Taka refleksja naszła mnie po obchodzonym Dniu Matki i po wyrazach współczucia, a nie prośbie o wybaczenie… wygłoszonych w polskim Sejmie przez ukraińskiego przewodniczącego tamtejszej Najwyższej Rady.

Wiele lat poświęciłem na różnorodne działania wspierające Ukrainę w dążeniu do — jak oni to nazywali „normalności”. Byłem inicjatorem nawiązania współpracy z rejonem halickim, gościłem tamtejszych samorządowców i biznesmenów, jeździłem z konwojami „Wschodniej Misji Miłosierdzia”, organizowałem w Polsce praktyki studenckie dla studiujących slawistykę na uniwersytecie w Stanisławowie. Motywacją do tych działań były wspomnienia naszej Mamy, która w rzadkich, bo rzadkich chwilach, odrywania się od bieżących kłopotów, jakie Jej sprawiałem, opowiadała o swojej młodości. O czasach, kiedy jako świeżo upieczona absolwentka Seminarium Nauczycielskiego we Lwowie, została zatrudniona w szkole powszechnej w Brodach. Tam zdobywała doświadczenie, które zaowocowało powierzeniem jej kierowanie szkołą w Pieniakach. Nie dawno ustaliłem, że była to jednoklasowa uczelnia powszechna, w której dzięki zmyślnej organizacji pracy, uczyły się dzieci od 1 do 6 klasy z dodatkowym językiem – ruskim, którego poza naszą Mama nauczał, zaangażowany w różne działania pozaszkolne nauczyciel – Rusin, którego nasza mama broniła przed zakusami z inspektora nauczycielskiego z Brodów, który chciał go z zawodu wydalić z powodu jego działalności w Proświcie «Просвіта”. Z tego powodu czyniono nawet naszemu Ojcu pełniącemu odpowiedzialne funkcje w administracji majątku Cieńskich — wymówki ‘” Stachu coś się twoja Maryna za ukraińskim nacjonalistą za bardzo ujmuje”.
Kiedy byłem z żoną i siostrą pierwszy raz w tej miejscowości, to spotkaliśmy jeszcze liczne grono uczennic i uczniów Naszej Mamy, którzy na wieść, iż przyjechały dzieci ich dawnej nauczycielki – zaczęli płakać ze wzruszenia, mówiąc, że czas spędzony w szkole, był jednym jasnym okresem w ich życiu. Pamiętali naszą Mamę dobrze, między innymi z tego, że uboższym dzieciom z własnych pieniędzy kupowała zeszyty i przybory szkolne, że się o nich troszczyła, a także i to, że jak ktoś za bardzo rozrabiał, to potrafiła solidnie przetrzepać linijką po rękach. Potem nastały straszne czasy. Nie mam złudzeń, że Jej uczniowie nie uczestniczyli w zbrodniach, do których popchnęła ich narkotyczna ideologia. Pewnie z tymi, którzy byli najbardziej aktywni, rozprawili się sami Sowieci, wywożąc ich na Sybir, a reszcie zgotowali piekło na ziemi… i patrzyłem na te staruszki i staruszków przez magiczne okulary naszej Mamy, kiedy Ona była młoda, a dzieci miały jasne twarze, nawet wtedy kiedy dokazywały. Równolegle do działań, o których wspomniałem, czułem się w szczególnym obowiązku — upominania się o pamięć ofiar ludobójstwa popełnionego przez ukraińskich nacjonalistów. W tym kierowałem się nie tylko wymordowaniem przez nich rodziny siostry Ojca, ale również odpowiedzialnością naszej Mamy za tych z Jej wychowanków, którzy w tym uczestniczyli, a także… za tego nauczyciela ukraińskiego szowinistę, którego przed wyrzuceniem ze szkoły ochroniła. Za naszą Mamę, przepraszam tych, którym najbliższych ukraińscy nacjonaliści często w okrutny sposób zamordowali — i proszę o wybaczenie.