Już nie słowa, a milczenie
Wybrzmiewają dawne głosy
Na pożółkłych liściach czasu
kilka zmarszczek, grymas czoła…
Pocałunki gdzieś pod drzewem
Potargane bryzą włosy
Dziękowaliśmy w dwójnasób
za zmierzch co na spacer wołał…
Noc jak inkaust się rozlała
kiedy w oczy mi patrzyłeś
Dusze się do siebie rwały
przytulając tęsknot drganie…
Tak Cię bardzo wtedy chciałam
I Ty w szczęście uwierzyłeś
Odszedł w niebyt Wszechświat cały
Miłość, sens, oczekiwanie…
Gdzie te dłonie co szukały
drugich dłoni w przeznaczeniu?
I powietrze pełne wzruszeń
Ciche „Kocham” i „Nareszcie”
W łzach się gwiazdy odbijały
w pauz zbyt skromnym zamyśleniu
Kiedy „mogę”, „chcę”, „nie muszę”
Północ dopełniała wierszem…
Gdzie zachwyty, śmiechy głośne?
Co się snami upajały
Żar dyskretnych namiętności
na tej ławce co czekała…
Wszystko było takie proste
Gdy motyle trzepotały
Gdy przenikał nas do kości
jeden wspólny dreszcz w dwóch ciałach…
Zostaw komentarz