Media na całym świecie jak katarynka powtarzają wiadomość:
„Wyciek w niemieckiej elektrowni jądrowej!”
Dopiero w podtytule, że nie ma niebezpieczeństwa. Wyjaśnienia zdarzenia – ze świecą szukać.
Po raz kolejny mamy do czynienia z charakterystyczną patologią mediów, które imają się każdego sposobu, żeby nakręcić „klikalność” żerując na antyatomowych fobiach.
Co się stało? Otóż zepsuł się zawór zasilający wodą system tzw. drugiego obiegu reaktora.
O co chodzi?
Właściwie wszystkie współczesne systemy energetyczne działają w taki sposób, że kocioł (albo – w przypadku zakładu jądrowego – reaktor) podgrzewa do bardzo wysokiej temperatury wodę w tzw. obiegu pierwotnym. Jest to system wykonany z masywnych rur ze specjalnej stali, zdolnych do długoletniej pracy w warunkach wysokiej temperatury i ciśnienia. Woda w tym układzie krąży w systemie zamkniętym, nie opuszczając go ani na chwilę. Wynika to m.in. z tego, że woda ta musi mieć stały skład chemiczny, odpowiednio dobrany do warunków pracy, a także dlatego, że w wyniku stałego naświetlania neutronami rozpuszczone w niej dodatki mogą stać się promieniotwórcze.
Na przykład w obiegu pierwotnym stosuje się wodę z pewnym dodatkiem tlenku cynku jako koniecznego inhibitora korozji. W zakładzie jądrowym cynk ten musi być starannie oczyszczony z izotopu Zn-64. Nie można stosować zwykłego „kopalnego” cynku, gdyż pod wpływem neutronów znajdujący się w nim w znacznej ilości izotop Zn-64 ulega konwersji do silnie gamma-promieniotwórczego izotopu Zn-65, co znacznie podwyższałoby ryzyko skażenia w przypadku większej awarii oraz utrudniało prace remontowe podczas przestojów. Jednak nawet ten oczyszczony cynk zawiera niewielką ilość (mniej niż 1%) izotopu Zn-64, co powoduje, że woda w obiegu pierwotnym zawsze jest promieniotwórcza.
Dlatego woda w obiegu pierwotnym jest szczelnie zamknięta i nie opuszcza nigdy swoich rur. Woda ta w stanie nadkrytycznym (czyli dobrze powyżej punktu, w którym zanika różnica między cieczą a gazem) podgrzewa w wymienniku ciepła wodę w tzw. obiegu wtórnym, która – zamieniona w parę – napędza turbiny generatora prądu a następnie kierowana jest do chłodni kominowej, gdzie ulega skropleniu i zawróceniu do obiegu.
Ponieważ woda w obiegu wtórnym nie ma kontaktu z neutronami – nie jest promieniotwórcza, dzięki czemu para wodna unosząca się nad chłodnią kominową nie powinna wzbudzać żadnego niepokoju.
Jednak para ta zabiera ze sobą niewielką część tej wody, przez co jej ilość w obiegu wtórnym musi być systematycznie uzupełniana.
No i w elektrowni ISAR-2 zepsuł się zawór służący do uzupełniania tej wody. Aby go wymienić, trzeba wychłodzić wodę w obiegu wtórnym na tyle, żeby obniżyć jej ciśnienie do poziomu umożliwiającego naprawę. Wymaga to nieomal zatrzymania reaktora, bo dopóki reaktor wytwarza ciepło – musi ono być jakoś odbierane. Cały proces, prowadzony w kontrolowanych warunkach zajmie kilka tygodni, podczas których reaktor będzie wyłączony z eksploatacji.
Ponieważ bawarska elektrownia ISAR-2 ma właśnie tylko jeden reaktor (PWR o mocy 1410 MW) – cała elektrownia będzie na kilka tygodni zamknięta.
Z powyższego wynika jednak, że:
– po pierwsze – awaria nie wiąże się z żadnym ryzykiem skażenia środowiska.
– po drugie – gdyby podobny zawór zepsuł się każdej innej elektrowni, media nie poświęciłyby tematowi ani minuty, a jeśli już, to tylko po to, żeby zawiadomić mieszkańców regionu o możliwych przerwach w dostawach energii.
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz