Cokolwiek piszą czy mówią kremlowscy propagandziści oraz rozsiani po świecie ich użyteczni idioci „specjalna operacja wojskowa” dowodzi tylko jednego – armia rosyjska jest papierowym tygrysem.
Pół roku wojny w zasadzie pozycyjnej, której koszty (nie tylko liczone w rublach, ale i w ofiarach) już dawno przekroczyły te poniesione w Afganistanie, obnażyły słabość Rosji. Ale przede wszystkim nieudolność ich służb specjalnych, które zamiast rzetelnego obrazu potencjalnego przeciwnika swoje raporty dostosowywały do wyobrażeń Putina i jego najbliższej jaczejki.
To cecha każdej dyktatury. Jak taki mechanizm działa w praktyce pokazał komunistyczny polskojęzyczny pisarz Jerzy Putrament w powieści Bołdyn, zekranizowanej przez Ewę i Czesława Petelskich w 1981 roku. Warto odgrzebać na Youtubie choćby dla roli Wirgiliusza Grynia, wspaniale wczuwającego się w rolę komunistycznego watażki.
Ale wróćmy do Rosji. Bez zbędnych słów sytuacja, w jakiej znalazł się Putin wraz z jego jaczejką określić można jako wejście do lejka. Jak wiadomo pożyteczne to narzędzie ma szeroki i łagodny wlot. Natomiast im głębiej, tym ciaśniej.
Rozpoczęta z nadzieją na marsz paradny kampania przerodziła się w wojnę pozycyjną, która Rosję rzuci na kolana. Nawet wówczas, gdy zajmie całe terytorium Ukrainy ( w aktualnym tempie czekać trzeba będzie na to ze czterdzieści lat), stanie wobec powszechnej partyzantki. A przecież pamiętamy, że zajęcie Ukrainy w 1944 roku wiązało się z trwającym aż 20 lat (do 1964 r.) ruchem oporu.
To wykończy gospodarczo każde państwo.
Najwyraźniej świadomość tego narasta. Trzeba zatem zmobilizować społeczeństwo i ruszyć Naród do ostatecznego szturmu, póki w arsenałach jest jeszcze broń wyprodukowana w oparciu o podzespoły zachodnie.
Dlatego potrzebny jest szok. Coraz bardziej popularna jest teoria o świadomym dopuszczeniu ataku japońskiego na Pearl Harbour 7 grudnia 1941 roku – społeczeństwo amerykańskie było bowiem głęboko pacyfistyczne i wcale nie zamierzało brać udziału w wojnie.
Co innego, gdy zostali znienacka i podstępnie zaatakowani.
A Putin jest doświadczony w robieniu prowokacji. Starsi pamiętają zamachy bombowe na budynki mieszkalne w Rosji we wrześniu 1999 roku.
4 września 1999 roku w miejscowości Bujnaksk w Dagestanie doszło do eksplozji materiałów wybuchowych załadowanych na ciężarówkę zaparkowaną przed budynkiem mieszkalnym, w którym byli zakwaterowani rosyjscy żołnierze. Zginęły 64 osoby, a kilkadziesiąt innych zostało rannych.
8 września 1999 roku w południowo-wschodniej dzielnicy Moskwy doszło do eksplozji ładunku ok. 400 kg materiałów wybuchowych umieszczonego na parterze 9-piętrowego bloku mieszkalnego. W wyniku wybuchu zginęło 106 osób, a 690 zostało rannych. Zniszczeniu uległo 108 mieszkań. Anonimowy informator, który zadzwonił do rosyjskiej agencji informacyjnej poinformował, że jest to odwet za zbombardowanie przez Rosjan czeczeńskich i dagestańskich wiosek.
13 września 1999 roku miał być dniem żałoby narodowej dla uczczenia ofiar wybuchu poprzedniego zamachu. Ale tego dnia o 5:00 rano doszło do eksplozji dużego ładunku wybuchowego w 8-piętrowym budynku mieszkalnym przy ulicy Kaszyrskoje Szosse w południowej części Moskwy. Doszło do zniszczenia budynku, zginęły w sumie 124 osoby, a 7 zostało rannych.
16 września 1999 doszło do wybuchu przed 9-piętrowym blokiem mieszkalnym w Wołgodońsku w południowej Rosji. Zginęło 17 ludzi.
22 września 1999 roku doszło do próby zamachu w Riazaniu. Tym razem okazało się, że miały to być rzekome ćwiczenia FSB.
(za: wikipedia)
Rosyjska propaganda od razu podchwyciła motyw czeczeński. Udało się obudzić gniew Rosjan.
Śmierć blisko 300 osób zmobilizowała Rosję, efektem czego była II wojna czeczeńska. Tym razem zwycięska.
Ale najważniejszym efektem było wzmocnienie władzy Putina i wygranie przez niego wyborów prezydenckich w 2000 roku.
Czy podobną rolę ma odegrać zamach na córkę Dugina?
Tylko ktoś zupełnie nieznający zasad obowiązujących w państwach dyktatorskich, szczególnie podczas toczonej wojny, mógłby uznać, że Daria Dugina poruszała się bez eskorty. Ktoś z jej ochrony zatem podłożyć musiał ładunek.
Efekt uzyskany należy mierzyć dwojako. Raz – zginęła niewinna nawet jeszcze nie trzydziestoletnia dziewczyna. Dwa – zgodnie z najlepszymi wzorcami mafii rosyjskiej imperialni funkcjonariusze zostali ostrzeżeni.
Owszem, mogą spiskować przeciw kremlowskiemu hersztowi. Ale wówczas zguba dosięgnie ich najbliższych.
Śmierć wg rosyjskiej propagandy pokazująca bezwzględność banderowskich nazistów już owocuje.
Jak podał der Onet:
Senator Andriej Kliszas zażądał „zniszczenia” sprawców i zleceniodawców zbrodni, nazywając ich także „terrorystami”. Pisarz i nacjonalistyczny polityk Zachar Prilepin uważa, że za zamachem stoi sam Wołodymyr Zełenski.
Głos zabrała też Margarita Simonian, redaktor naczelna telewizji RT (dawniej Russia Today), nazywana ulubienicą Putina i „carycą rosyjskich mediów”. „Centra decyzyjne! Centra decyzyjne!! Centra decyzyjne!!!”; „Kijów zadrży”— napisała na swoim koncie w serwisie Telegram. Wcześniej udostępniła wpis z adresem siedziby Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w Kijowie. „Mam nadzieję, że przeczytam w wiadomościach, że była zbombardowana razem z piwnicami” — czytamy.
O „ukraińskich terrorystach” pisze Władimir Rogow, samozwańczy szef administracji okupowanej części obwodu zaporoskiego w Ukrainie. On wskazał adres Kancelarii Prezydenta i Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy.
Operacja specjalna wewnątrz operacji specjalnej?
Prawdopodobnie nie jedyna, proszę państwa…
21.08 2022
Zostaw komentarz