Pobyt w inowrocławskim uzdrowisku służy Szarkowi nadzwyczajnie. Ustaliło mu się ciśnienie, wzrosły chuć i natchnienie
Pierwsze jest skutkiem dobroczynnego wpływu wody solankowej, a drugie i trzecie nie wiadomo czego?
Być może przypływ weny poetyckiej u kuracjusza pomocniczego nastąpił w wyniku mediumicznych emanacji duchów Kasprowicza i Przybyszewskiego, wielkich synów Ziemi Kujawskiej, od których w mieście trudno się opędzić. Na ślady młodopolskich artystów można w Inowrocławiu trafić w wielu miejscach. Szarek, zaliczył już dwa trafienia. Pierwsze za 50 złotych, które wydał na bilet wstępu do Muzeum im. Jana Kasprowicza i drugie za kolejne pół stówy, kiedy kupił tomiki z poematami obu synów, do czego łagodnie zachęcił go dyrektor Muzeum.

Jednak bardziej prawdopodobne jest, że bania z poezją rozbiła się na głowie Szarka, gdy w stanie wskazującym wracał wieczorem z dancingu w restauracji “Zdrojowa”.
Tak, czy siak, wena poetycka spadła na nauczyciela nagle i niespodziewanie, jak dron z ruskiego nieba na wiejską chałupę.
Jednak jeszcze bardziej niespodziewany był wzrost zainteresowań Szarka chucią !!!
Być może miało to związek z lekturą poematu Przybyszewskiego, który objawił pomocniczemu, że – “Na początku była chuć, a chuć była początkiem wszystkiego”.
Słabo zorientowany w kosmologii nauczyciel uwierzył słowom Meteora Młodej Polski, tym bardziej, że sam był pod przemożnym urokiem pewnej rzeźby, którą oglądał codziennie, spacerując alejami parku zdrojowego.

Ale nie tylko Szarek uległ sile tej rzeźby. Zauważył i opisał ją inny poeta, nie syn, ale też kuracjusz i sercowiec – M. Białoszewski.
Autor “Zawału” przebywał w inowrocławskim sanatorium w 1975 roku i tak skwitował spotkanie z dziełem nieznanego mistrza dłuta i młotka:
“Zajrzałem do parku. Duży. Są i rzeźby nowoczesnych plastyków. Natknąłem się na rzeźbę z trzema gołymi dupami trzech dziw, które ściupiły się głowami i coś sobie szepczą do ucha.”
Białoszewski mało delikatnie, wręcz ordynarnie skomentował widok inowrocławskich Gracji. Być może dlatego, że sam gustował w dupach innego rodzaju…

Ale przestańmy zajmować się minionymi poetami, bo już najwyższy czas zaprezentować czytelnikom płody twórczości nowego Kasprowicza – Szarka!

W cienistym parku uzdrowiska
Gdzie pawiookie drzemią stawy
Kuracjusz wzmaga krok swój żwawy
Spostrzegłszy miłe trzy zjawiska

U stóp ich bujne rosną trawy
Wyżej się łydka piętrzy śliska
Nad nimi jak boże igrzyska
Zady wypięte do zabawy

Stanął kuracjusz zadyszany
Dłonie do krągłej tuląc pani
W oczekiwaniu tchnienia burzy

Cisza. O liście nawet wiatr nie trąca
A on, jak limba próchniejąca
Daremnie szuka śladu prącia

Słońce w niebieskim lśni krysztale
Pośladki mienią się kobitom
Uzdrowiskowy park spowity
W bladobłękitne wiewne szale

Bystra solanka mknie po ścianie
Pas rozwijając srebrnolity
W gałęziach słychać, jakby granie

Kuracjusz czmychnął, niczym zbity
Lecz nowe znalazł zmartwychwstanie
Na obiad dali ozór w chrzanie!!!

Autor: Marek Szarek