Nie bardzo rozumiem i może ktoś mnie oświeci. Myślałam (błędnie), ze zaraża ktoś, kto jest chory na covida lub jest nosicielem wirusa.

Okazuje się, ze nie. Groźni są niezaszczepieni, choćby nie byli chorzy na covid, ani nie mieli ani jednego, najmniejszego wiruska.

Nie są groźni zaszczepieni, choćby byli jak najbardziej na covida chorzy i byli nosicielami tego wirusa lub omikrona. Dlatego Jokovic siedzi w separcaji, bo jest niezaszczepiony, ergo – stanowi zagrożenie nie dla siebie, ale dla całej Australii, a zaszczepieni tenisisci będą zagrożeniem dopiero wtedy, kiedy test wykaże, że mają wirusa.

Nie mam jasnej pomroczności ani ciemnej pomroczności, ani (jeszcze) mgły mózgowej, a mimo to nic nie rozumiem.

Czy zaszczepieni choć mogą się zarazić i mogą zarażać są lepsi od niezaszczepionych którzy też mogą się zarazić, albo – jeśli zlapali wirusa ale są bezobjawowi – mogą kogoś zarazić?

Kto mi jasno i jak krowie na rowie wyjaśni różnice między zaszczepionym i niezaszczepionym.

Wiem, że zaszczepiony, jeśli jest młody, zdrowy i złapie infekcje to ma 70 procent, że nie będzie ciężko chorował, a 90, że nie umrze (od razu). A niezaszczepiony takiej szansy nie ma.

Ale poza tym? Dlaczego Jokovic musi być izolowany, a zaszczepieni nie muszą, choć w jednym i drugim przypadku wymagane są te same testy.

I teraz konkluzja.

Czy propagowanie takiej filozofii nie sprzyja najbardziej rozpowszechnianiu sie epidemii?

Byłam świadkiem rozmowy między starszą panią, zwracającą uwagę na brak maseczki innej starszej pani, na co ta druga odparła z najszczerszym zdumieniem: „ależ ja jestem zaszczepiona„.

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.