Hipokamp znajduje się w przyśrodkowym płacie skroniowym mózgu, pod powierzchnią korową. Jego struktura jest podzielona na dwie połowy, które znajdują się po lewej i prawej stronie mózgu. Organy mają zakrzywiony kształt przypominający konika morskiego i to ta część układu limbicznego odpowiada za wspomnienia. Dosiadam więc owego konia i przywołuję wydarzenia, niech no dobrze policzę… sprzed 43 lat. W owym czasie byłem członkiem Komisji informacji i propagandy Komisji Zakładowej NSZ Solidarność w dużym, nawet bardzo dużym – szpitalu psychiatrycznym. Tejże komisji przewodniczył mój przyjaciel i kum Antoni. Do moich zadań jako wyrobnika tej komisji było — wieszanie na tablicy ogłoszeń, wcześniej eksploatowanej przez reżimowe związki tekstów, od których czytania komunistom robiło się niedobrze. A czas był gorący. Późnym popołudniem jak raz – 12 XII, zebraliśmy się w przytulnej kuchni Antoniego, żeby ocenić zaistniałą sytuację. Mój przyjaciel twierdził, że Jaruzelski jak na talerzu … poda Lechowi władzę, z czym ja, jako starszy, urodzony jeszcze podczas wojny uciekinier przed Armią Czerwoną – nie bardzo chciałem się się zgodzić. Dyskurs trwał w najlepsze, podczas którego … raczyliśmy się dowodami wdzięczności pacjentów dla bardzo popularnego doktora … tak do godziny 23, bo przyjaciel okropnie chciał mnie wtedy do swoich racji przekonać, a mnie zaś … brandy bardzo smakowała.
Rozstaliśmy sie w dobrych nastrojach, a 4 rano – spec grupa, w której uczestniczył pykniczny milicjant o swojskim nazwisku Humeniuk ( w wolnej Polsce gorliwy trener trampkarzy z Lewic) – wyciągnęła Antoniego z domu, wręczając, zszokowanej ich najściem jego małżonce — pokwitowanie … wystawione przez pułkownika Urantówkę
13 grudnia 1981 r. bowiem – jaruzelska junta, wypowiedziała nawet w świetle obowiązujących wtedy przepisów – bezprawnie wojnę z Narodem. Podzieliła społeczeństwo na tych, co ubrali się w mundury, których jak na ironię guziki zamiast sowieckiej gwiazdy, lub sierpa i młota miały – nadal orzełka, gromadzili się na ulicach przy koksownikach, pacyfikowali niepokornych, strzelali do strajkujących górników … I na tych, którzy pomykając wieczorami, po patrolowanych ulicach gromadzili się, według wprowadzonych dekretami rygorów stanu wojennego po domach – absolutnie nielegalnie. Ściśniętymi gardłami ze wzruszenia gardłami, wsłuchiwali się w głosy i słowa poparcia, przekraczające barierę warkotu radiowego zagłuszania płynące – z całego świata. Ci, co zostali internowani, nie mieli już możliwości wyboru, za nich zadecydował w województwie opolskim ów płk. Urantówka – układając listy proskrypcyjne, według których wywlekano działaczy z domów… Ci natomiast, co pozostali na wolności stawali przed koniecznością wyboru. Trzeba było tak jak, tamtej pamiętnej zimy w 1939 roku, kiedy to na Kresach, pod okupacją sowiecką – zdobyć pożywienie na Wigilijną Wieczerzę, na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia. Trzeba było jednak, w pierwszej kolejności odnaleźć miejsce, w którym komuniści przetrzymywali bez wyroku sądowego ojca, matkę, męża, żonę, siostrę, brata, albo – przyjaciela. Trzeba było chodzić do pracy, uczęszczać do szkoły, do uczelni. Trzeba było nie dać się złamać, nie zrezygnować z rozbudzonych w 1980 r. marzeń. Po latach, jakie upłynęły od ogłoszenia stanu wojennego – moje dzieci, opowiadają swoim dzieciom, naszym wnuczkom i wnukom, że wtedy… podczas świąt Bożego Narodzenia – choinka nie była ubrana, nie była przystrojona. Nie miała bombek, łańcuszków, nie świeciły się lampki, tylko zapalona w oknie świeca paliła się, migocząc płomykiem, widzianym… w to wierzyliśmy głęboko, przez Ojca Świętego Jana Pawła II w Vatykanie, a także przez prezydenta Ronalda Reagana, który w oknie Białego Domu palił taką samą. Wspominając dalej stan wojenny, a raczej jego dla mnie następstwa, mogę absolutnie szczerze powiedzieć, iż tak naprawdę otworzył on przede mną, bardzo dla mnie szczęśliwą, pełną przygód perspektywę życiową. Z chwilą bowiem usunięcia mnie z pracy, którą wprawdzie bardzo lubiłem, obcując codziennie z wariatami, pewnie po kilkudziesięciu latach zatrudnienia w szpitalu, doczekałbym głodowej emerytury – zostałem niczym chłop pańszczyźniany uwłaszczony. Pamiętacie Państwo frazę z wiersza Marii Konopnickiej:
Wolny, bo z więzów, jakimi go przykuł
Rodzinny zagon, gdzie pot ronił krwawy,
Już go rozwiązał bezduszny artykuł
Twardej ustawy..
I ja też wtedy w lutym 1983, niczym wolny najmita, wyruszyłem w świat, imając się przeróżnych zajęć. Oczywiście towarzyszyła temu pewna dramaturgia zdarzeń i niepewność losu, ale Opatrzność zadbała oto, żeby mi się krzywda nie działa. Splendorów przy tym za dużo wprawdzie mnie nie spotkało, ale bywało, że jadałem śniadania i wieczerze z biskupami, korzystałem z sejmowych toalet, rozmawiałem osobiście z premierami i ministrami, a także przewodziłem chłopskim protestom. Przez prawie dekadę byłem zatrudniony, jako wyższy urzędnik samorządowy, a także łaskawy los pod koniec zawodowego życia pozwolił mi robić dobre uczynki na rzecz osób niepełnosprawnych. O tym myślałem dzisiaj z rana, płynąc krytą żabką w jedną stronę, a na grzebiecie — w drugą.
Zostaw komentarz