Ojciec wszedł do chaty, zadowolony z siebie i w drzwiach oznajmił rodzinie.
– W końcu aligancki dom zbudujem. Drzewo żem kupił za pół ceny.
– Jaśku! Tak nie można! Toż to drzewo z cerkwi. To grzech. I jak sąsiadom w oczy spojrzym. Ukraińce lamentujo nad zburzonymi cerkwiami. Bedziem bide z tego mieć!
Odpierdól się babo! Ja polityko sie nie zajmuje. My bidne ludzie. Jest okazja tanie drzewo kupić to grzech nie skorzystać.
– Pambóg zadowolony nie będzie. Toż to domy Boże a prawosławne to chrześcijany jak my, ino inaczej się modlo i papieża nie uznajo.
Za oknem usłyszeliśmy kroki. Wszedł gość, dziad wędrowny. Powitaliśmy bezdomnego wędrowca czym chata bogata, bo to jakby wizyta samego Pana Jezusa.
Opowiadali starzy ludzie, że po kresowych ścieżkach chodził niegdyś często Pambóg. Przeważnie nie chodził w widocznej ludzkim okiem Chwale Swojej (choć i takim niektórzy go widzieli), ale przeważnie dreptał noga za nogą w starych łachach, jako dziad wędrowny.
Dziad wędrowny, czyli did wołoczebnyj, to chyba osoba stojąca najniżej w hierarchii społecznej. Bezdomny żebrak, chodzący od domu do domu, z prośbą o nocleg i posiłek w dzisiejszym świecie budziłby pogardę, poczucie zagrożenia, ewentualnie politowanie. Dla dawnych mieszkańców Kresów (przynajmniej dla znacznej ich części) była to forma spotkania z żywym Chrystusem.
Różni ludzie różnie to pojmowali. Dla niektórych była to ewangeliczna metafora, w myśl której uczynki wobec „najmniejszych braci” Jezus na Sądzie osądzi jakby były dokonane wobec Niego. Inni traktowali to w bardziej baśniowy sposób, tłumacząc, że Pan Jezus osobiście, incognito, w przebraniu, schodzi na Ziemię, by przekonać się, czy ludzie faktycznie przestrzegają Jego Słów, czy jeno czczą Go ustami. Taki praktyczny sprawdzian z miłosierdzia.
– I jak dziadku? Najedliście się? – zapytała mama
– A Bóg zapłać. Dobrze gotujecie!
– Gość w dom, Bóg w dom! Trza ugościć czym chata bogata, chociaż wszystkie piniendzy na drzewo wydali.
– No, tak. Wiem, że w tej okolicy dobre ludzie mieszkajo, i katoliki i prawosławne. Ale i tutaj diabeł zamęt próbuje robić. Cerkwie burzo! Jaśku, niedobrze, że ty to drzewo kupił! Pambóg wszystko widzi. Kiedyś was za to spalo!
– Toż ja mówiła mu …
Tyś dobra kobieta. Przez wzgląd na twoje słowa was nie zabijo. Tylko pamiętajcie. Przyjdzie człowiek by was ostrzec. Potraktujcie poważnie jego słowa.
– Może i źle zrobiłem, ale już za późno by to zmienić.
Potem dziad opowiadał, że idzie wojna, która będzie bardziej okrutna niż wszystkie do tej pory. Okupanci wymordują wielu ludzi i będą napuszczać na siebie sąsiadów i niestety, wielu z nich diabła posłucha. Później poszedł spać na zapiecek. Rano daliśmy mu bułkę na drogę i ruszył dalej w świat.
Mama, po odejściu dziada chodziła jakaś zamyślona. W końcu zdjęła bohomaz ze ściany i długo się wpatrywała w obraz Chrystusa.
– Patrzajcie na te oczy! Jakby te same oczy co u dziada! Czyżby to sam Pan Jezus był? Może za słabo go ugościlim. Trza było kiełbasy dać!
– Jeszcze czego! Dziadowi kiełbasy dawać. Ale …te oczy faktycznie takie same… no cóż, głodnego jednak nakarmili i wędrowca przenocowali. Może się Pan Jezus nie obraził.
…co tak mało? Kiedy następne…
Świetnie się czyta …choć smutne !
Dziękuję Ula. Tu masz kolejny odcinek:
http://pressmania.pl/wybuch-wojny-przepowiedzianej-przez-dziada/?sfnsn=mo&fbclid=IwdGRjcAOhOMVjbGNrA6E4cmV4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkDDM1MDY4NTUzMTcyOAABHtdeO3_AlDRl-GjOUeraJMR1pTm4yANkd2AFqIYLgK6UmE3Hqw0FydIFmav9_aem_d7I9UZtCfFinBEzeLLIUiQ