„Polska spadła na 66. miejsce w rankingu wolności mediów. Najgorszy wynik w historii”.
Znaczące obniżenie pozycji w rankingu Reporterów bez Granic (z miejsca 18. na 47.) nastąpiło już w 2015 r. i potem było co roku gorzej.

Oczywiście tłumaczy się to działaniami naszej rządzącej obecnie ekipy i trudno się z takim sądem nie zgodzić. Wiadomo, że zawsze „kto ma media, ten ma władzę”, ale to, co obecnie obserwujemy w mediach publicznych – szczególnie w TV – jest jednak czymś w demokracji nadzwyczajnym. Oglądając serwisy informacyjne w TVPiS, skojarzenie z najlepszymi latami PRLowskiej propagandy sukcesu jest nieuniknione. Czasem można się wprost uśmiać. Albo załamać.

Z drugiej jednak strony! Nie jest wcale lepiej w mediach tzw. niezależnych. Przecież i one zawsze należą do kogoś „większego”, a właściciele tej czy innej stacji połączeni są całą siecią biznesowych (i może nie tylko) powiązań. I te niezależne niby stacje nie są więc wcale głosem wolności.
Dowiodły tego wyraźnie dwa minione „pandemiczne” lata, gdy stacje prywatne i publiczne mówiły nadzwyczaj zbieżnym, obrzydliwie zakłamanym, propagandowym głosem.

I teraz w dobie ukraińskiej wojny jest podobnie. Jeden czarno-biały obraz rzeczywistości. Żadne choćby odcienie w dyskusji niedozwolone. Jakakolwiek wypowiedź, odrobinę nawet, niezgodna z przyjętą narracją – niedopuszczalna. Pozornie są jakieś tam różnice w przekazie, ale sprowadzają się tylko do pochwał albo – po drugiej stronie – płytkiej krytyki posunięć i wypowiedzi ludzi władzy. Jeśli chodzi o istotę sprawy, dyskusji brak, wolności brak.

Więc zupełnie mnie to miejsce Polski w rankingu nie dziwi. Tyle tylko, że zdecydowanie rozszerzyłbym tę ocenę na media niepubliczne! Mienią się oazą wolności, a są tylko machiną do kręcenia czyichś wielkich interesów. Kosztem ufających im zwykłych ludzi.

A zatem:
Wyłącz TV, włącz myślenie„.