Mam to wielkie szczęście, że Puszcza Kampinoskazaczyna się w granicach mojej posesji i mogę codziennie korzystać z jej uzdrawiającego działania. Bo las to najlepsze lekarstwo na wszystko.
Od dzieciństwa uwielbiam las.
Ten w Wyrzysku, gdzie dorastałem był zaledwie kilometr od mego domu. zaczynał się zaraz za Polanowem.
Jako dziecko łaziłem tam, z ojcem, na grzyby.
Potem biegałem na długich dystansach.
Jak miałem doła, szedłem do niego się wypłakać.
Dziś dojście do puszczy nie zabiera mi nawet dziesięciu minut.
Łażę po znanych mi ścieżkach i obserwuję jak się zmienia.
Tam gdzie padło jakieś drzewo, dzięki większej ilości świtała, pcha się do góry drzewna młodzież: buki, dęby, sosenki, brzozy.
Wyrosły z nasion, które pozostały z posiłków dzików, wiewiórek, ptaków.
Albo zapomniały gdzie je pochowały w podszyciu.
Chodzę po mchu grubym jak perski dywan.
Po deszczu wilgotnym, ale ciepłym.
Tam też toczy się życie wielu owadów, drobnoustrojów, grzybów.
Niewidoczne dla ludzkiego oka, ale jakże ważne dla życia lasu.
Jak mnie zabolą nogi, kładę się na tym zielonym kobiercu i gapię się w prześwit w koronach drzew, przez który widać niebo.
Nie przeszkadzają mi nawet mrówki biegające po moim ubraniu, dłoniach, twarzy.
Bo to one są tu gospodarzami, nie ja.
Las leczy, ale pod warunkiem, że człowiek, który jest w nim intruzem, rozumie jak się w nim zachować.
Przede wszystkim, szanować.
Bo gdy, nie było nas, był już las.
I będzie, biorąc pod uwagę wiek do, którego dożywają niektóre drzewa.
Dwieście, trzysta lat.
I więcej.
Będzie, o ile go nie zniszczymy w swym egoizmie i chciwości.
Zostaw komentarz