Tak oto prof. Piotr Radziewicz tłumaczy pozakonstytucyjne praktyki kasty sędziowskiej, które doprowadziły do dwuwładzy w Polsce.
Oczywiście – u podstaw tego iście bizantyjskiego języka leży przekonanie, że „to my bronimy praworządności, więc wolno nam działać niepraworządnie”.
Tak, czy inaczej – lektura całego dokumentu wskazuje szersze wytyczne dla programu prawicowego na przyszłość:
1) Sądownictwo wypracowało złożony system, zdolny do blokowania inspirowanych przez prawicę zmian.
2) Należy z góry założyć, że wszędzie tam, gdzie pojawią się kontrowersje w zakresie interpretacji przepisów prawa, sądownictwo będzie przeciwne interpretacji korzystnej dla programu prawicowego, gdyż jako system zostało ukształtowane tak, aby stać na straży programu liberalno-lewicowego. W obecnej sytuacji międzynarodowej najważniejsi partnerzy Polski, czyli Stany Zjednoczone i Unia Europejska popierają tak rozumianą misję sądownictwa, gdyż ich instytucje same są ukształtowane jako liberalno-progresywne.
3) Sędziowie w Polsce rozumieją niezawisłość systemu sądowego wprost jako zablokowanie wszelkiej możliwości demokratycznego wpływu na obsadę stanowisk sędziowskich ograniczając go do ceremonialnej kontrasygnaty organów demokratycznych dla kandydatur wskazywanych przez samo środowisko sędziowskie w przypadku niektórych stanowisk. Jednym słowem – kasta sędziowska de facto wykluczyła siebie z procesu demokratycznego i wypracowała skuteczne metody blokowania wszelkich zmian w tym zakresie.
4) W sytuacji konfliktu z organami demokratycznymi tak umocowana władza sądownicza może nie tylko odwoływać się do uchybień formalnych (jak w przypadku sporu o TK), ale nie będzie się wahać nadać sama sobie uprawnienia „obrońcy praw podstawowych” i odwołując się wprost do ich samodzielnie dokonywanych interpretacji, dokonywać nieformalnej zmiany ustrojowej poprzez podważenie legalności aktów dokonywanych przez organy demokratyczne lub wręcz – legalności samych instytucji państwa demokratycznego.
5) Tak umocowana władza sądownicza jest zatem swoistą „nad-władzą”, której rolą jest nie tyle sprawowanie kontroli nad „praworządnością”, ile zapewnienie, że „wektor” postępu nie zostanie przez prawicę odwrócony. Właściwą rolą sądów w tym systemie jest zapewnienie, że interpretacja „praw podstawowych” w duchu postępu ma charakter monotoniczny. Raz wprowadzona „zmiana społeczna” nigdy nie może się cofnąć! Wszelkie próby ograniczenia skutków postępowych ustaw dokonywane przez prawicę są przez sądy blokowane jako niezgodne z „prawami podstawowymi” – w skrajnym przypadku sądy po prostu odmawiają stosowania ustaw przyjętych przez prawicę na zasadzie „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”.
Trzeba zatem zdawać sobie sprawę, że w obecnym systemie prawnym właściwie nie ma innej drogi do wyjścia z niekończącej się „zmiany społecznej” niż np. model orbánowski. Jest tak, gdyż – podkreślam – władza sądownicza będzie gotowa zakwestionować nawet legalność zmian konstytucyjnych dokonanych przez prawidłowo wybraną większość konstytucyjną, jeśli tylko uzna, że są one wbrew „prawom podstawowym” – a za takie uważa dziś przede wszystkim tzw. prawa człowieka i to wyłącznie w ramach ich radykalnie liberalno-lewicowej interpretacji.
Dlatego – uważam – współczesny program prawicowy musi, bo nie ma innego wyjścia – zawierać w sobie moment rewolucyjny. W ostatecznym bowiem rachunku – nie da się wyjść ze ścieżki ciągłej, dokonywanej w duchu lewicowo rozumianego postępu, „zmiany społecznej” w ramach demokracji liberalnej. Jest tak, gdyż „demokracja liberalna” została zaprojektowana tak właśnie, aby tę ciągłą zmianę społeczną wspierać i nadawać jej coraz szybsze tempo. To jest po prostu istota tego systemu!
Jeśli prawica chce swojemu programowi nadać głębszy sens niż tylko doraźny, to musi wreszcie zacząć poważne prace teoretyczne zmierzające do wypracowania racjonalnych i akceptowanych społeczne ram dla alternatywnego systemu politycznego. Istotą tego nowego systemu musi stać się przede wszystkim znalezienie takich ram dla systemu sądowniczego, aby uniemożliwić mu aktywne wspieranie postępu poprzez kreatywne interpretacje „praw podstawowych”, zachowując zarazem jak najbardziej należną mu rolę strażnika praworządności. Wbrew pozorom, nie jest to wcale takie proste i nie da się zamknąć w prostych technikaliach. Ta na pozór drobna zmiana jest właśnie rewolucyjna i kwestionuje zasadniczy kształt „demokracji liberalnej” w jej współczesnym rozumieniu. Kto tego nie rozumie, ten się nie nadaje do polityki.



Zostaw komentarz