Nigdy nie zrozumiem, dlaczego w obliczu problemu pierwszą reakcją instytucji, która z założenia powinna uczyć dialogu, jest chowanie się za urzędniczym żargonem i straszenie paragrafami.

​Oczywiście Pressmania i red. Krzysztof  Sitko robią tu fantastyczną robotę (czytaj więcej).

Tylko dlaczego w ogóle musi dochodzić do momentu, w którym to media muszą interweniować, żeby uzyskać odpowiedzi na elementarne pytania?

​Zamiast sprawnej, transparentnej komunikacji i próby załagodzenia sytuacji mamy demonstrację siły i usztywnienie stanowiska.

​Najsmutniejsze jest to, że niezależnie od tego, jak formalnie zakończy się ta sprawa i po czyjej stronie leży racja, największy koszt i tak poniesie ta dziewczynka. Wszyscy wiemy, jak działa szkolna rzeczywistość – w takich warunkach najczęstszym (i często jedynym rozsądnym) wyjściem staje się po prostu zmiana placówki. Wszyscy wiemy jak to działa – każdy z nas chodził kiedyś do szkoły.

​Czy szkoła naprawdę musi być fortecą nie do zdobycia, zamiast miejscem, w którym po prostu rozmawia się o trudnych sprawach?