio wyprofilowała swoje usta i podskoczyła.
– Źle, bardzo źle. Tak nie robią śledzie. Odmowa sprzedaży, kolejny klient proszę do weryfikacji – odpowiedziała stanowczo i nieco dyktatorsko ekspedientka.
– To co ja mam teraz zrobić – rzekła zapłakana niedoszła klientka w płaszczu z nutrii.
– Niech pani je karpia, bo mięso z tej ryby, jego jedzenie powoduje brak łaknienia na śledzia.
– Dziękuję pani za życzliwość – odparła klientka, która kupiła na wszelki wypadek 10 kg karpia.
– Karp jest dla słabych, odparła kobieta w kolejce, kolejna do obsługi.
– Czego sobie pani życzy – powiedziała wyjątkowo łagodnie ekspedientka.
– Kilo śledzia poproszę.
– Dlaczego się pani nie stylizuje na rybę, którą chce pani uzyskać – powiedziała oburzona ekspedientka. Przecież wdziała pani, jak kobieta przed panią starała się i nic nie uzyskała. Ma pani u mnie bana na śledzie na rok i to nie kalendarzowy, ale cały akademicki z rozbiciem na semestry zimowy i letni, żeby bardziej zabolało – wykrzyczała ekspedientka.
Potem nadeszła nasza kolej. Postanowiłem wystąpić w roli zamawiającego śledzia dla nas obu, ale ekspedientka głośno powiedziała, tak żeby było słychać na dziale warzywnym i z alkoholami – precz z takimi pseudozakupami, niech mówi człowiek w skórzanym płaszczu.
– Niech pan zamawia, bo nam kolejka przeleci – proszę tego człowieka.
– Tonę śledzia na miejscu poproszę – powiedział od niechcenia człowiek w skórzanym płaszczu.
– Szanuję takie zamówienia, nie to co te baby w płaszczach z nutrii. Po kilo śledzia to mi się nie opłaca schylać nawet. A tak z ciekawości – pyta ekspedientka – zależy pewnie panu na myśleniu, prawda?
– Tak, żeby myśleć, muszę jeść duuuuuuuuużo śledzi. To mnie motywuje także do ognistych intelektualnie wysmakowanych polemik z najmądrzejszymi profesorami w tym kraju.
Ja zaś stojąc za nim w kolejce zrezygnowałem z niej, aby uniknąć upodlenia jakiego doświadczyły dwie kobiety w płaszczach z nutrii. Mam taką swoją bezpieczną, przez siebie wydłubaną ciepłą norę, w której czuję się bezpiecznie. I z tej perspektywy podziwiam ludzi w Parku Pokoju, którzy wciąż czegoś pragną. I tych, który się udało życiu, ale także i tych którzy wciąż potykają się o własne nogi.
Koniec opowiadania, jakiekolwiek próby jego dokończenia przez osoby przypadkowe, a zwłaszcza te, których nie lubię będą karane złym słowem.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz