Dwugodzinny strajk ostrzegawczy rozpocznie się we wtorek, 18 maja 2021 roku o godz. 12 w tyskim Nexteer Automotive Poland. To skutek braku woli dialogu ze strony dyrekcji, która w czasie trwającego od 5 marca sporu zbiorowego próbuje obchodzić problemy, zamiast je rozwiązywać. Ignoruje przy tym żądania załogi, domagającej się solidnej podwyżki wynagrodzeń.

      Skończyła się wytrzymałość załogi Nexteer Automotive  Poland zarabiającej o kilkaset złotych miesięcznie mniej niż pracownicy w innych zakładach branży motoryzacyjnej i to przy ciągłej pracy w godzinach nadliczbowych oraz  w wyczerpującym systemie czterobrygadowym. Wydajna praca załogi naszego zakładu powinna być sprawiedliwie i godnie opłacana – mówi Grzegorz Zmuda, przewodniczący „Solidarności” Nexteer. – Pracownicy Nexteer nie mogą zarabiać mniej niż pracownicy pracujący w  fabrykach działających w takich samych warunkach biznesowych specjalnych stref ekonomicznych. 

 Pracownicy mają coraz większe problemy z utrzymaniem swoich rodzin, gdy jednocześnie zakład przynosi kilkadziesiąt milionów zysku rocznie. Trwające od marca wielogodzinne negocjacje związkowców „Solidarności”  z dyrekcją nie doprowadziły do zawarcia porozumienia satysfakcjonującego załogę. Kolejne, niewiele się od siebie różniące, propozycje zarządu nie uwzględniały bowiem podstawowego postulatu strony społecznej – solidnej podwyżki płac zasadniczych, których wysokość zbliżyłaby wynagrodzenia pracowników  Nexteer do poziomu wynagrodzeń obowiązujących w innych zakładach KSSE szczególnie w sytuacji, gdy zaledwie kilkaset metrów od naszego zakładu pracownicy firmy PSA (dawniej Isuzu) zarabiają o kilkaset złotych więcej. Dyrekcja stara się przekonywać, że to światowy kryzys wymusza na wszystkich oszczędności. Tyle, że w Nexteer praktycznie żadnego kryzysu nie widać. Zakład pracuje bez przestojów ma pełen portfel zamówień, który wymaga ciągłej pracy w wyczerpującym systemie czterobrygadowym  oraz w godzinach nadliczbowych. Już w marcu dyrekcja zwróciła się do związków zawodowych z wnioskiem o podniesienie w 2021 roku liczby dopuszczalnych godzin nadliczbowych powyżej kodeksowego limitu (wynosi on 150 nadgodzin). Nadgodziny zaplanowano w czasie świąt  Wielkanocnych – czyli najważniejszych świąt chrześcijańskich. 

– Nie przedstawiono żadnych danych, potwierdzających wpływ panującej pandemii  na kondycję firmy – podkreśla Grzegorz Zmuda, przewodniczący „Solidarności”.

Związkowe argumenty nie przekonały jednak dyrekcji Nexteer. Upierała się ona przy maksymalnie 1 zł podwyżki od marca oraz 50 gr. od października, co po uwzględnieniu – uzgodnionego przez obie strony – 3,4 proc. wskaźnika inflacji, oznacza od marca  przy średniej stawce realny wzrost wynagrodzeń podstawowych o około 27 zł miesięcznie, czyli 16gr. za godzinę. Natomiast pozostała część „podwyżki” mająca obowiązywać od października to zaledwie 84 zł miesięcznie. Tak wyceniono wysiłek pracowników, którzy w pandemicznym  roku zapewnili spółce mocną pozycję na rynku oraz miliony czystego zysku. Przy największych pokładach dobrej woli trudno było to uznać, za konstruktywną propozycję. 

Podobnie jak brak odpowiedzi na ustępstwa strony międzyzakładowej „Solidarności”. Szukając porozumienia spełniającego oczekiwania załogi związkowcy m.in. zrezygnowali z postulatu wprowadzenia premii kwartalnej oraz zgodzili się ograniczyć wzrost płac zasadniczych do kwoty 420 zł miesięcznie, czyli 2,5 zł na godzinę. Słowem ustępstwa strony społecznej były większe, niż oferta płacowa dyrekcji.

– Pracownicy mają pełną świadomość niskich wynagrodzeń i utrzymywanie płac na takim poziomie grozi nie tylko spadkiem zaangażowania załogi, ale również zwiększeniem fluktuacji zatrudnienia – dodaje Adam Gmurek, zastępca przewodniczącego „Solidarności” Nexteer –  Jedno i drugie niewątpliwe odbije się na jakości i wydajności pracy, a tym samym wynikach ekonomicznych spółki. Tym samym płacowe „skąpstwo” może w końcowym bilansie oznaczać straty.

Takie podejście dyrekcji sprawiło, że gdy w  ubiegły czwartek fiaskiem zakończyła się kolejna runda mediacji międzyzakładowa „Solidarność” zmuszona była sięgnąć po przewidziany w ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych strajk ostrzegawczy. Nie można bowiem spokojnie tolerować sytuacji, którą trafnie opisał Jan Paweł II mówiąc w 1997 podczas pielgrzymki do Ojczyzny o „podejściu do pracy, w którym człowiek staje się narzędziem produkcji, zatracając w konsekwencji swą osobową godność. W praktyce zjawisko to przybiera formę „wyzysku”. Z takim wyzyskiem stanowczo walczy NSZZ „Solidarność”, mając w tyskim Nexteer  poparcie załogi.