Problem z rządem Tuska polega nie tylko na tym, że on niewiele robi w gospodarce, przekształca Polskę w reżim i opowiada banialuki.
Problem polega też na tym, że umacnia jako normę skrajne reaktywny model prowadzenia polityki.
– On chce teraz „walczyć z masową imigracją” – ale właśnie teraz, kiedy już wszyscy chcą z nią walczyć, bo systuacja na Zachodzie wymknęła się spod kontroli. Wcześniej ją wraz z Niemcami popierał.
– On chce teraz przewodzić walce z „putinowską Rosją” – ale właśnie teraz, kiedy wszyscy wiedzą, że ta Rosja to śmierć. Wcześniej był za „resetem” i bratał się z Putinem.
– On chce teraz „aktywnie budować polską energetykę jądrową” – ale właśnie teraz. Wcześniej tak ją „budował”, że osiem lat minęło i nic się nie wydarzyło.
– On teraz mówi, że europejska polityka klimatyczna i energetyczna „wymaga zmian”, ale wcześniej stale popierał dyskurs niemiecki na ten temat a nawet teraz jego rząd przyznał gigantyczną dotację dla firmy Dominiki Kulczyk, która postawi 25 km od naszego wybrzeża kilkaset gigantycznych wiatraków, które nie dość, że na dekady popsują krajobraz nadmorskich miejscowości, to jeszcze – zobaczycie – będą niekończącym się źródłem problemów polskich sieci energetycznych i będziemy do nich bez końca dopłacać.
– Za chwilę dowiemy się, że Donald Tusk tak naprawdę jest wielkim zwolennikiem Trumpa, chociaż jeszcze zupełnie niedawno nazywał obecnego prezydenta USA przestępcą, „putinistą” i czym tam jeszcze.
To jest właśnie taki sposób uprawiania polityki, który polega na wiecznej „mądrości etapu”. Tego typu liderzy nie mają zdolności przewidywania czegokolwiek, jakiejś pogłębionej refleksji, tylko ze sprawnością linoskoczka łapią się przejeżdżającego wagonika, walą kierowcę w łeb, zajmują jego miejsce i ogłaszają się mistrzami świata zostawiając za sobą spaloną ziemię.
„Co było a nie jest, nie wpisuje się w rejestr!”
Liderzy tego typu są w pełni odtwórczy i posiłkują się uwewnętrznionym koniunkturalizmem. Robią zawsze to i tylko to, co w danej chwili w polityce „trenduje”. Mają oczy dookoła głowy i wielkim uchem słuchają uważnie co teraz należy mówić, żeby nie wypaść z kamaryli podobnych sobie.
Tacy ludzie na stanowiskach zarządczych w biznesie doprowadzają firmy do upadłości bezrefleksyjnie implementując w nich to, co właśnie przeczytali w Harward Business Review. To przez nich na skraju bankructwa znalazł się Intel czy Boening. Jednak nawet dzień przed upadłością firmy, której przewodzą są poklepywani po plecach przez „ekspertów z branży” i „stowarzyszenia przedsiębiorców” wręczających „prestiżowe” nagrody.
W przypadku kraju takiego jak Polska, taki płaski koniunkturalizm, to prosta droga do największej zależności. A powiedzieć o Tusku, że jest koniunkturalistą, to niczego nie powiedzieć. On jest po prostu królem politycznego komformizmu i koniunkturalizmu!
Zostaw komentarz