Przeczytałem „Cieniem będąc cieniem zostałem” Wacława Holewińskiego.

Książka ta jest tak napisana jak świadomość XIX wieku w umyśle przeciętnego Polaka. Niby był, ale nas nie było, nie było Polski, przez to polskiej nauki, techniki, wynalazków, dyskusji, akademickich sporów, katedr prawa, socjologii, medycyny, matematyki. Ten wiek był jak cień…

A w cieniu czasami dzieją się ciekawe rzeczy. Niektórzy z cienia wychodzą (ci najwybitniejsi, jak np. Maria Curie, Chopin), ale niektórzy, pozostając w nim, działają dla zwycięstwa sił światła. Chcą stanąć twarzą w twarz ze słońcem i się do tego gotowią.

Bohater książki Pana Holewińskiego mógłby się w cieniu nieźle urządzić. Pieniądze jakieś tam miał i życie wesołe. Ba – był to wręcz bon vivant en i utracjusz!

I ktoś taki, nagle, od losu dostaje wyzwanie: co zrobić z wygranymi w kasynie w Monte Carlo prawie 800 kilogramami złota?

Książki opowiadać nie zamierzam. Cieszę się jednakowoż, że Pan Wacław Holewiński wydobył fundatora KUL i filantropa z czasów początków odradzającej się Polski z cienia, stając się jednym z tych, którzy wydobywają dla nas z cienia wiek XIX i czasy końca imperium rosyjskiego.