Nieszczęściem Polski jest to, że władza robotnicza, która robotników zdradziła i wykorzystała, która nimi gardziła, nie zaznała robotniczej ręki. Zamiast gilotyny mieliśmy okrągły stół.

Dawna władza robotnicza ma się świetnie podobnie jak jej spadkobiercy i sługusy. Robotnicy zaś jak w dupie byli tak w niej zostali.

I nie myślę tu o robotnikach literalnie, ale o całej grupie społeczeństwa, która żyła w PRL od pierwszego do pierwszego, która jakoś tam balansowała, której przedstawicielem stał się ruch pierwszej Solidarności.

Trzeba było paru do wora, a wór do jeziora żeby szacunku do zwykłych ludzi nabrali. Taka jest logika każdej rewolucji.