– On nie powinien chodzić po uniwersytecie z tymi psami. On i Kierownik Działu. Chcący zabrać głos anonimowo pracownik Wydziału powiedział to prawie szeptem i zanim schował się w swoim pokoju, powiedział, że czarny kundel Kierownika Działu jest jeszcze w porządku, ale te dwa dobermany go stresują.

Ten szeregowy pracownik wyraźnie obawiał się dobermanów. Palacz w zaufaniu powiedział mu, że Dziekan szkoli je do walki z nim osobiście. Że jak kogoś zagryzą, to on będzie pierwszy. Dlatego tak często chował się w pokoju i unikał wychodzenia na rozległe korytarze. Bał się psów, bo jako dziecko został pogryziony.

– To wszystko jest nagrane – powiedział Dziekan przez megafon. Na Teamsie również – jak pan się skarżył na psy. Niedopuszczalne jest takie kwestionowanie obecności psów na uniwersytecie. One są częścią naszej społeczności. Proszę to wreszcie zaakceptować – zaapelował groźnie Dziekan.

Szeregowy pracownik tym bardziej zląkł się możliwych negatywnych konsekwencji. Prewencyjnie usunął konto na Teamsie i udał się do windy. Tam stał już palacz z dwoma dobermanami.

– No to koniec pańskiej przygody z uniwersytetem. Rozgniewał pan Dziekana. Zaraz psy pana pogryzą, ale nie zabiją. Żeby pan wiedział, że nie wolno tak publicznie występować przeciwko Dziekanowi. – powiedział palacz. – I bez żadnej urazy, ja tu jestem zatrudniony poniżej płacy minimalnej, w zamian za możliwość przespania się przy piecu i dojadania resztek ze stołówki.

– To co teraz mam zrobić? – zapytał szeregowy pracownik.

– Pan da się nieco psom pogryźć po czym bez zgłaszania szkody odjedzie pan w spokoju do domu. Niestety obowiązują nas procedury. Pracownik nielojalny wobec Dziekana musi zostać choćby symbolicznie pogryziony przez dobermany pana Dziekana. Tu nie ma żadnej dyskusji.

Psy pogryzły szeregowego pracownika, który dwudziestoletnim autem koloru fioletowego, lekko krwawiąc udał się w podróż do domu.

Nie niestety, niesubordynacja ma swoja cenę.