W niedzielę, 7 maja 2017 roku minęła 13. rocznica jego tragicznej śmierci w Iraku. Waldemar Milewicz docierał tam, gdzie inni się bali. Zdaniem pewnego generała – Waldemar Milewicz za dużo się dowiedział, zdobył bardzo kłopotliwą wiedzę na temat sposobu działania amerykańsko-polskiej grupy wywiadowczej, tak zwanych negocjatorów wojennych, których celem było nie tyle zbieranie informacji, co przekupywanie lokalnych członków Starszyzny Plemiennej by zapewnić żołnierzom chwilowe bezpieczeństwo. Pieniądze na własną odpowiedzialność, nawet po 3 do 5 mln dolarów wozili w zwykłych plecakach – by przekazać je tzw. starszyźnie, bardzo często lokalnym grupom talibów. Nie obyło się bez korupcji we własnych szeregach. Pieniądze ginęły na potęgę, co było zresztą powodem wielu napiętych sytuacji pomiędzy generalicją polską a amerykańską.
Nigdy nie poznałem osobiście Waldemara Milewicza – bodaj najsłynniejszego polskiego korespondenta wojennego, ale po latach poznałem kilku jego przyjaciół, kilku dobrych znajomych – z którymi kontaktował się w Iraku w maju w 2004 roku. Opowiadali, że miał ambicje relacjonować zdarzenia nie w stylu propagandowym- na zlecenie wojskowych dla aktualnych celów politycznych, ale znacznie głębiej, by poznać motywację i cele różnych stron konfliktu.
Zdaniem pewnego generała – Waldemar Milewicz za dużo się dowiedział, zdobył bardzo kłopotliwą wiedzę na temat sposobu działania amerykańsko- polskiej grupy wywiadowczej, tak zwanych negocjatorów wojennych, których celem było nie tyle zbieranie informacji, co przekupywanie lokalnych członków Starszyzny Plemiennej by zapewnić żołnierzom chwilowe bezpieczeństwo. Pieniądze na własną odpowiedzialność, nawet po 3 do 5 mln dolarów wozili w zwykłych plecakach – by przekazać je tzw. starszyźnie, bardzo często lokalnym grupom talibów. Nie obyło się bez korupcji we własnych szeregach. Pieniądze ginęły na potęgę, co było zresztą powodem wielu napiętych sytuacji pomiędzy generalicją polską a amerykańską.
Waldemar Milewicz – dzięki pewnemu polskiemu negocjatorowi – czyli dolarowemu posłańcowi zdobył stosunkowo duże zaufanie, lokalnej grupy powstańców – którzy nie byli nawet talibami, choć korzystali z dostaw broni talibskiej. To było kuriozalne, że często z przekazywanych pieniędzy – dla zapewnienia bezpieczeństwa – żołnierzy polskich, zakupywano tony broni bezpośrednio od talibów, by w odpowiednim momencie zaatakować.
Od innego ważnego pułkownika wiem, że jedną z form ukarania za korupcję, za kradzież wielu milionów dolarów – było powstrzymanie przez amerykanów – przesyłek pieniężnych… co skutecznie odebrało nam kruche poczucie bezpieczeństwa w regionie i kosztowało wielu żołnierzy – życie.
Milewicz poznał działania asekuracyjno – wojenne od wojskowej, mało chlubnej kuchni a nader wszystko przygotowywał się do obszernego wywiadu z lokalną grupą powstańczą, złożoną z tzw. cywilnych ochotników – którym zamordowano i zgwałcono żony i dzieci i nie zrobili tego talibowie, a oddziały wojsk amerykańskich. Jeden z polskich wojskowych – skutecznie doniósł Amerykanom o planach i kontaktach Milewicza.
WIelokrotnie pytałem kilka ważnych osób, czy nie zechcieliby po latach – powiedzieć prawdy. W odpowiedzi słyszałem zawsze to samo: Że mają swoje rodziny, że drogie jest im własne życie, że otrzymali jakieś wynagrodzenie, które nie daj Boże – może będzie im odebrane.
Na tydzień przed wylotem Waldemara Milewicza – rozpętało się piekło w Warszawie …….oraz pewnej bazie wojskowej w Iraku. Interweniowali wojskowi, dwóch ważnych amerykańskich generałów oraz osobiście Pan Ambasador USA, między innymi w Ministerstwie Obrony Narodowej, padały argumenty, że Milewicz może zniszczyć polską rację stanu…….. wielu przyjaciół i znajomych pragnęło w ostatniej chwili odwieść go od jego zamiaru.
Waldemar Milewicz był nieugięty, jednemu ze znajomych powiedział, że nie może zawieść zaufania cywili irackich – o które zabiegał wiele miesięcy. Wiedział, że takiego materiału drugi raz nie nakręci. Na kilka dni przed podróżą – otrzymał bardzo wymowne pogróżki. Niestety wierzył w ideały, świat okazał się bardziej dziwny i bezwzględny, niż przypuszczał…. wątpię aby ktokolwiek powiedział cokolwiek więcej na temat Ostatniej Misji Waldemara Milewicza.

Ja podziwiam go, i zawsze będę podziwiać za profesjonalizm i personalną odwagę. 7 maja – minęła kolejna jego rocznica śmierci. Cześć Jego Pamięci!
14 ta rocznica- wojna w Iraku była w 2003r. W maju 2003r wrocilem po miesiecznym pobycie w Basrze, na poludniu Iraku, i z Paryza przylecialem do Warszawy.7 maja rano jadac na Mazury uslyszalem w radio informacje o smierci Milewicza, spikerka mowila, ze ekipa ( montazysta Algierczyk, operator kamery i Milewicz wyjechali na reportaz z hotelu Palestine ok godz 6tej rano i auto zostalo ostrzelane z samochodu jadacego za nimi.Zginal Milewicz i montazysta a operator zostal ranny reke.Moi koledzy francuskiej tv byli w tym samym czasie w hotelu, gdzie obowiązywała godzina policyjna- rano mozna bylo wyjezdzac bezpiecznie dopiero po 8mej i to w eskorcie.My (Francetv), mielismy zawsze ochrone komandosow brytyjskich.Trwala przeciez wojna.Wyjechali bez ochrony i niestety zaplacili zyciem. Widzialem nastepnego dnia zdjecie Milewicza zastrzelonego na tylnym siedzeniu, ktore znana gazeta umiescila na pierwszej stronie, bez zadnego szacunku dla kolegi dziennikarza.
Pewnie wina Putina! Po co się zastanawiać? Jak ktoś winny to napewno Rosja.
Lubiłem go jak pewnie wielu…nie mnie osądzać go jednak to w jakich latach zaczął pracę w tvp nie najlepiej się kojarzy ostatnio natknąłem się na jego relację… z pobytu Jaruzelskiego w Korei północnej…ale to może tylko tzw błędy młodosci choć inni dzienikarz w tym czasie…
Podchodziłbym z bardzo dużą rezerwą do „rewelacji” pana Piotra Tymochowicza.
zdrajca narodu Polskiego!!!
Szyte na miarę grubymi nićmi .