Różaniec nie jest wynalazkiem chrześcijan. Jako pierwsi używali go już hinduiści, buddyści, muzułmanie. Potem, we wczesnym średniowieczu, chrześcijanie. Choć różnią się funkcją i liczbą paciorków łączy je jedno, mają zbliżać do Boga poprzez kontemplację.
Historia
Trudno powiedzieć kiedy się pojawił po raz pierwszy i kto go wymyślił.
Hinduizm znał go na wiele wieków przed różańcem katolickim. Na płaskorzeźbach w indyjskich świątyniach widać , że służył wiernym w tamtejszych rytuałach.
Potem przejęli go buddyści, a po nich, wraz z islamskimi podbojami subkontynentu indyjskiego, muzułmanie.
Jakąś jego chrześcijańską formę znał już św. Paweł z Teb, pustelnik z Egiptu w IV wieku naszej ery.
Mala buddyjska
Buddyjska mala składa się ze stu ośmiu paciorków symbolizujących atrybuty, cechy Oświeconego. Służą one od odmierzania mantr.
Muzułmański tespih lub subha
Różaniec islamski ma trzydzieści trzy lub 99 paciorków. Każdy z nich to jedno z imion Allaha. Odmawia się go podczas modlitwy (salat), a przede wszystkim podczas Ramadanu.
Na tureckich, irańskich, arabskich ulicach widok mężczyzny z różańcem w dłoni nikogo nie dziwi, w przeciwieństwie do zlaicyzowanej Europy.
Katolicki różaniec
Jego nazwa pochodzi od „rosarium” – ogród różany.
W średniowieczu, kiedy się upowszechnił, kwiaty pełniły rolę symboliczną i dlatego modlitwę różańcową porównywano do ofiarowywania róż Matce Boskiej. Odmawianie różańca łączy katolika z Matką Jezusa.
Składa się z czterech cykli, tajemnic. Radosnej, światła, bolesnej i chwalebnej przywołujących różne okresy z życia MB i Jej Syna.
Mój różaniec
Pierwszy dostałem jak każde katolickie dziecko podczas I Komunii Świętej. Czarny, w plastikowym pudełeczku z napisem „pamiątka I Komunii Świętej”.
Przez długie lata leżał sobie, zapomniany w szufladzie biurka.
Wróciłem do jego odmawiania gdy miałem dwadzieścia pięć lat i byłem na życiowym zakręcie. Od tego momentu jest w moim życiu na stałe. Raz częściej, raz rzadziej.
Ostatnio, codziennie. Modlę się na nim zazwyczaj podczas spacerów wokół domu, ale też i w podróży, w oczekiwaniu na wizytę lekarską, zaraz po przebudzeniu.
To nie jest przyzwyczajenie, ale głęboka potrzeba, taka jak powietrze czy woda.
Ofiarowuję go w różnych intencjach. Często życiowe okoliczności je podpowiadają.
Mój obecny różaniec jest wykonany z drzewa różanego przez jakiegoś palestyńskiego rzemieślnika w Jerozolimie, w której byłem dwadzieścia cztery lata temu co – w jakiś symboliczny sposób – łączy mnie z miejscem śmierci Chrystusa. Ale też i z Wniebowstąpieniem i świątynią, w której nauczał. Z dniami chwały, gdy tłumy witały Go jako Mesjasza i boleści, gdy Go biczowano i zmuszono do niesienia krzyża na Golgotę.
Jest ze mną zawsze. Nawet gdy się na nim nie modlę, jest w kieszeni spodni lub kurtki, jak mój specyficzny „dowód osobisty”.
Na zdjęciu, sanktuarium maryjne w Górce Klasztornej k. Łobżenicy gdzie często się na nim modliłem.
Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz