Tytuł artykułu jest specjalnie tak sformułowany, by w nim samym wskazać, że dylematy prokuratorów IPN-u, w świetle dostępnych materiałów źródłowych, czy Roman Jochemczyk był ofiarą zbrodni komunistycznej, są całkowicie bezzasadne. Roman Jochemczyk był bojownikiem o wolną Polskę, trochę naiwnym – bo młodym, jednak przekonanym, że to co robi może Polsce przynieść wolność. Niestety takiej świadomości nie mają prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej – ten z Katowic Zbigniew Ryszard Woźniak, w 1988 roku upoważniony przez Wydział „C” Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych (czyli przez ówczesną milicję obejmującą w swoich strukturach różne formacje) w Katowicach do dostępu do wiadomości stanowiących tajemnicę państwową Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (akta MOB – syg. IPN Ka 045/373) oraz ten z Warszawy Robert Dariusz Kopydłowski. Ten pierwszy, czyli Zbigniew Woźniak, 23 listopada 2020 roku umorzył śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej (tutaj trzeba w całości ten fragment przytoczyć, by przedstawić rzetelnie fakty związane z absurdalnym stanowiskiem tego prokuratora), „stanowiącej także zbrodnię przeciwko ludzkości w postaci bezprawnego pozbawienia wolności na okres powyżej 7 di popełnionej z przyczyn politycznych przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego, polegające na przekroczeniu uprawnień przez prokuratorów Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Katowicach poprzez stosowanie środka zapobiegawczego w postaci aresztowania oraz sporządzenia i popierania aktu oskarżenia, sędziów Wojskowego Sądu Rejonowego w Katowicach poprzez niesłuszne skazanie Romana Jochemczyka na karę śmierci wyrokiem z 22 marca 1951 roku (sygn. akt Sr 135/51”, która potem została zamieniona na karę 15 lat więzienia. Postanowienie prokuratora Woźniaka zostało zaskarżone przez osoby reprezentujące interes prawny Romana Jochemczyka, czyli Marię Biesiadecką i Urszulę Przebierałę, zaskarżone i Sąd Rejonowy w Katowicach na rozprawie w lutym tego roku przyznał im rację.
Niestety ignorancja prokuratora, a być może jego osobista pycha, bo przecież nie wiedza, sprawiły, że prokurator Woźniak podtrzymał swoje stanowisko, na które oczywiście osoby reprezentujące interes prawny Romana Jochemczyka złożyły zażalenie do Prokuratury Głównej Instytutu Pamięci Narodowej. I tu rzecz kuriozalna Robert Kopydłowski uznał za właściwe stanowisko prokuratora Woźniaka. Ja uważam, że stało się to na skutek niezapoznania się prokuratora, który w imieniu Prokuratury Głównej IPN-u wydał postanowienie, z materiałami źródłowymi, a jedynie oparł się na materiale sprawy o uznanie za zbrodnię komunistyczną postępowań prokuratury wojskowej i sądów wojskowych z lat 1950/51 i późniejszych w stosunku do Romana Jochemczyka. W obu przypadkach jest to o tyle dziwne, że Roman Jochemczyk (ur. 9 sierpnia 1931 roku w Dziećkowicach, syn Wiktora i Marii) został wpisany przez IPN do Indeksu represjonowanych w PRL z Powodów Politycznych. Stosowny w tym względzie kwestionariusz wypełnił Tomasz Kurpierz (Kwestionariusz nr: Ka / WSR/0226; znak akt: Sr 135/51).
Zanim przedstawię fakty odnoszące się do działalności Romana Jochemczyka jako bojownika o wolną antykomunistyczną Polskę, to napiszę, że mam nadzieję, iż osoby reprezentujące jego interes prawny zaskarżą tę decyzję do właściwego sądu. I nie chodzi tu tylko o samego Romana Jochemczyka, o uznanie, że popełniono na nim zbrodnię komunistyczną, ale chodzi też o to, żeby prokuratorzy IPN-u działali w oparciu o fakty i wiedzę, którą mogą nabyć z dokumentów i publikacji także wydawanych przez Instytut Pamięci Narodowej, odnoszących się do działalności wojskowych sądów. Chodzi także o prawdę historyczną.
W związku z jednolitymi stanowiskami obu prokuratorów IPN-u można przyjąć, że obydwaj w podobny sposób oceniają i działalność samego Romana Jochemczyka, jak też organów represji Polski Ludowej, zwanych przez ówczesną władzę organami bezpieczeństwa komunistycznego państwa polskiego – czyli Polski Ludowej. Przyjmują niczym nieuzasadnioną tezę, że działania prokuratorów, sędziów Wojskowego Sądu Rejonowego w Katowicach i Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie nie wyczerpywały znamion przestępstwa i nie ma podstaw do tego, by uznać je za zbrodnię sądową. Taka kwalifikacja sprawia, że działalność Romana Jochemczyka i Narodowej Organizacji Bojowej została przez wymienione wyżej prokuratury i sądy Polski Ludowej uznana za działalność kryminalną. I niestety prokuratorzy IPN-u tę wykładnię akceptują. To jest hańba dla nich i także dla współczesnego państwa polskiego mającego takich strażników prawa i rzetelności historycznej.
Panom prokuratorom z IPN-u warto również przypomnieć, że przywołane w wyrokach sądów: Wojskowego Sądu Rejonowego w Katowicach i Najwyższego Sadu Wojskowego w Warszawie przepisy stosowane były głównie wobec działaczy podziemia niepodległościowego. Sam fakt, że w sprawie Romana Jochemczyka i innych członków Narodowej Organizacji Bojowej to one orzekały, a nie sądy powszechne, dowodzi, że traktowano te osoby jako walczące z władzą komunistyczną, a nie działające rozbójniczo w celach zwykłej grabieży. Komuniści nie chcieli się przyznać, że ich władza jest nie tylko kontestowana, ale wręcz zbrojnie zwalczana.
Na koniec tego wątku wprowadzającego należy również podnieść, że chyba prokurator Robert Kopydłowski na chwilę wyrwał się z tej komuszej narracji o Narodowej Organizacji Bojowej oraz Romanie Jochemczyku i w ostatnim akapicie swojego postanowienia, z rozbrajającą – jak na niego szczerością – napisał, że tak naprawdę nie wiadomo o co tym Paniom: Marii Biesiadeckiej i Urszuli Przebierale chodzi, przecież już w 1994 roku (moje – zanim powstał IPN, a może właśnie dlatego, że ten IPN jeszcze nie powstał i nie działa, tak jak powinien – zgodnie z ideowymi i merytorycznymi wytycznymi jego Prezesa Profesora Janusza Kurtyki) Sąd Wojewódzki w Katowicach zdjął z Romana Jochemczyka odium kryminalisty i uznał, że „jego działalność była inspirowana wyłącznie przeświadczeniem konieczności walki z nowym sowieckim okupantem o niepodległość Polski’ i z orzeczenia tegoż sądu jednoznacznie wynika, że przypisane mu przez prokuraturę i sądy Polski Ludowej czyny „były związane z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”. Po takiej konkluzji prokuratora IPN-u Roberta Kopydłowskiego wypada zadać proste pytanie: dlaczego podtrzymał on postanowienie prokuratora Zbigniewa Woźniaka z IPN-u w Katowicach? Lepiej było się chyłkiem z niego wycofać. Bo wstyd jest jego przeogromny. Jak można nie uznać za zbrodnię komunistyczną wyroków wobec Romana Jochemczyka i Narodowej Organizacji Bojowej? Kimże oni bowiem byli?
Narodowa Organizacja Bojowa – była antykomunistyczną organizacją niepodległościową, która podejmowała liczne akcje ekspropriacyjne (rekwizycyjne – mające na celu zdobycie środków na działalność niepodległościową) na terenie powiatów: wadowickiego, myślenickiego, żywieckiego, pszczyńskiego, chrzanowskiego i katowickiego. Po latach w charakterystykach osobowych sporządzanych w celu kontroli osób, które w niej się udzielały, pisano – zgodnie z ówczesną nomenklaturą, że NOB podejmowała „napady rabunkowe na placówki uspołecznione oraz funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa” (sygn. akt IPN Ka 057/363 k. 3 i następne) i partyjnych aktywistów. To oczywiście dla człowieka mającego małą wiedzę historyczną jest mylące, gdyż literalnie patrząc na komunistyczny przekaz – przypominam, że znacznie późniejszy – niż z okresu walki Narodowej Organizacji Bojowej – może on faktycznie te czyny uznać za zwykły bandytyzm. Trzeba więc stale przypominać, że taka nomenklatura służyła komunistom do zdeprecjonowania i oskarżania członków niepodległościowego podziemia. Wskaźnikowe i prawdziwe w ocenie działalności takiej organizacji i Romana Jochemczyka są dokumenty powstałe w okresie, gdy ona miała miejsce oraz te wewnętrzne, w których pracownicy aparatu represji Polski Ludowej nie musieli kryć się z faktyczną oceną i interpretacją. Stąd NOB opisywali jako grupę terrorystyczno-rabunkową, co oznaczało jej zakwalifikowanie do zbrojnego antykomunistycznego podziemia niepodległościowego. Podobnie również w Repertorium Referatu Śledczego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Pszczynie za lata 1948 – 1954 sprawa Romana Jochemczyka i Narodowej organizacji Bojowej przedstawiona jest jako działalność nielegalnej organizacji, a nie żadnej bandy podejrzewanej o działalność rabunkową (sygn. akt IPN Ka 064/173/2, k. 20 i następne).
Na czele Narodowej Organizacji Bojowej – odłamu pszczyńskiego, działającej na wymienionych wyżej terenach do grudnia 1950 roku, stał Roman Jochemczyk ps. Zbyszek, a jego zastępcą był Augustyn Dolina ps. Leszek. Organizacja liczyła kilkunastu członków i kilkunastu współpracowników. Była średnio uzbrojona. A jej członkowie – co dla komunistów było szczególną obrazą – wywodzili się ze środowiska chłopskiego i robotniczego. 3 grudnia 1950 roku Roman Jochemczyk został schwytany przez oddział ubeków i milicjantów, którym dowodził zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Pszczynie podporucznik Kułak.
Bardzo wskaźnikowa dla określenia jaką organizacją była Narodowa Organizacja Bojowa i jak ją postrzegali komuniści jest wstępna – pismem ręcznym sporządzona – charakterystyka NOB i jej członków, dokonana w I połowie lat 70. XX wieku przez porucznika Służby Bezpieczeństwa Jerzego Starościaka. Starościak świadom tego, że opis działalności NOB-u musiał być zgodny z oficjalną wykładnią działalności podziemnych antykomunistycznych związków i oscylować w kierunku uczynienia z nich pospolitych band, na swoim pierwotnym opisie dokonywał poprawek. Przykładowo przed nazwą NOB dopisał banda, wykreślił ze szkicu fragment mówiący o tym, że informacje o NOB-ie ubecja pozyskała od tajnych współpracowników, wykreślił też fragment o tym, że organizacja posiadała drukarkę ręczną, na której przygotowywała materiały (IPN Ka 057/69/2). Jak się okazuje ze źródeł były to różne ostrzeżenia dla aktywistów komunistycznych. Szkoda, że takich esbeckich machinacji nie dostrzegli wymienieni tu prokuratorzy z IPN-u.
Jochemczyk w chwili aresztowania miał niewiele ponad 19 lat i mimo tych młodych lat sprecyzowane niepodległościowe poglądy. Edukację szkolną zakończył na X klasie ówczesnego gimnazjum. W trakcie gimnazjalnej nauki przyjaźnił się z późniejszymi towarzyszami walki o wolną Polskę: Józefem Moslerem/Mozlerem i Augustynem Doliną. Jochemczyk, jako gimnazjalista był członkiem powojennego Związku Harcerstwa Polskiego Hufiec Dziećkowice i uczestniczył w jego teatralnych przedstawieniach. Z treści przesłuchań innego członka NOB-u wynika, że była to organizacja jeszcze wówczas nieprzesiąknięta duchem komunizmu. Niewątpliwy też wpływ na rozwój osobowości Jochemczyka miał jego wuj ksiądz oraz fakt nauki w prywatnym gimnazjum ojców franciszkanów w klasztorze w Nysie. Z przesłuchania przeprowadzonego 5 grudnia 1950 roku, a więc już po złapaniu Jochemczyka, przez chorążego Kazimierza Foltyniaka, wynika również, że Jochemczyk był także członkiem Związku Młodzieży Polskiej i przykościelnej Sodalicji Mariańskiej. Z przesłuchania tego można się również dowiedzieć, że po akcjach ekspropriacyjnych członkowie NOB zostawiali pokwitowania świadczące o tym, że akcje te nie są dokonywane w celach rabunkowych, ale mają charakter polityczny. Były to pokwitowania świadczące o kontestacji systemu panującego w Polsce i niekiedy mające znamiona drwiny z niego np. po takiej akcji w powiecie wadowickim zostawili kwit z napisem „wykonujemy plan 6-letni na życzenie Stalina”. W innym zaś o treści „na rozkaz Batiuchy Spółdzielnie zabierają zuchy’. Jest pewne, że przyznawanie się do takiego charakteru akcji podczas przesłuchania niewątpliwie narażało Jochemczyka na większą karę niż gdyby nie było tego akcentu ideologiczno-politycznego. Jednocześnie trzeba zauważyć, że szczegółowość pokwitowań – ile towaru i pieniędzy została zabrana podmiotom uspołecznionym dowodzi, że akcje te nie były kryminalne. Przecież żaden kryminalista nie pozostawiał takich dokumentów, a przede wszystkim nie zawracał sobie głowy wyliczeniem tego co zostało zarekwirowane. Napisanie takiego poświadczenia trochę trwało i groziło dekonspiracją oraz schwytaniem przez organy bezpieczeństwa Polski Ludowej.
Przesłuchanie Jochemczyka z 5 grudnia 1950 roku, głównie przez pytania przesłuchującego, ale też odpowiedzi na nie udzielane przez aresztowanego, jednoznacznie pokazuje antypaństwowy (w rozumieniu antykomunistyczny) i niepodległościowy charakter działalności Jochemczyka i kierowanego przez niego NOB-u. Okazuje się bowiem, że członkowie tej organizacji opracowali szereg pism traktowanych przez nich jako ostrzeżenia wobec tych, którzy nazbyt zaangażowali się w utrwalanie komunistycznego systemu. Skierowane były one np. wobec nazbyt gorliwych nauczycieli. Pisano w nich, by zaniechali „karmienia młodego pokolenia tak szpetnym pokarmem jak nauki Wschodniego Tyrana” (syg, akt IPN Ka 03/288/2, k. 11 – 51). W sumie nie ma się co dziwić, że Wojskowa Prokuratura Rejonowa w Katowicach zdecydowała się aresztować Romana Jochemczyka pod zarzutem „działania w zamiarze usunięcia ustanowionych organów władzy zwierzchniej Narodu i zmiany ustroju Państwa Polskiego brał udział w nielegalnej organizacji pod nazwą Narodowa Organizacja Bojowa, w której to jako członek utrzymywał kontakty z innymi, brał udział w zebraniach konspiracyjnych i dokonywał napadów rabunkowych na spółdzielnie , uzbrojony w automat M. P. 40-ci”. Ta kwalifikacja czynów Romana Jochemczyka i innych członków NOB-u przez ówczesny aparat represji Polski Ludowej jednoznacznie pokazuje, że oceniano ją jako polityczną. I oparty na tej kwalifikacji wyrok można śmiało uznać za zbrodnię sądową w rozumieniu przywołanego na początku tego artykułu przepisu. Dziwić się należy, że nie potrafią/nie chcą tego dostrzec prokuratorzy IPN-u.
Podczas kolejnego przesłuchania Roman Jochemczyk przyznał się nadto do zniszczenia dekoracji na cześć II Światowego Kongresu Obrońców Pokoju, który odbywał się w Warszawie. Jochemczyk przy szkole w Żarkach dostrzegł wywieszone czerwone flagi z napisem „Pokój”, wiszące na czerwonym płótnie portrety Bolesława Bieruta i Konstantego Rokossowskiego, które zerwał i zniszczył. Jochemczyk przyznawał, że nie udało mu się tego samego zrobić z portretem Józefa Cyrankiewicza, gdyż został zauważony. Udało mu się za to zniszczyć czerwone flagi wiszące na szkole w Chełmku. Jochemczyk przyznał, że te dewastacje czynił z własnego przekonania, ale też na rozkaz swojego dowódcy z NOB-u Józefa Zajdy, który członkom organizacji nakazywał takie akty. Jochemczyk dodawał, że akty niszczenia dokonywał na skutek postanowienia, że będzie dewastował wszystkie ślady komunizmu w Polsce (syg, akt IPN Ka 03/288/2, k. 69).
By dopełnić ideowego rysu osobowości młodego Romana Jochemczyka, przytoczyć wypada także tylko niektóre zdarzenia z jego pobytu w areszcie. Świadczą one o jego radykalnym antykomunistycznym nastawieniu, bez względu na jego konsekwencje. Z doniesienia informatora służby więziennej o pseudonimie „Jaskółka” możemy się dowiedzieć, że Jochemczyk bezwzględnie był przekonany o tym, że jego antykomunistyczna działalność ma sens, bo niebawem dojdzie do światowej wojny, w której antykomunistyczna Polska otrzyma wsparcie USA i Watykanu oraz wojsk polskich znajdujących się na Zachodzie Europy. Mimo przebywania w areszcie Jochemczyk formułował bardzo negatywny osąd sytuacji w Polsce. Donosiciel „Jaskółka” pisał, że Roman Jochemczyk krytykuje sowiecką symbolikę (czerwone sztandary, gwiazdę, portrety Stalina, Rokossowskiego), która pokazuje, że Polska jest zwasalizowana przez Sowietów („jakby Polska z daleka albo w głębi Rosji żyła”). Jochemczyk stwierdzał również przed „Jaskółką”, że połowa sowieckich żołnierzy przebywa w więzieniach, bo buntuje się zorientowawszy się jaki jest poziom życia na terenach, z których Niemców wypędzali. „Jaskółka” donosił również, że Jochemczyk skarżył się na złe traktowanie przez funkcjonariuszy UB, którzy wbrew gazetowej propagandzie, iż stosują humanitarne metody przesłuchań, „traktowali go jak bydło, kopali, bili (zrobionymi) z drzewek całymi odnóżkami. Medalik Matki Boskiej wrzucili do pieca do popiołu i naśmiewali się z niego czemu (mu) nie pomoże” (IPN Ka 03/288/1 – cały zbiór). Jeśli to nie jest zbrodnia komunistyczna w rozumieniu przepisu przywoływanego przez prokuratora Roberta Kopydłowskiego, to czymże to jest?
Nic dziwnego więc, że trzeba się oburzać na zachowania zaprezentowane przez prokuratorów IPN-u, ale nie tylko ich. Jestem przekonany, że sprawa Romana Jochemczyka jest na tyle głośna, że dotarła także do innych pracowników IPN-u, w tym historyków zajmujących się podziemiem niepodległościowym i opresyjnym/zbrodniczym charakterem wymiaru sądowego Polski Ludowej (w tym przede wszystkim wojskowych sądów – świetne publikacje o charakterze ogólnym na ten temat wydał sam IPN, m. in. autorstwa prof. Filipa Musiała) i trzeba zapytać dlaczego nie pouczyli tychże prokuratorów?
Na koniec chciałbym przytoczyć niezwykle trafny fragment artykułu opisującego postępowanie prokuratorów IPN-u: „Nikt i nic nie przywróci lat wzgardy, pogardy i hańbiących poniżeń kierowanych w latach szkolnych wobec córek R. Jochemczyka, taki był po prostu ówczesny klimat polityczny. Nie było takoż jakiejkolwiek możności, aby głęboka trauma na wskutek tortur fizycznych i psychicznych (okresowo wyprowadzanie z celi z zapowiedzią rozstrzelania) jakich R. Jochemczyk doznał zarówno podczas więziennego pobytu jak i po uwolnieniu mogła być stosownie zrekompensowana.
To dzięki takim bohaterskim postawom jak m.in. R. Jochemczyka możliwym się stało, aby Naród nie zatracił ducha wolności, czego dał następcze dowody w latach 1956, 1970 czy1981”.
Artykuł ukazał się pierwotnie w gazecie Kurier Wnet.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz