Stary dowcip głosi, że:

„Miłość jest światłem naszego życia a… małżeństwo to… rachunek za światło”.

Z dowcipami dziś trzeba ostrożnie, ponieważ jest bardzo wiele osób które przyjmują je zbyt dosłownie, lecz faktem jest, że… za wszystko w życiu przychodzi nam w końcu zapłacić. Za szaleństwa młodości – starczymi bólami kości. Za swobodę – samotnością. Za „drogę na skróty” – „wpuszczeniem w maliny”.

Nie wierzymy w to… gdy jesteśmy młodzi i upajamy się wolnością. Dociera… do starych, samotnych i chorych.
Jeśli tę prawdę lekceważy młodzieniec – można to zrozumieć… jeśli taki błąd popełnia emeryt, można tylko… wypić za zdrowie.

Nie poszedłem na wybory 15 października ubiegłego roku… ponieważ uważałem, że w istniejącym duopolu te wybory niczego nie zmienią. Rządzący już pokazali co potrafią a opozycja…

No cóż – wybór był mniej więcej taki jak za PRL. Mogliśmy zagłosować za jedyną słuszną PO, lub… wesprzeć ZSL albo postawić na SD. Jaki będzie finał… i wtedy i teraz z góry było wiadomo.

Nawet mnie jednak nie przyszło do głowy, że zwycięzcy będą zachowywać się aż tak głupio. Pan Tusk, przybywający z odsieczą niby Czarnecki (ten od rzucania się przez morze… a nie ten od zimowych podróży kabrioletem do Brukseli), porwał wielu opowieściami o „robieniu porządków”.

Jest politykiem o tak dużym doświadczeniu, że powinien znać zasadę o rachunkach. Jakoś o niej zapomniał.
Wybrał drogę kompromisu między Czarneckimi – „rzucił się”… do Brukseli, zapominając najwyraźniej, że jego pozycja TAM… zależy od tego co dzieje się TU. Wybrał drogę na skróty.
Polityka nowej, choć rządzącej już od niemal półtora roku koalicji, skupiła się na… zaspokajaniu CHĘCI ODWETU.

Braku sukcesów Rządu w ciągu roku sprawowania pełni władzy, nie przesłonią „plastry na rany”. Ustawy czy rozporządzenia dotyczące drobnych, bieżących spraw, nie mogą przesłonić braku działań w sprawach najważniejszych.
Nawet „sukcesy”, którymi chwali się głównie tzw. „Lewica” – „renta wdowia”, „zapomogi na rzecz…” itp. są wprowadzane bez „ładu i składu”.

Przykłady?

Bardzo proszę… – Po latach namawiania matek by zajmowały się dziećmi pozostając z nimi w domu – tworzenia warunków by ta opieka była możliwie długa i bezpieczna, poprzez wprowadzanie coraz dłuższych urlopów i zasiłków wspierających… nowa władza usiłuje zachęcać je do powrotu do pracy – wprowadzając finansowe zachęty i… wprowadzając takie same zachęty… by zrobiły odwrotnie.
Bezsensowne i bezmyślne rozdawnictwo… obliczone najwyraźniej jedynie na poklask.

Rodzi się więc pytanie… czy państwo prowadzi w ogóle jakąś politykę w tej sprawie?
Czy ma pomysł i cel???
– „Wielki sukces” – wolna wigilia (zrobienie święta z dnia przedświątecznego) choć spełniające postulat o urealnieniu sytuacji (w Polsce od dawna największym świętem jest właśnie Wigilia… większym zapewne niż święto które poprzedza), zaowocowało decyzją o pracy w kolejną niedzielę. Po dziesięcioleciach „walki” o dni wolne (wolne soboty to jedno ze sztandarowych haseł „Solidarności”) dziś mamy się cieszyć, że wolne mamy choć w dwie niedziele.

Znów pojawia się pytanie…
Polityka Rządu to skracanie czasu pracy… czy jego wydłużanie? A może nawet…
Czy Rząd w ogóle jakąś politykę w tej sprawie ma???

Zmarnowaliśmy kolejny rok.
Polska w której CHCE SIĘ ŻYĆ… znów się od nas oddala.

Realne działania… miała zastąpić naganka na poprzedników. Na ile zarzuty są realne… na ile działania tych którzy utracili władzę nadają się do oceny i sankcji prawnych – nie chcę oceniać.

W przeciwieństwie do pana Premiera uważam, że do takiej oceny upoważniony jest Sąd… a nie ja. Wymiar sprawiedliwości ma to do siebie, że nie tylko trzeba WIEDZIEĆ. Trzeba ustalić CO, GDZIE, KTO i JAK… i jeszcze to UDOWODNIĆ. Można temu „poświęcić życie”… lecz sytuacji to nie poprawi.

W ciągu tego roku zasłużyłem sobie na miano „malkontenta”.
Obdarzyła mnie nim osoba, której opinie cenię a rozsądek szanuję. Ponoć… nic mi się nie podoba i wszystko krytykuję bez podstaw. Jest w tym wiele racji – faktycznie… niewiele mi się podoba.

Jedynym realnym sukcesem Rządu jest… poprawa naszych relacji i pozycji w układach Europejskich. Chylę czoła.
Faktycznie… Premier i Minister SZ a nawet Minister ON czy Prezydent Warszawy… na salonach europy poruszają się sprawnie. Ba… nawet Prezydent nie powoduje kłopotów. Nasza pozycja rosła.
Niestety to już czas przeszły.
Burdel krajowy… właśnie wylewa się na świat.
Rachunek, za nierozdzielenie sprawy rozliczeń od całej reszty… właśnie przychodzi nam zapłacić.

Gdyby po przejęciu władzy wykonawczej Rząd zajął się rządzeniem… pozostawiając sprawy „rozliczeń:” organom sprawiedliwości, dziś nie musielibyśmy stawać w obliczu zarzutów o brak praworządności. Nie jest przy tym ważne, że decyzja Węgier o przyznaniu azylu naszemu byłemu wiceministrowi Sprawiedliwości, jest odpowiednikiem „zrobienia tego samego przez radnych Radomia” (jak powiedział jeden z ekspertów).  Ważne jest, że państwo – członek UE poddaje w wątpliwość praworządne funkcjonowanie naszych władz. Temat przestał być naszą sprawą wewnętrzną.

Czy mają rację?

Niestety tak. Całość działań naszych władz, jest obecnie nastawiona na walkę polityczną. Cierpimy na tym wszyscy. Nie tylko dlatego, że cierpi na tym nasza opinia.
Cierpimy… ponieważ ci którzy powinni zajmować się swoimi „odcinkami obowiązków”, zajmują się „pierdołami” zamiast pracy „na rzecz”.

Nie istnieje spójna polityka państwa w wielu sprawach… czego przykłady podawałem wcześniej. Nie rozwiązujemy problemów rosnącej nędzy i biedy. Nie usiłujemy likwidować katastrofalnych skutków kłótni wśród sędziów i prokuratorów. Odłogiem leżą sprawy Służby Zdrowia, Edukacji i Szkolnictwa. Hula sobie u nas nadal LICHWA, bezkarność urzędnicza i kumoterstwo. Nie usunięto żadnej PRZYCZYNY umożliwiającej nadużycia. Nie zrobiono w tych sprawach NIC.

Rząd jest zajęty ściganiem duchów przeszłości… zamiast przyjąć rzeczywistość i zająć się jej poprawą.

Czy ktokolwiek z Państwa jest w stanie wskazać jakąkolwiek dziedzinę, w której działania rządu są przemyślane i obliczone na osiągnięcie zakładanego efektu w przyszłości???

Nie widzę takich działań.

Jak napisałem wcześniej… nie poszedłem na wybory parlamentarne, gdyż nie widziałem szansy na zmianę. Zostawiałem sobie tę przyjemność na wybory prezydenckie… mając nadzieję na to, że pojawi się ktoś kto zapanuje nad sytuacją.

Niestety… wśród zgłoszonych już kandydatów nie widać nikogo takiego. Ani przedstawiciele zwalczających się stronnictw… ani żaden z kandydatów reszty, nie daje nadziei na cokolwiek.

Z góry niestety wiadomo co będzie… a będzie niedobrze.
Pan Trzaskowski – podpisze wszystko. Pan Nawrocki – zablokuje wszystko. Reszta – nie będzie wiedziała co podpisywać. Proces rozkładu będzie się nasilał.

Nie oznacza to, że MUSI dojść do katastrofy. W sytuacjach nadzwyczajnych… zawsze pojawiają się nadzwyczajne rozwiązania.

Szansa na to, że będzie nią „Kandydat (naprawdę) Obywatelski” wydaje się zmarnowana lecz… życie zawsze dba o to… byśmy sami sobie nie zrobili za dużej krzywdy. Drobne wydarzenia… są w stanie odwrócić wszystko.

Może pan Premier się zorientuje, że „zabrnął w maliny”… a może… kot coś wymruczy – temu drugiemu.
Zobaczymy. Jeszcze kilka dni i… dnia zacznie przybywać. Z wiosną… dużo się może wydarzyć. Nie traćmy nadziei.

Może naszym rządzącym przypomni się stara prawda, że:
„Wielkim przywódcą nie jest ten kto rządzi wielkim krajem… lecz ten… kto swój kraj potrafi uczynić wielkim”.

WASZ
nikt.

Autor: Jarosław Wocial