Moje życie jest jak karuzela. Czasem kręci mi się w głowie, czasem zasypiam, a czasem jestem przerażony tempem zmian, jakie się dokonują.

Myślę, że urodziłem się przedwczoraj, bo wczoraj już o mnie wiedzieli, więc nie mogłem urodzić się w tedy. Ale to „wtedy” podlega ciągłym negocjacjom, na które nie mam czasu ani siły.
Mam jednak pewne spostrzeżenia, wymykające się scenariuszom sprawozdań z różnych zadań i okoliczności.

Po pierwsze uważam, że Pan Bóg w swej dobroci obdarzył mnie pięknymi dziećmi. Zarówno Marcel-Cyryl jak i Aleksandra-Konstancja są po prostu piękne i mądre, i cieszą moje serce. Kocham je niewymownie i wszystko oddałbym za nie.

Po drugie, mam przyjaciół, którzy są ze mną na dobre i na złe. Ludzie, do których mogę zadzwonić w środku nocy. I nie obrażą się. Jest parę takich osób.

Po trzecie, co roku zachęcam studentów, żeby mi anonimowo napisali, co spieprzyłem w danym roku, a co im się podobało. I po troszę uczę sie ich i od nich. Bo sposoby przyswajania wiedzy ewaluują.

W całym tym galimatiasie, skłaniającym do myślenia o tym, czego brakuje, warto pochylić się na tym, czego mamy dużo, w komplecie, czasem więcej niż zasługujemy.

Bogu dzięki!