Psują się relacje. Jest coraz więcej monologów, coraz mniej dialogu.

I są pretensje. Że nie jest tak, jak być powinno i wszyscy inni są temu winni.

Psują się rodziny, kręgi towarzyskie, polityka krajowa i międzynarodowa się psuje.

Ludzie warczą jak podrażnione psy, sami nie wiedząc dlaczego.

Szukają źdźbła w oku bliźniego, z pewnymi oporami, bo mają belkę w oku.

Myślą źle o innych, jakby to mogło pomóc w myśleniu dobrze o sobie samych.

Ale to nie pomaga, więc powiedzą złe słowo publicznie przeciwko temu, kogo nie lubią.

A nie lubią dlatego, że domyślają się, iż ma on złe intencje wobec nich, i od dawna knuje.

Ale to tylko podejrzenia. Nie podejdą do gościa, nie spytają po męsku o co chodzi.

Zardzewiałym nożem wyśmienicie się wierci w cudzym ciele.

A jak potem, może po latach, okazuje się że zabiło się człowieka złym słowem, to…

Sorki, pomyłka. Było minęło.

Śpieszmy się kochać ludzi, którzy nas nie kochają.