O tym jak prawidłowo rozłożyć akcenty na polskiej prawicy, by osiągnąć sukces i przyszłość należała do naszej strony.
Inaczej mówiąc wzorem wielu, w tym na naszych łamach przedstawię zarówno jak było, jak jest i jak być powinno i uwagi tej natury odnoszą się do PiS-u, jak i do prawicy nie pisowskiej.
Należy zacząć od tego, z czym choćby ja zetknąłem się w swoim otoczeniu od razu po wyborach, mianowicie z opinią, że to jest tak, jak za mojej wczesnej młodości, gdy mowa o obecnych najmłodszych wyborcach.
To niestety jest znacznie gorzej, niż wtedy i potem, czyli w pokoleniu niżej od mojego.
Osobiście wchodząc w dorosłość do pewnego momentu byłem jednoznacznie za PiS-em i braćmi Kaczyńskimi, a co odepchnęło mnie od PiS-u przed wyborami 2005, które były pierwszymi, w jakich mogłem wziąć udział?
Tym czymś był alians PiS z radiem Maryja.
Trzeba powiedzieć o tych pozytywnych cechach, jakie miało moje pokolenie nabywając prawo głosu. Mimo przebytych różnych dróg i różnorakich okoliczności moje pokolenie potrafiło jak zwał, tak zwał samemu znaleźć lub wytworzyć w sobie właściwe punkty odniesienia, czyli w jakikolwiek sposób dotrzeć do tego, co słuszne, a urodzonym w pierwszych latach 90 było zapewne jeszcze łatwiej.
Trudno mi porównać, czy młodzież więcej czytała, niż dziś, ale bardzo możliwe, że paradoksalnie miała głębszą percepcję rzeczywistości inaczej mówiąc bardziej rozwinięty instynkt samozachowawczy.
Inna rzecz, że jeszcze wtedy ten przekaz obrazkowy w formie memów nie był tak rozbudowany. Mogę powiedzieć o sobie, że mimo wszystko mimo mniejszego dostępu do informacji w dawniejszych okresach byłem osobą ciekawą świata zawsze interesowałem się tym, co w kraju i na świecie.
Ważne jest też jeszcze inne zastrzeżenie w tamtych moich pierwszych wyborach nie byłem już uczniem szkolnym i o nastrojach wśród młodzieży ponadgimnazjalnej w skali kraju mniej więcej wtedy, a szczególnie w związku z wyborami 2007 dowiadywałem się głównie z lektury artykułów wybranych trochę młodszych ode mnie autorów publikujących na prawicy.net.
Choć nie ma jóż tych źródeł to zapamiętałem dwie takie relacje.
Jednym z takich autorów był Jacek Tomczak urodzony w 1989 r., który miał też swojego bloga na Onecie tej platformy też już nie ma, w każdym razie kiedyś pisał o jakichś prawyborach wśród uczniów chyba swojego liceum na lekcji wosu. W okresie przed eurowyborami 2009 ów autor wypowiadał się pozytywnie o ruchu Libertas.
Pamiętam też autora, który chciał być anonimowy opublikował on właśnie na prawicy.net swoje obserwacje szkolne było to w 2006 lub 2007, a on był 6, czy 7 lat młodszy ode mnie i relacjonował, że pokazanie się na przerwie z jakąkolwiek prawicową gazetą było źle widziane w gronie szkolnym.
Jak to z kolei jest z zagadnieniem prawica i internet?
Na pewno zawsze lepiej funkcjonowała i obecnie działa prawica nie pisowska nie używam pojęcia antypisowska, bo to pewne uproszczenie, a PiS rzeczywiście nigdy do końca nie ogarniał internetu nie rozumiał świata nowych technologii i zawsze było wiele przejawów tego stanu, o czym choćby na naszych łamach napisał Pirx.
To nie przypadek, że w swojej publicystyce przywołuję prawicę.net, a jest tak z dwóch powodów jednego ściśle związanego ze mną i drugiego ogólnej natury. Zawsze podkreślam, że choć to nie jedyne źródło, to właśnie prawica.net w dużym stopniu ukształtowała mój kręgosłup moralny etyczny i wrażliwość polityczno-ekonomiczną. Bardzo chciałbym, aby kiedyś ktoś z tego najmłodszego pokolenia wyborców mówił tak o nas.
Gdy prawica.net powstała internet dopiero stawał się w naszym kraju dobrem powszechnym ja do grona jej czytelników dołączyłem kilka lat później, w każdym razie był to portal, który bardzo prężnie rozwinął prawicowy dyskurs wśród Polaków w kraju, jak i na obczyźnie i choć nie ma już tej witryny, jak też nie zgadzałem się ze wszystkimi tam publikującymi, bo były to różne odcienie prawicy, tak uważam, że Andrzej Szczęśniak stworzył w tamtym czasie wielkie dzieło i nawet współcześnie powinien otrzymać jakąś nagrodę za ten wkład w rozwój prawicowej publicystyki.
Tam publikował choćby piszący u nas Jacek K. Matysiak, którego publicystykę mogli wtedy poznać Polacy w kraju, gdyż wcześniej znali ją głównie rodacy w USA, gdyż jak wiemy zawsze pisał dla tamtejszej prasy polonijnej.
Wielu z nas posługuje się takim hasłem młodzież smartfonowa, które ma ilustrować kondycję dzisiejszej młodzieży, ale tak naprawdę nie do końca wiemy, co to hasło ma znaczyć. Inaczej mówiąc jest tu pewien paradoks, bo na logikę młodzi mając dziś lepszy dostęp do informacji, niż to było w moim pokoleniu powinni mieć większą świadomość polityczną.
Oczywiście wiemy, że nie tylko w sieci, ale w ogóle w życiu młodzi są narażeni na jeszcze więcej i jeszcze gorszych negatywnych bodźców, na większe urabianie ideologiczne, niż poprzednio.
Kolejna kwestia, czyli narodowcy.
Owszem wcześniej istniał już kwartalnik Myśl.pl, jak też właśnie na prawicy.net było określone grono uważających się za narodowców, to jednak dopiero marsz niepodległości od początku co by nie mówić był próbą zasypania tej wyrwy luki pokoleniowej w tym nurcie.
W szerszym wymiarze, a nie tylko w kontekście narodowców wybrzmiewają sygnały, że ta iskra, jaką zawsze dawał marsz niepodległości wyraźnie zaczyna słabnąć. Na naszych łamach napisali o tym Zbigniew Szczęsny i Marek Szarek m.in., że w tym roku była wyraźnie niższa frekwencja, niż dotychczas.
Osobiście uważam, że nie chodzi tu o porażkę PiS, lecz jest to zdecydowanie głębszy problem, nad którym organizatorzy marszu powinni się pochylić. Nie uważam, że ta koncepcja wyczerpała się, że marsz nie ma przed sobą przyszłości, gdyż jest wprost przeciwnie, ale to środowisko, tak, jak prawica w ogóle musi dokonać przesunięcia akcentów.
Nie było przypadkiem, że marsz niepodległości trafił w dobry czas i w ogóle to, że osoby kilka lat młodsze ode mnie od zawsze obrały właściwą drogę. Oni weszli w dorosłość w tamtym okresie platformianym i wszystko widzieli, jak było mieli pełen ogląd rzeczywistości.
Kiedy w Polsce pierwszy raz można było usłyszeć o sukcesie Estonii w innych mediach, niż internetowe?
Przywołuję to, bo właśnie Pirx w jednym z poprzednich artykułów pisał o technikach manipulacji i jakimś podręczniku o tej tematyce zarezerwowanym dla studentów dziennikarstwa, a powszechnie nie do zdobycia oraz właśnie o tym, jak mało Polacy wiedzą o reformach w Estonii. Nie wiem, czy ktoś to jeszcze pamięta, mianowicie kiedyś we wszystkich regionalnych rozgłośniach Polskiego Radia od 22.00 chyba przez pół godziny, czy trochę więcej było coś takiego, jak serwis sekcji polskiej BBC i trwało to chyba do 2005 r.
Jakoś przed formalną akcesją, ale chyba już po referendach unijnych w naszej części Europy właśnie tam pojawiły się informacje o tym, że Estonia była najlepiej przygotowanym krajem i że gospodarka najszybciej pędziła, ale nie powiedziano, dzięki komu i jakim reformom to osiągnięto.
Dopiero potem zaczęto o tym mówić w naszym kraju, bo udało się dzięki wielu po prawej stronie zorganizować wizytę premiera Marta Laara i w jej ramach kilka spotkań.
Potem choćby ja w swoim gronie zacząłem przekazywać wiedzę na ten temat. Trzeba jednak powiedzieć, że porównanie estońskich reformatorów z PiS-em nie jest trafione, bo to zupełnie różna jakość.
Nie było też właściwym porównanie z PO, a wtedy wielu w moim pokoleniu myślało, że trzeba wybrać Platformę i będzie tak samo.
Wszyscy widzimy, że z najmłodszymi wyborcami jest gorzej, niż było, jednocześnie warto uzmysłowić sobie, że różne złe zjawiska wcześniej też były, ale teraz na skutek zmiany pokoleniowej wystąpiły one ze zwielokrotnioną siłą.
Jak więc można współcześnie zaradzić temu wszystkiemu?
Na początek warto przyjrzeć się najmłodszemu rocznikowi wyborców stworzyć jego charakterystykę, bo nawet na tle tego pokolenia konkretnie oni wyraźnie się wyróżniają.
Łatwo to obliczyć, że chodzi o urodzonych w 2005 roku. Oni są za młodzi, by pamiętać, jak to było za poprzedniej PO, precyzując nie byli oni zdolni odczuwać tego bardziej świadomie właśnie z tego względu, zatem kiedy PiS doszedł do władzy pierwszy raz mieli oni 10 lat, więc dorastali przy tej opcji.
Po drugie i to już tyczy się całego tego pokolenia, tak, jak kolejne myśli, mianowicie jakkolwiek dobra prawica nie może jednoznacznie wykluczać polexitu i musi mieć opracowany dobry scenariusz na wypadek, gdyby nie dało się inaczej, to jednak trudno rozmawiać o tym z obecnymi najmłodszymi wyborcami, bo oni nie znają życia poza unią, a 2 ich najmłodsze roczniki urodziły się już w tej rzeczywistości. Precyzując nie chodzi o to, by w ogóle nie rozmawiać, ale trzeba dobrze przemyśleć, jak o tym do nich mówić.
Po trzecie to pokolenie siłą rzeczy nie ma i nigdy nie będzie miało jakiegokolwiek związku emocjonalnego z papieżem Janem Pawłem II, nawet jak są to osoby wierzące nie zleminżone, bo dla nich jest to jak by nie patrzeć wyłącznie postać historyczna. W ogóle trzeba mieć świadomość, również będąc osobą wierzącą, że obecnie stopień wrażliwości religijnej zaangażowania religijnego jest różny i prawica konfesyjna nie ujedzie za daleko.
Wreszcie to pokolenie może poza jakimiś wyjątkowymi pasjonatami historii najnowszej nie będzie zainteresowane tematyką walki z komuną i wszystkim, co się z tym wiąże, bo jest to dla nich coś tak bardzo odległego, że nie da się w ten sposób zawalczyć o rząd dusz w tej grupie. Oczywiście ważna jest właściwa nauka historii, szczególnie najnowszej i odpowiedni kanon lektur szkolnych, o czym zresztą pisałem, ale stronnictwo polityczne chcąc uzyskać elektorat w tym pokoleniu musi mieć to umiejscowione na dalszym planie, a jak kiedyś pisałem zawsze miałem to na uwadze.
Można też posłużyć się przykładem, jakim było upowszechnienie tematu żołnierzy wyklętych. Bardzo dobrze, że wprowadzono dzień ich pamięci i wszystko fajnie, ale to zadziałało w moim pokoleniu i o szczebel niżej to było coś, bo w zasadzie często w ogóle nie uczono o tym w szkole, ale na tych najmłodszych jak widać już to nie działa. Gdy pojawiła się ta koncepcja przedmiotu historia i teraźniejszość jak pamiętamy zastanawiałem się, czy to aby nie będzie działanie przeciwskuteczne i czy nie da się osiągnąć tego samego w ramach dobrze nauczanego wosu, a obecnie to przekonanie jeszcze bardziej się u mnie wzmocniło.
Prawica rzeczywiście przespała wiele kwestii, a wynika to z myślenia, które było u jednoznacznych zwolenników PiS od pierwszej kadencji, że skoro oni rządzą i mamy, co mamy to już nie trzeba się niczym przejmować.
Podobnie było w tej szerszej grupie prawicy jeszcze za poprzedniej PO i nie wkontekście pisowskim, lecz głębiej myślano, że skoro nastroje wśród wtedy najmłodszych są takie, to zawsze tak będzie samo z siebie z automatu.
Inaczej mówiąc faktycznie polska prawica wymyśliła swoją wersję końca historii.
Tak więc odpowiednia prawica musi mieć w pierwszej kolejności charakter gospodarczy i piętnować przejawy lewactwa w kraju i w unii. Skoro choćby pułkownik Piotr Wroński mówi o poszukiwaniu w kręgach zachodniej prawicy sojuszników należy to przybliżać w naszym kraju tłumacząc publicystykę takich autorów.
Najwięcej tej dobrej prawicy jest w obszarze anglosaskim w Wielkiej Brytanii i Irlandii, gdy chodzi o Europę, a poza naszym kontynentem środowiska amerykańskie.
Oczywiście w wypadku tych kręgów w Europie należy szukać nie tylko w obszarze anglojęzycznym.
Pojawiające się po wyborach u niektórych myślenie, że wszystko stracone nie jest właściwą opcją. Zamiast tego prawica musi wziąć sobie do serca te fakty i oby ta świadomość i chęć do działania były jak największe.
Zostaw komentarz