W maju 2025 roku Ukraina wykryła węgierską siatkę szpiegowską na Zakarpaciu. Węgry odpowiedzieli tym, że aresztowali kilka osób po swojej stronie oskarżając ich o szpiegostwo na rzecz Ukrainy. W tym węgierska jednostka antyterrorystyczna TEK aresztowała pewnego byłego ukraińskiego dyplomatę, który natychmiast miał zostać wydalony na Ukrainę.

Z tym, że ten „dyplomata” zaskarżył decyzję w węgierskim sądzie. Na Węgrzech złożył wczesniej wniosek o kartę pobytu. Podczas rozprawy sądowej okazało się, że był dyplomatą tyle że ponad dekadę temu za czasów Janukowycza. No i jest tak naprawdę z Krymu i … jest obywatelem Rosji. We wniosku o kartę pobytu miał podać Ukrainę jako kraj pochodzenia. Ten „ukraiński szpieg” oskarżył decyzję o jego wydaleniu na Ukrainę i sam fakt tego, że stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Węgier. Ten człowiek jak się okazało nie ma zamiaru jechać na Ukrainę, natomiast chciałby wrócić do Rosji „do siebie”. Węgierski sąd miał utrzymać decyzję o tym, że ten człowiek stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju, ale na wyjazd do Rosji miał mu pozwolić.

Oczywiście można zakładać, że to jest taka super wyrafinowana ukraińska operacja specjalna. Lub, że jest to podwójny agent. Ale no bądźmy poważni, o wiele bardziej prawdopodobne jest to, że węgierskie służby po prostu wykazali się tutaj słabym rozpoznaniem i niekompetencją bo nie sprawdzili realnego pochodzenia tej osoby w pośpiechu. To jest bardziej realne niż to, że agent ukraińskiego wywiadu prosi się sam do łap rosyjskiego FSB. Wynikiem jest ta zupełnie absurdalna sytuacja.

.