Rosja i jej pojmowanie prawa międzynarodowego, czyli dlaczego szef dyplomacji Słowacji wyszedł na pożytecznego idiotę
Kilka dni temu Michał Aerts zwrócił uwagę na oświadczenie rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych:
„Nieodpowiedzialna decyzja o ataku rakietowym i bombowym na terytorium suwerennego państwa, niezależnie od argumentów, jakie mogą zostać przedstawione, rażąco narusza prawo międzynarodowe, Kartę Narodów Zjednoczonych i rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ.”
Dziś z kolei czytam:
„Konflikt między Ukrainą a Rosją nie ma rozwiązania militarnego, więc należy mu zapobiec poprzez komunikację i przestrzeganie prawa międzynarodowego” – powiedział Juraj Blanár.
„Może nawet wybaczyć wszystko, co się wydarzyło” – zaproponował.
Z tej oto okazji chciałbym zwrócić uwagę, jak Rosja interpretuje pojęcie „prawo międzynarodowe”, a następnie odnieść się do wypowiedzi pana ministra.
Rosja oficjalnie postrzega Kartę Narodów Zjednoczonych jako fundament porządku międzynarodowego i nieustannie oskarża Zachód – zwłaszcza USA – o jej naruszanie.
Na dobre rozpoczęła te oskarżenia ustami Władimira Putina podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa 12 lutego 2007 r. Mówił wówczas m.in.:
„Obserwujemy coraz większą pogardę dla podstawowych zasad prawa międzynarodowego. A niezależne normy prawne są, de facto, coraz bliższe systemowi prawnemu jednego państwa. Jedno państwo – przede wszystkim Stany Zjednoczone – przekroczyło swoje granice narodowe pod każdym względem. Jest to widoczne w polityce gospodarczej, politycznej, kulturalnej i edukacyjnej, którą narzuca innym narodom. Cóż, komu się to podoba?”
„Jestem przekonany, że jedynym mechanizmem, który może podejmować decyzje o użyciu siły militarnej jako ostateczności, jest Karta Narodów Zjednoczonych (…). Użycie siły może być uznane za uzasadnione tylko wtedy, gdy decyzja jest sankcjonowana przez ONZ. (…) Równocześnie należy zadbać, by prawo międzynarodowe miało charakter uniwersalny – zarówno w koncepcji, jak i stosowaniu swoich norm.”
„Nie można zapominać, że demokratyczne działania polityczne wiążą się z dyskusją i żmudnym procesem podejmowania decyzji.”
Dlaczego więc Rosja – wbrew swoim działaniom na Ukrainie – tak często powołuje się na prawo międzynarodowe?
Otóż pojęcie „prawo międzynarodowe” jest mocno eksponowane w rosyjskich dokumentach strategicznych – zarówno tych dotyczących polityki zagranicznej, jak i bezpieczeństwa narodowego.
W Koncepcji polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej z 2013 r. (zatwierdzonej przez Putina) stwierdzano m.in.:
„Innym zagrożeniem dla pokoju i stabilności na świecie są próby zarządzania kryzysami poprzez jednostronne sankcje i inne środki przymusu, w tym agresję zbrojną, poza ramami Rady Bezpieczeństwa ONZ. Dochodzi do rażącego lekceważenia podstawowych zasad prawa międzynarodowego, takich jak zakaz użycia siły, a także prerogatyw Rady Bezpieczeństwa ONZ – dzieje się tak, gdy dopuszcza się dowolną interpretację jej rezolucji. Niektóre obecnie wdrażane koncepcje mają na celu obalenie legalnych władz w suwerennych państwach pod pretekstem ochrony ludności cywilnej.”
To nie wszystko.
Rosja – jak zauważył estoński prawnik Lauri Mälksoo – w swojej strategii opowiadała się za nadaniem praworządności „wyższego priorytetu w sprawach międzynarodowych”:
„Rosja konsekwentnie opowiada się za wzmocnieniem podstaw prawnych stosunków międzynarodowych i w dobrej wierze wywiązuje się ze swoich zobowiązań prawnomiędzynarodowych. Dążenie do utrzymania i umacniania międzynarodowych rządów prawa jest jednym z priorytetów Rosji. Praworządność ma zapewniać pokojową i owocną współpracę państw przy równoczesnym zachowaniu równowagi interesów oraz stabilności społeczności międzynarodowej.”
Takie deklaracje znajdowały się w oficjalnych dokumentach rok przed aneksją Krymu i agresją na Donbas!
Hipokryzja? Nie do końca. Jak zauważa rosyjski ekspert prawa międzynarodowego Igor Łukaszuk w pracy Современное право международных договоров (Moskwa 2005, s. 40), koncepcje polityki zagranicznej mają „w dużej mierze charakter informacyjno-propagandowy”.
Można dodać: jak cały rosyjski stosunek do prawa międzynarodowego.
W aktualnej Koncepcji polityki zagranicznej FR z 31 marca 2023 r. również nie brak podobnych fragmentów:
„Polityka zagraniczna Rosji jest pokojowa, otwarta, przewidywalna, spójna i pragmatyczna. Oparta jest na poszanowaniu powszechnie uznanych norm prawa międzynarodowego oraz dążeniu do równej współpracy międzynarodowej w rozwiązywaniu wspólnych problemów.”
Jednak dalej czytamy:
„Miejsce Rosji w świecie wyznaczają jej zasoby we wszystkich sferach życia, status stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, udział w międzynarodowych organizacjach, status mocarstwa nuklearnego oraz państwa sukcesorskiego ZSRR. Rosja, powołując się na swój wkład w zwycięstwo w II wojnie światowej oraz budowę systemu stosunków międzynarodowych, występuje jako jeden z ośrodków siły światowej, pełniąc misję utrzymania globalnej równowagi.”
Tak więc Rosja, odwołując się do dziedzictwa ZSRR, traktuje globalną równowagę sił jako najwyższe dobro prawa międzynarodowego. Wszystko inne – w tym prawa człowieka czy prawo konfliktów zbrojnych – podporządkowane jest temu nadrzędnemu celowi.
Co więcej, Rosja postrzega stosunki międzynarodowe nie przez pryzmat państw, ale cywilizacji. „Russkij mir” to osobna cywilizacja, wykraczająca poza granice Federacji Rosyjskiej – obejmująca Ukrainę, Białoruś, Mołdawię, Gruzję. W tym świecie językiem wspólnym jest rosyjski, a Moskwa czuje się zobowiązana do jego obrony.
W relacjach z tymi państwami Rosja nie uznaje w pełni prawa międzynarodowego. Jak zauważył rosyjski politolog Dmitrij Trienin, Rosja traktuje je „jako kraje odrębne, ale nie obce”.
Warto też przypomnieć, że rosyjska koncepcja prawa międzynarodowego różni się zasadniczo od zachodniej. W cywilizacji zachodniej fundamentem stosunków międzynarodowych są umowy. W bizantyjskiej – sprawiedliwość. Innymi słowy: Rosjanie mają do prawa podejście jak matka Pawlaka z komedii Sami swoi – „Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie.”
Dlatego gdy zmniejszano udziały Royal Dutch Shell w projekcie Sachalin-2 czy Mitsui, nikt nie zważał na umowy. Rosyjski rząd uznał, że dotychczasowy podział był… niesprawiedliwy. I dlatego regularnie przegrywa przed trybunałami arbitrażowymi.
Tej koncepcji bronią Rosjanie i dyplomata w randze Ministra Spraw Zagranicznych kraju UE i NATO powinien był o tym wiedzieć!
Przykładów można by zresztą mnożyć, ale wróćmy do kwestii krajów należących niegdyś do „russkiego miru”.
Jak pisze Mälksoo:
„Rosyjskie władze zdają się zakładać, że opinie byłych części Imperium Rosyjskiego nie mają większego znaczenia geopolitycznego. Demokracja i samostanowienie to dla nich fikcja – mniejsze narody zawsze są przedmiotem rywalizacji mocarstw, a ich niepodległość oznacza wybór jednej z dwóch stref wpływów.”
Podsumowując: W świetle powyższego odwoływanie się przez ministra Juraja Blanára do prawa międzynarodowego w kontekście rosyjskiej agresji wydaje się po prostu groteskowe. Wyszedł na – używając leninowskiego określenia – pożytecznego idiotę. I w zasadzie nie wiadomo dlaczego! O agenturalność go nie podejrzewam, ale trudno mi uwierzyć, że po prostu wstał rano i z potrzeby serca wygłosił takie oświadczenie. Być może były tam czynne inne szatany.
Czy Pan Minister naprawdę nie rozumie, jakie konsekwencje mogłoby nieść jego stanowisko – także dla Słowacji?

Zostaw komentarz