W mojej szkole rozwiązał się worek z wycieczkami. W ubiegłym tygodniu szedłem z klasą 8 śladami bohaterów “Kamieni na szaniec”, a w piątek razem z siódmoklasistami uczestniczyłem w warsztatach naukowych zorganizowanych przez Muzeum Historii Żydów Polskich Polin.

Każda wycieczka to jest przygoda edukacyjna. Poznaje rzeczy nowe, wcześniej nieznane, lekceważone, bądź zapomniane. Często bywam wzruszony, czasami zaskoczony, nieraz zirytowany.

Dwie ostatnie emocje towarzyszyły mi podczas warsztatów w Muzeum Polin, które zafundował swoim pociechom komitet rodzicielski klasy siódmej.
Zajęcia nosiły tytuł “Nie bądź obojętny” i nawiązywały do słynnej mowy Mariana Turskiego, wygłoszonej w 2015 roku z okazji 75 rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz-Birkenau.
Uczniowie obejrzeli film z przemówieniem Turskiego, który na przykładzie zjawisk zaczerpniętych z historii Trzeciej Rzeszy przedstawił proces eskalacji nienawiści, prowadzący do Holocaustu. Prelegent mówił o tym, że najpierw zabroniono Żydom siadać na wybranych ławkach w Parku Bawarskim w Berlinie, następnie zakazano im korzystać z publicznych pływalni, później ograniczono godziny sprzedaży produktów żywnościowych i nie pozwalano emigrować. W końcu zamknięto ich w gettach i wysłano do obozów zagłady.

Po filmie instruktorka z Muzeum przeprowadziła z uczniami rozmowę zainspirowaną przemówieniem Turskiego. Dzieci poznały uniwersalne mechanizmy narastania nienawiści, prowadzącej od słów do coraz brutalniejszych czynów. Zobaczyły, jak wygląda teoretyczny model eskalacji zła opracowany przez amerykańskiego naukowca, znany w psychologii piramidą Allporta.
Następnie młodzież miała za zadanie rozpoznać i nazwać obserwowane w życiu szkolnym przykłady: negatywnej stereotypizacji, wykluczania, dyskryminacji.
Podczas dyskusji uczniowie zgodzili się, że nie można być obojętnym i należy reagować nawet na najmniejsze przejawy nienawiści, żeby zdusić zło w zarodku.

Słuchałem lekcji z mieszanymi uczuciami, najpierw ciekawości, później irytacji. Albowiem nie mogłem zrozumieć dlaczego do egzemplifikacji słusznych wniosków i szlachetnych pouczeń, wybrano przemówienie człowieka, którego życiorys stanowił zaprzeczenie głoszonych przez niego nauk. Dlaczego, jako wzór moralny wybrano Mariana Turskiego, oświęcimiaka ocalonego z Zagłady, który zaraz po oswobodzeniu z obozu brunatnej, totalitarnej opresji, zstąpił z własnej woli do innego obozu, gdzie został strażnikiem, piewcą i funkcjonariuszem czerwonego totalitaryzmu.
Bo wtedy Turski nie był obojętny! Wręcz przeciwnie, aktywnie i efektywnie pomagał w budowaniu nowego autorytaryzmu.
W 1945 roku wstąpił do PPR i kierował Zarządem Powiatowym w Wałbrzychu. Potem awansował na członka egzekutywy Komitetu Międzyuczelnianego PZPR we Wrocławiu, gdzie pracował do 1949 w Wojewódzkim Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.
Na takim stanowisku nie można było być obojętnym. Trzeba było być czujnym!
Jako cenzor musiał reagować na każde, nawet najmniejsze przejawy mowy nienawiści, dyskryminacji, wykluczania. I Turski reagował, ale zawsze w interesie władzy, której służył.

A mowa nienawiści, inwektywy i wyzwiska, jakie lały się ze strony komunistycznej propagandy na zwolenników Mikołajczyka, na wywłaszczonych ziemian i przemysłowców, na churchilów i trumanów, na inteligencje, na zaplutych karłów reakcji i na kułaków, były Turskiemu obojętne!
Był obojętny na prześladowania Akowców, na tortury i zabójstwa dokonywane przez UB-e, na zohydzanie polskiej tradycji patriotycznej, na szyderstwa z religii i Kościoła, na fałszowanie historii, na kłamstwa katyńskie i na kult Stalina.
Ale nie był obojętny na oszustwa wyborcze, bo sam aktywnie w nich uczestniczył. Podczas słynnego, sfałszowanego przez komunistów referendum ludowego – “3 x tak” w 1947 roku pełnił z ramienia partii funkcję przewodniczącego komisji wyborczej w powiecie trzebnickim.
W latach późniejszych, podczas kolejnych, fałszowanych przez komunistów wyborów, Turski był obojętny. Nie reagował, kiedy władza chwaliła się 99 procentowym poparciem.

Nawet w latach 70-tych, kiedy wielu byłych komunistów przechodziło do opozycji, Turski trwał przy reżimie do końca. Nie wychylał się, nie podpisywał listów protestacyjnych, nie oponował, chociaż nie groziło to niczym groźniejszym, niż utratą ciepłego stołka.
Był obojętny, kiedy władza masakrowała stoczniowców na Wybrzeżu i kiedy represjonowała robotników Radomia. Był obojętny kiedy czołgi rozjeżdżały górników w Kopalni Wujek i kiedy Jaruzelski ogłaszał w Polsce stan wojenny.
A odważny był tylko wtedy, kiedy to nic nie kosztowało. W 1965 podczas wizyty w USA protestował przeciw rasizmowi, a na wykładach miał śmiałość pouczać Amerykanów, że Auschwitz nie spadło z nieba i może zaistnieć także w ich kraju. Ale nie miał odwagi powiedzieć, choćby słowa o białych krematoriach, o radzieckich obozach śmierci, które nie spadły z nieba, lecz były konsekwencją zbrodniczej ideologii, jakiej przez całe życie służył.

Takie myśli latały mi po głowie, kiedy opuszczałem Muzeum Polin. Wróciłem z wycieczki zdenerwowany i zakręcony, jak znak zapytania. – Czy miałem prawo oskarżać ocalonego z Zagłady o oportunizm, a Muzeum o manipulowanie historią? Czy miałem prawo napisać ten post? I czy powinienem dzielić się swoimi wątpliwościami z uczniami?

Autor: Marek Szarek