Waran, brakuje mi ciebie – powiedziałem do nieistniejącego warana. Nie mam z kim spoglądać na zachód słońca. No Q…wa, dodałem ze złości.

Przyszły trzy małpy i dwa szczury. Dla pocieszenia niby.

Nie powinnyście być na produkcji aby? Bo alkosok z bananów sam się nie zrobi? – zapytałem.

– Nigdy nie mieliśmy okazji popatrzeć w ocean. To pierwszy raz taki. Popatrzymy i wrócimy do produkcji. Alkoholu z bananów znaczy.

Na grobie warana dostojnie paliły się świeczki. Trzy. Jedna się dopalała. – Niezły był z niego piernik – powiedział średniej wielkości jaszczur, wspominając przyjaciela.

Ale waran umarł. Zdechł po prostu.

Mógł żyć, ale alkosok z bananów go zabił. Niepotrzebnie go pił.

No i wyhuśtał się.