- Jest oczywiste, że rząd Donalda Tuska nie może przegrać wyborów. Walka podjęta z opozycją, lekceważenie prawa i konstytucji oraz represje wobec działaczy opozycji powodują, że w przypadku przegranych wyborów i utraty władzy środowisko rządzącej obecnie koalicji może spodziewać się odwetu politycznego. Muszą się więc utrzymać przy władzy za wszelką cenę.
- To było oczywiste od czasu zatrzymania Kamińskiego i Wąsika oraz przejęcia siłą telewizji publicznej. Po przegranych wyborach środowisko polityczne, które było za to odpowiedzialne, będzie musiało za to odpowiedzieć. Dlatego musi utrzymać się przy władzy choćby metodami siłowymi.
- Długo zwlekali z podjęciem takich działań z powodu czystego nieudacznictwa. Teraz zbliżają się już jednak wybory, więc nie mają wyjścia. Nawet największy frajer, jeżeli zostanie osaczony i nie będzie miał drogi ucieczki, może stać się niebezpieczny. W takiej sytuacji znaleźli się działacze rządzącej koalicji.
- Ta sytuacja nie jest jednak przypadkowym zbiegiem okoliczności. Należy bowiem pamiętać, że elity liberalne, które przez dziesięciolecia rządziły bezpiecznie światem w oparciu o media, prawie wszędzie zaczynają tracić swoją pozycję. I wszędzie czują się zagrożone. Bo ludzie przestali wierzyć mediom.
- W tym środowisku musiała więc pojawić się świadomość, że poza mediami kontrolę nad demokracją należy wesprzeć rozwiązaniami siłowymi. Chodzi tu oczywiście o eliminację niewygodnej opozycji poprzez sankcje finansowe i zakazy sądowe. To na początek. Ale i to może być za mało. Być może trzeba będzie bronić władzy z pomocą wojska i policji.
- A jednak takie postępowanie w obszarze euroamerykańskiej cywilizacji musiało budzić obawy. Dlatego nie zdecydowano się na takie rozwiązanie bez eksperymentu, który pozwoliłby ocenić możliwe skutki stosowania metod siłowych w obronie władzy elit liberalnych.
- Polska jak zawsze nadaje się do takich eksperymentów. Państwo trochę na uboczu, ze społeczeństwem bitnym, ale niezdolnym do racjonalnego myślenia, oraz tradycją łamania oporu społecznego z pomocą wojska i policji. Od zawsze podejrzewałem, że Donald Tusk został wysłany do Polski z taką właśnie misją.
- Dowodem na to, że tak właśnie miało być, jest agresywne i prowokacyjne postępowanie rządu Koalicji Obywatelskiej od samego początku. Zamiast walczyć o sympatię społeczną, oni starali się społeczeństwo zastraszyć. Każdy, kto wspierał rządy Zjednoczonej Prawicy, miał zostać wyeliminowany z życia publicznego, aby nikt więcej nie odważył się wspierać przeciwników rządów lewicowo-liberalnych w Polsce. To miało być nowe oblicze demokracji i jednocześnie początek eksperymentu. Bo klasyczna demokracja już się przeżyła.
- Te działania okazały się jednak niewystarczające. Wszystko wskazuje na to, że koalicja może stracić władzę po wyborach. Ale ona nie może stracić władzy. Więc nadszedł czas na zastosowanie rozwiązań siłowych w obronie władzy.
- Wracając więc pod Trybunał Konstytucyjny, należy przyjąć, że sprowadzenie policji nie było niewydarzonym incydentem, ale świadomą prowokacją. Ma ona dwa skutki.
- a) Po pierwsze, jest formą spalenia okrętów dla ludzi ze środowiska Koalicji Obywatelskiej, aby odciąć im drogę odwrotu. Po czymś takim muszą utrzymać się przy władzy wszelkimi metodami, gdyż nie mogą oczekiwać darowania winy.
- b) Po drugie, reakcja społeczna i polityczna na wydarzenia pod Trybunałem Konstytucyjnym była łatwa do przewidzenia. Być może więc celem tej prowokacji było wywołanie takiej właśnie reakcji.
- Generalnie należy mieć świadomość, że tutaj nie chodzi wcale o Trybunał Konstytucyjny, ale o nadchodzące wybory.
- Oceniając sytuację i przewidując zagrożenia, należy brać pod uwagę, że strona rządowa jest przygotowana na wydarzenia pod Trybunałemima poparcie europejskie. Jedynym zaskoczeniem mógł być powrót prezydenta do Polski. Ale środowiska związane z obecnym rządem są zdeterminowane.
A jutro ludzie pójdą na cmentarze.
Zostaw komentarz