Kiedyś zastanawiałem się dlaczego tak żywe w polskich umysłach – w tym moim – są poblaski 1939 i 1944 roku. Nie Tobruk, nie Dywizjon 303, nawet nie Monte Cassino, ale polska jesień 1939 roku i Warszawa z 1944. Dlaczego tyle energii wokół tego się kręci – w tym mojej, dlaczego to nadal jest żywe, mimo że martwe, bo przecież należy do przeszłości.
Nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi dającej się streścić w dwóch zdaniach, czy nawet dwudziestu zdaniach facebookowego statusu.
Jednak coś podobnego widzę wokół kilka spraw w polskiej przeszłości, historii, kilka upiornych widm unoszących się nad teraźniejszością.
I myślę, że podobnie będzie z uchodźcami. Z naszą opowieścią o nich, z nasza praca realną i mentalną wokół tej sprawy. Chyba że sami staniemy się uchodźcami, co nie jest takie nie do wyobrażenia jak jeszcze trzy, cztery lata temu.
Moja wczorajsza notatka, którą napisałem z okazji zniesienia nie-stanu-mało-wyjątkowego wokół granicy z Białorusią wywołała jak zawsze, jak w zegarku kilkadziesiąt różnych głosów, która nazwałbym głosami wypierającymi, na różne sposoby, problem.
Stały repertuar zagrywek pod publikę próbujących zamazać fundamentalny argument wywiedziony z ludzkiej godności, prawa dożycia, wolności od tortur.
A to, że tamci wiedzieli na co się decydują. Nie wiem skąd ta wiedza o tym co wiedzieli, a czego nie wiedzieli ludzie wypychani przez łukaszenkowski siepaczy przez drut graniczny i wypychani przez polskich siepaczy z powrotem. To raz. A dwa nie odnosi się to w żadnym stopniu do podstawowej myśli, która próbuje po raz setny wyrazić, a odnoszącej się tak do praw człowieka, jak i do prawa w ogóle.
Nie ma w polskim prawie kary śmierci, póki co. I – to moje zdanie – bardzo dobrze, bo uważam karę śmierci za instytucję amoralną i etycznie niedopuszczalną. Ale zostawmy oceny moralne i utylitarne kary śmierci na boku. Po prostu jej nie ma.
A kiedy była nie było możliwości by ją orzec za nielegalne przekroczenie granicy lub nielegalny pobyt na terytorium RP. To wbrew pozorom nie to samo, co polecam uwadze, zanim się palnie głupi komentarz poniżej.
Państwo polskie miało i ma do czynienia z nielegalnym pobytem obywateli wielu różnych państw na swoim terytorium od dawna, co piszę jako były urzędnik tego państwa. Piszę, bo wielu z państwa mnie jesienią tamtego roku nie czytało i nie obserwowało.
Co więcej – byłem urzędnikiem zajmującym się legalizacją pobytu cudzoziemców na terytorium R.P., wśród licznych czynności, które lepiej lub gorzej wykonywałem przez lata w imieniu państwa były także przypadki wydalania cudzoziemca, ale też wydawania decyzji odmowy wydalenia, pomimo wnioskowania o to przez straż graniczną.
O jakości merytorycznej i prawnej wielu wniosków przygotowywanych przez straż graniczną, już wtedy, pod rządami dawnej ustawy o cudzoziemcach – byłem jak najgorszego zdania.
Były odbijane na ksero od sztancy, zadania realizowane bardzo często nadgorliwie tam, gdzie dotyczyły relatywnie niegroźnych, bezbronnych osób, opieszale tam gdzie czuć było na odległość, że coś śmierdzi i w ryj można dostać w ryj.
Sugerowanie, że ludzie sami są sobie winni bo wiedzieli, że mogą być działaniami funkcjonariuszy państwa doprowadzeni do śmierci z głodu, wycieńczenia, wychłodzenia poprzez wstrzymanie i odmowę dostarczenia najbardziej podstawowej pomocy humanitarnej to argument tak podłego sortu, że rozumiałbym gdyby się trafił na forum jakiejś putinowskiej partii w rosji, ale nie w Polsce w roku 2022.
Rzecz jednak w tym, że tu nie chodzi tylko o to, że państwo polskie wykonywało de facto karę śmierci na uchodźcach, że narażało ich na tortury, nieludzkie, poniżające traktowanie, że samo wobec nich stosowało tortury i nieludzkie oraz poniżające traktowanie – czyli nie przestrzegało własnego prawa.
Rzecz w tym, że państwo polskie podpisało liczne zobowiązania dotyczące przestrzegania praw człowieka. W tym – dla mnie najważniejszą – Europejską Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, której organem kontrolnym jest Trybunał Praw Człowieka w Strasbourgu.
Od praw człowieka nie ma wyjątków. Prawa człowieka dotyczą wszystkich, którzy jako ludzie przyszli na ten świat.
Prawa człowieka nie są bezdyskusyjne gdy idzie o konkretne, indywidualne przypadki. Gdyby było inaczej niepotrzebne byłby sądy, trybunały, komitety, na przykład pilnujące osobno podpisanych przez Polskę traktatów ONZ, a które to komitety de facto są takimi trybunałami, chociaż nazywają się inaczej.
Dyskutowano na przykład kiedyś czy funkcjonariusz państwa, mając na celowniku podejrzanego o terroryzm, trzymającego w ręku detonator ma prawo strzelić także by zabić, czy jednak to narusza konwencje w artykule,w którym się stwierdza prawo do życia. Był taki wyrok Trybunału, poszukajcie sobie, wyrok i uzasadnienie niezwykłe.
Takie szczegóły się dyskutuje, wyznacza niejako na bieżąco granice interwencji państwa w prawa jednostki.
Ale nie ma dyskusji na przykład z artykułem 3 Europejskiej Konwencji. Prawo do sądu, prawo do życia, do prywatności – mogą podlegać w szczególnych wypadkach ograniczeniu w relacjach państwo obywatel. To sugeruje nawet język opisujących je artykułów. Ale wolność od tortur, artykuł trzeci to arcydzieło zwięzłości.
Kiedy zdarza mi się opowiadać dzieciakom o prawach człowieka daję im do przeczytania na głos kilka artykułów różnych aktów dotyczących praw człowieka w tym i ten. I ten artykuł trzeci idzie zawsze jako puenta. Przeczytajcie go ze mną jeszcze raz:
„Nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu.”
Nic więcej.
Po prostu. Żołnierz ma prawo w walce strzelić, a jak strzeli może zabić, policjant, w ramach interwencji, obrony koniecznej – może strzelić, może się zdarzyć, że niestety zabije. Ale nie ma prawa się znęcać.
I nie ma od tego wyjątków. Żadnych.
A teraz wracając do wczorajszego postu, który jak widać został przeczytany przez sporo osób i zgodnie z moimi podejrzeniami kilka osób mnie odkliknęło ze znajomych, ze dwie sam odkliknąłem a kilka zablokowałem, ale z kolei kilka mnie dokliknęło.
Kilka słów o klasie politycznej i Tusku.
Napisałem jedno zdanie o Tusku. Że on pewnie tego głupiego muru nie zdemontuje jak przejmie władze i że jednak jest trampkarzem, w mojej opinii. I że jeżeli przyjdzie mi głosować na niego lub osobę przez niego firmowaną to będę to robił z bólem.
Jedna z osób mi napisała, że nawet się zgadza ze mną, ale po zdaniu o Tusku uznała że durnoty pisze i jednak nie będzie mnie czytać dalej. To bardzo ciekawe podejście, gdy za krytyczne zdanie o wodzu unieważnia się cały wywód.
Czyli co rozumowo się zgadza, ale podważenie wiodącej roli Donalda podważa wywód? Godność wodza ponad godnością ofiar zbrodni państwa polskiego?
Piękne świadectwo z drugiej strony, godne zaiste tej pierwszej strony i niewiele się od niej różniące. Wódz, wódz, nade wszystko wódz i jego europejska hulajnoga, wnuczka i ławiorka na której siaduje może co wieczór niczym Piłsudski nad Wiliją i snuje wokół siebie woń tabaki i tytoni z kaszubskich cygar i jest taki piękny jak transatlantyk na redzie Buenos Aires, że normalnie
ja na kolana padłem.
No ale dobra, powiem dlaczego w tym kontekście nazwisko Tusk – jak i wiele innych nazwisk – komponuje się w moim uchu, oku jakoś mdławo.
Otóż ja mniej więcej pamiętam kto w tej czarnej nocy jesienią i zimy 2021 i 2022 roku co mówił. Tusku pisał, że za jego czasów granica była szczelna. O.
Nie napisał, rzekomy strażnik liberalnych wartości i wolności obywatelskich, że te wolności, ład prawny, konstytucyjny, ład praw człowieka jest gwałcony.
O tym – chociaż mało wyraźnie – mówił prymas Polak z episkopatu. O tym mówiło i wedle tego czyniło garść polskich katolików, ale dosłownie – garść. Nie przypadkiem wśród grona zacnych osób poniewieranych przez służby na pograniczu znalazły sie osoby z punktów organizowanych przez Klub Inteligencji Katolickiej.
I o tym samym, o pogwałceniu praw jednostki przez państwo – od razu i bez opóźnienia – mówiła część ludzi Lewicy, którą w tym wypadku wypada napisać z wielkiej litery, a nie zwyczajowo z małej.
I jeszcze jeden, mało wyraźny misio polskiej sceny politycznej – Szymek Hołownia też mówił swoim głosem.
Polska prawica liberalna, nie wiem w sumie jak nazwać cały konglomerat wokół KO – unikała wypowiedzi zdecydowanych żeby się nie narażać na nagonkę prawicy nieliberalnej i neofaszystowskiej. Czyli grała w jej grę.
To był dla mnie tez duży zawód osobisty, bo jak wielu ludzi, miałem cień nadziei że kilka lat pobytu wśród ludzi światowej ligi coś z tego polityka zrobiło, polityka, który nie był entuzjastą rozliczania starego pisu, z czasów pierwszej smuty z lat 2005-2007, który powtarzał, że jak ktoś ma wizje to zaleca mu wizytę u psychiatry i tą swoją skromna bezideowością utorował drogę do władzy drugiemu pisowi.Myślałem sobie dobra, jak nie on to kto.
I w pierwszej chwili po powrocie z salonów, kiedy trzeba by było pokazać, że sie ma swoje wyraziste zdanie w kwestii fundamentalnej dla europejskiej wspólnoty wartości – ten facet bąka coś, że e za naszych czasów by się to nie zdarzyło bo granica była wtedy świetnie strzeżona. No.
Dodam, że za rządów platformy, tych które utorowały drogę do ciepłej wody w kranie i drugiego pisu zmieniono ustawę o cudzoziemcach tak, że już nie wojewoda jako niezależny od straży granicznej organ mógł wydać lub nie decyzję o wydaleniu cudzoziemca z terytorium RP, ale te decyzję na swój własny wniosek mogła lub nie mogła wydać straż graniczna. Czyli psy gończe same się miały kontrolować. To pomysł platformerski.
Tak, to jest powód dla którego mam zdanie o Tusku, że wprawdzie pograł na europejskich boiskach, ale pozostał w głębi ducha polskim trampkarzem.
I nie, to nie jest obraźliwe, w tym jest nuta sympatii nawet, to znaczy byłaby gdyby nie chodziło o sprawę dotyczącą śmierci ludzi w majestacie państwa prawa.
Przy aktywnym udziale funkcjonariuszy tego państwa.
Przy zaangażowaniu całej siły aparatu tego państwa, z kołowymi Transporterami Opancerzonymi „Rosomak”, goglami noktowizyjnymi, bronią automatyczną, a przeciwko temu w tak zwanej bitwie pod kuźnicą białostocką zedesprowany tłum użył klapek, kamieni i czego tam jeszcze? No rzeczywiście wojna jak ch.
Opowiedzcie o tym chłopakom z Lisiczańska.
A ponieważ zło zalęgło się wtedy,
nie zostało wyplewione,
to lęgnie się dalej i odżywa, za każdym razem kiedy tylko dać mu szansę.
W tym kontekście wspomniany Lisiczańsk, wojna w Ukrainie nie jest niczym krańcowo innym, niepodobnym, dziwnym.
To jest ta sama wojna, to samo zło.
Na jednym zdjęciu wrzucam wam obrazek z prawdziwej wojny – amerykański żołnierz daje łyk wody ze swojej racji rannemu chłopaczkowi w mundurze wehrmachtu.
Bo oprócz racji prawnych, politycznych, religijnych jest ludzi odruch. Po prostu.
Na drugim zdjęciu Marek Edelmann w lekarskim kitlu, bo przez wiele lat oprócz bycia strażnikiem żydowskiej pamięci był po prostu lekarzem, kardiologiem ratującym ludzi od śmierci i mówił, że ten jeden człowiek na stole operacyjnym to jest to samo, co te czterysta tysięcy wtedy.
Od zeszłego roku, od jesieni, od Usnarza, Michałowa mam wrażenie, że zaczną do mnie powoli docierać co próbował nam przez dziesiątki lat powiedzieć, zaczyna do mnie docierać co znaczył jego gniew i przekonanie, że i tak nikt nie rozumie tego, co miał na myśli.
No bo chyba jako społeczeństwo – nic nie zrozumieliśmy.
Może pojedynczy ludzie, ale wśród nich jakoś mi się wydaje nie ma Donalda Tuska i większości obecnie mających cokolwiek do powiedzenia polskich polityków i ich klakierów czyli na oko licząc 60% polskiego społeczeństwa.
I serio się dziwicie, że 83% rosjan popiera agresję na Ukrainę?
A wy co popieracie w zaciszu swoich domów, rozmów przy kawie, kolacji, urodzin?
Tak tylko pytałem, dobrego dnia.
Jak zawsze dziękuję za wszelkie udostępnienia owoców mojej pracy, wszelkie lajki, komentarze taktyczne. Te posty kosztują mnie rzeczywiście trochę pracy.
Gdyby ktoś chciał postawić mi kawę w zamian za wykonaną robotę – link tutaj.
Trzymajcie się!
Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz