Ponieważ tytuł felietonu odnosi się do słowa i to w odniesieniu jego wypowiedzenia przez osobę onegdaj zaliczalną do wyższejszej warstwy społecznej czyli do szlachty należy przywołać semantykę tegoż określenia.
Pomocnym będzie nam w tym dziele nowo testamentowy ewangeliczny zapis św. Jana ujęty inwokacyjnie w sposób następujący:
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.
„Słowo” oznacza elementarną część mowy, a jego pisanym, czyli wyrażanym w sposób graficzny odpowiednik; określany jest mianem wyrazu.
To właśnie za pomocą słów (wyrazów) ludzkość z dawien dawna określa wszelkie np. obiekty lub klasę obiektów realnych, a także pojęcia abstrakcyjne. Także przy pomocy tychże ma wrodzoną zdolność do wzajemnego komunikowania się, przekazywania wiadomości, informacji czy doświadczeń.
Przywołać warto jest w tym miejscu słynną paremię latyńską: verba volant, scripta manent trafnie konstatującą, że słowa ulatują, a napisane pozostają. Na powyższą trafność posiadamy niezliczone dowody w postaci historycznych dokumentów; począwszy od słynnych zapisanych hieroglifami egipskich papirusów. Nośnikiem zapisów informacyjnych bywały takoż gliniane tabliczki umożliwiające rylcem zamieszczanie wyrazów, a celem ich utrwalenia tabliczki podlegały procesowi termicznemu, czyli wypalaniu; po prostu jak cegły.
Takie po prostu były archaiczne początki dokonywania zapisów wyrazów celem możności udostępniania ich potomnym i to znaczącym zakresie temporalnym wielu tysięcy lat.
Aktualnie korzystając z wielu technicznych osiągnięć wprzęgamy w te zapisy cybernetykę względnie informatykę z całym coraz doskonalszym instrumentarium komputerowym i programowym.
Jakże łza się w oku kręci nad odstawionymi na półkę względnie do lamusa gramofonie, adapterze, magnetofonie szpulowym, a następczo kasetowym. Przedmiotem młodzieńczego pożądania było posiadanie jak największej kolekcji płyt winylowych tzw. long playów z nagraniami Beatlesów, Rolling Stonsów, czy Czerwonych Gitar. Cena long playa, trudnego w zakupie była niezwykle wysoka bowiem oscylowała w granicach ok. 80-100 zł, a średnie zarobki gomułkowskie pod koniec lat 60- tych XX w wynosiły ledwo ok. 2000 zł. Wielkiego szyku zadawali m.in. posiadacze wymarzonego adaptera BAMBINO z którego szum igły adapterowej wydobywał na prywatkach (są jeszcze takowe ??) dźwięki puszczanych przebojów.
Uzupełnieniem prywatkowych dźwięków i pląsów było z reguły wino marki wino, czyli popularny jabol. Ach, fajniaste czasy były… i komu to przeszkadzało???
Co nieco odbiegliśmy na pobocza poruszanej tematyki, aczkolwiek immanentnie z tą słowną tematyką skorelowane. Verbum nobile, czyli w dosłownym tłumaczeniu słowo szlachcica było onegdaj swoistym rodzajem glejtu zawieranych kontraktów oraz gwarancją wygłaszanych oświadczeń jako nie pozostających w rozziewie z autentyczną prawdą. Z samej istoty jego definicji zastrzeżone było do zastosowania jedynie w zakresie „kastowym” nomen omen, albowiem uprawnioną osobą do jego wygłaszania był jedynie szlachcic i arystokrata. Plebs w postaci parobków, kmieci czy kmiotków oraz mieszczan był z tegoż uprawnienia całkowicie wykluczony. Oświadczenie wygłoszone w formie verbum nobile było zawszeć nadrzędnym wobec inszych oświadczeń nie posiadających takowego atrybutu.
Paralelnie z verbum nobile koresponduje pojęcie parolu tj. słowa o francuskim pochodzeniu (parole,… słynny szlagier Dalidy i Delona: PAROLE, PAROLE…), a kolokwialnie oznaczającego po prostu słowo honoru.
Zastosowanie słowa parol oznaczało bezwzględne podporządkowanie się wypowiedzianym ustaleniom i zachowaniom. Często parol stosowany był wobec żołnierzy wziętych do niewoli, którzy byli z niej uwalniani po złożeniu w formie uroczystej tegoż parolu pod warunkiem, że ponownie nie podejmą następczo walki z tym samym przeciwnikiem.
Zarówno zatem verbum nobile jak i parol drzewiej stanowiły surogat moralnego bezpiecznika gwarantującego prawidłowość funkcjonowania zawieranych kontraktów. Także wszelakiego rodzaje zeznań składane w postępowaniach sądowych, a dotknięte ich stygmatem były niezwykle ważkim materiałem dowodowym częstokroć przesądzającym apriorycznie o treści zapadłych wyroków.
Przywołać należy w tymże poruszanym aspekcie procesowym także fakt składania zeznań przy subsydiarnej pomocy Biblii na którą składało się przysięgę o prawdomówności.
Aktualnie w postępowaniu sądowym zamiast tejże biblijnej przysięgi funkcjonuje pojęcie składanego pod rygorem penalnym przyrzeczenia. Dowiedzenie składanych oświadczeń niezgodnych z prawdą skutkować może zastosowaniem sankcji ujętych treścią art. 233 § 1. kk:
Kto, składając zeznanie mające służyć za dowód w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
No dobra, aktualnie rzeczywiście właściwe organy występujące w procesach zarówno karnych jak i cywilnych oraz administracyjnych wyposażone zostały w stosowny instrument penalny wynikający z sankcyjności art. 233 kk. A jakoż to drzewiej bywało przy funkcjonowaniu instytucji parolu oraz verbum nobile?
Odpowiedź jest prosta, a tym samym nie nastręczająca jakichkolwiek trudności oraz oznajmując w zakresie imperatywu kategorycznego, że skuteczność tychże w/w parolu i verbum nobile była wręcz zdumiewająco wysoka!!!
Jaki powód zaistniał tak wysoce determinująco w tamtejszych czasach, że zbędnym okazywało się sięganie do kodeksowo zapisanych sankcji i przez sądy stosowanych???
Należy zgłębić się w struktury społeczne funkcjonujące na przestrzeni wielu wieków oraz wypracowane i sprawdzalne instrumentaria oczekiwań w człeczych zachowaniach mających znaczący wpływ na ich należytą prawidłowość.
Już na etapie funkcjonowania tzw. człowieka pierwotnego w przypadkach stwierdzenia naruszenia norm społecznych, zwyczajowych, obyczajowych, a zatem z naszego punktu widzenia sensu largo prawnych wódz plemienia, względnie organ w postaci Rady Starszych uprawniony był do zastosowania adekwatnych restrykcji.
Nie będziemy w tym miejscu dokonywać enumeratywności katalogu ówdziej stosowanych restrykcji wobec osobników (czek) dopuszczających się plemiennych przestępstw. Zaakcentować jednak musimy creme de la creme odpłaty plemiennej w postaci wypędzenia, czyli wykluczenia delikwenta z jej społeczności. Pozbawiony wsparcia plemiennego tenże delikwent w panujących wówczas warunkach naturalnych, a w tym klimatycznych po prostu był skazany na powolne skonanie, bez prawa do apelacji. No cóż: dura lex, sed lex … twarde prawo, aleć prawo !!!
Zmiany społeczne, a co za tym idzie w następczych czasach zmiany mentalne wprowadziły nowsze instrumenty sankcjonalne w postaci ostracyzmu i banicji.
Ostracyzm to antyczny grecki „wynalazek”, który polegał na tym, że na specjalnych skorupkach wydrapywało się imię osoby, którą posądzało się o zakusy do wprowadzenia tyranii. W przypadku, gdy takich skorupek uzbierała się właściwa ilość, niedoszły tyran skazywany był przez taki sąd skorupkowy na wygnanie z miasta na lat 10. Obecnie słowo „ostracyzm” funkcjonuje w znaczeniu nawiązującym do specyficznej cechy sądu skorupkowego.
Ostracyzm społeczny i towarzyski to specyficzna forma kary polegająca na wykluczenia danej osoby ze społeczności, w której z dawien dawna funkcjonuje. Ostracyzm może także przyjąć formę obojętności, niepodejmowania z daną osobą rozmowy, niezapraszania jej na wspólne imprezy albo na niereagowaniu na próby wyjaśnienia sytuacji ze strony osoby poddanej ostracyzmowi.
W skrajnych przypadkach może też przybrać formę okazywania jawnej wrogości czy niechęci, w związku z czym dana osoba czuje się wykluczona, wygnana wręcz z własnego miasta, czyli wyalienowana.
Banicja stanowi natomiast sądowe orzeczenie wygnania z ojczyzny. Delikwent wobec którego zastosowano taką karę nosił miano banity.
Wyrok banicji pozbawiał także czci i honoru dopuszczając również bezkarne zabicie banity, gdyby dokonał powrotu na terytorium swego kraju. Banicja oznaczał wyrok łagodniejszy od infamii, albowiem za zabicie banity nie było przewidywane wynagrodzenie, w odróżnieniu od zabicia infamisa. „Subtelną” formą banicji było tzw. „wyświecenie”, czyli wyprowadzenie ze światłem. Orzekane było wobec osób stanów niższych tj. mieszczan czy chłopów. Osoby, które za swoje przestępstwo uniknęli orzeczenia wobec nich kary śmierci, podlegały karze chłosty po czym kat wyprowadzał skazańca przy świetle latarni poza mury miasta.
Historia zna zdumiewające przypadki skazywania na banicję całych rodzin, a nawet narodów. Takowe uprawnienia posiadał rzymski Senat skazując na banicję ród Brutusa, czyli zabójcy Cezara. Jak wynika z powyższych wyjaśnień drzewiej o wiele skuteczniej niż obecnie i to nie w formie formalnych sankcji w postaci kary pozbawienia wolności możliwym było wymuszanie przestrzegania norm prawnych takoż wywodzących się z realizowanej aksjologii.
Koniecznym jest jednak w tym miejscu w kontekście verbum nobile i parolu odniesienie się do osoby hyrzego ruja, czyli bywszego i aktualnego fuhrera PeŁo i przywołać wypowiedź z uprzedniego felietonu z dnia 30.12.2021r pt. NAIWNOŚĆ :
Tenże osobnik zafutrowany jurgieltniczo przez MAKRELĘ opanował do imentu sprzedaż człekom naiwnym i głupolom po prostu stek bredni, fałszerstw i najzwyklejszych kłamstw.
Doprawdy jedynie bezczelne kłamstwo o rzekomym niepodnoszeniu wieku emerytalnego, a dokonanie tego rencami Komiśniaka z ZSL-u to wręcz wierzchołek góry lodowej.
Wszak program ideowy PeŁo to jedynie trzy punkty:
1. kłamać
2. kłamać
3. kłamać …….. i tym absolutnie się nie przejmować !!!!
Cóż, jak widać hyrzy ruj już tak ma.
Zdumiewać jednak może fakt, że podobnież jak w wypadku zdradzonego małżonka nadal do mózgownicy nie dociera prawidłowa percepcja zjawiska dokonanej zdrady to w odniesieniu akolitów w/w jurgieltnika występuje paralelne zjawisko.
Prawie każda jego wypowiedź nawet w sposób oczywisty mijająca się na kilometr z prawdą obiektywną jest skwapliwie akceptowalna w postaci wręcz spijania z jego ust prawdy objawionej ogłoszonej przez proroka.
Każdy z otoczenia zdradzonego małżonka krótko, zwięźle i trafnie uzna, że to nie tylko frajer czy naiwniak, ale po prostu GŁUPIEC, skoro zawierzył fałszywym oświadczeniom i obietnicom.
Identycznie zatem musi być (wbrew akolickim oczekiwaniom) potraktowanie bezkrytycznych zwolenników tego osobnika jako klasycznych głupoli, którzy naiwnie wierzą (zwłaszcza katole), że na kłamstwie da się zbudować solidne podstawy funkcjonowania społeczności.
Dokonując permanentnie kosmicznych łgarstw hyrzy ruj jedynie co nieco się otrząśnie niczym nomen omen KACZOR DONALD z wody zamiast doświadczyć ostracyzmu , a nawet banicji. O zachowaniu jego wyznawców i akolitów najlepiej spuśćmy zasłonę milczenia. Będą z całą pewnością wypierać się takiemu umysłowemu zaćmieniu z momentem odejścia swojego fuhrera w nicość!!!
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
8.01 2022
fot. pixabay
Zostaw komentarz