Okazuje się, że „Silni Razem” to nie tylko problem środowiska Giertycha i Tuska. Na prawicy również powstała własna wersja tego zjawiska.

Bochenek, Jaki, Matecki, Płażyński i część ich najbardziej gorliwych klakierów pokazują momentami dokładnie ten sam mechanizm politycznej naparzanki: hejt, wściekłość, prowokacje, ubliżanie i brak elementarnej uczciwości w sporze.Bez przyzwoitości i kultury.
To już nie jest różnica między rywalami w obozie prawicy. To jest ten sam mechanizm, tylko w innych barwach.

I właśnie dlatego warto przypomnieć wydarzenie sprzed kilku tygodni.

Propagandysta Jacek Kurski wystąpił w Telewizji Republika i w bardzo ostrych słowach zaatakował Mateusza Morawieckiego. Padły zarzuty, że Morawiecki jest „żałosnym trybikiem” w niemieckim planie podboju Europy itp. Kurski mówił również, że partia powinna była pozbyć się Morawieckiego dużo wcześniej.

Reakcja władz PiS była jednoznaczna. Kurski dostał zakaz wystąpień medialnych. I słusznie można było wtedy powiedzieć: polityczny spór ma swoje granice.
Tylko że minęło trochę czasu i mam wrażenie, że część środowiska PiS bardzo szybko zapomniała o własnej lekcji.

Dzisiaj Mateusz Morawiecki i ludzie związani z Rozwojem Plus są atakowani w sposób, który coraz częściej przypomina właśnie ten styl, za który wcześniej krytykowano propagandyste. Co więcej, ostrze konfliktu kierowane jest już nie tylko przeciwko Morawieckiemu, ale również przeciwko ludziom, którzy zdecydowali się z nim współpracować.

A przecież można się z Morawieckim nie zgadzać i różnić. Ale krytyka polityczna nie wymaga pogardy, manipulacji i rynsztokowego języka. Nie wymaga opluwania człowieka. Nie wymaga przypisywania mu zdrady, agenturalności czy działania na rzecz obcych interesów. Nie wymaga też budowania wokół przeciwnika atmosfery, w której każdy, kto myśli inaczej, natychmiast staje się zdrajcą własnego obozu.

Bo wtedy przestajemy rozmawiać o polityce. Zaczynamy uprawiać plemienną wojnę.

I tutaj wracam do „Silnych Razem”.

Jeżeli po jednej stronie nazywaliśmy ten sposób działania żenadą, hejtem i politycznym prymitywizmem, to trzeba mieć odwagę powiedzieć dokładnie to samo, kiedy podobne zachowania pojawiają się po naszej stronie.
Inaczej nie bronimy żadnych wartości. Bronimy tylko własnego plemienia.

Nie dziwi mnie, że ludzie pozbawieni argumentów próbują kopać, pluć i obrażać innych. To stary mechanizm Miernoty tak mają. Poniżanie drugiego człowieka może dawać komuś chwilowe poczucie przewagi.

Tylko że cudze poniżenie nikogo nie podnosi. Pokazuje przede wszystkim własną słabość. I dlatego prawdziwym testem dla każdego środowiska politycznego nie jest to, jak traktuje swoich zwolenników.

Testem jest to, jak traktuje człowieka, z którym się nie zgadza, ale który pozostaje po tej samej stronie politycznej.

Jeżeli nawet tam nie potrafimy zachować elementarnego szacunku, to problem nie leży już po drugiej stronie. Problem zaczyna się w nas samych.