Nie ulega wątpliwości, że nie są to zbrojenia nastawione na „odstraszanie”, ale raczej – są to zbrojenia nastawione na nadchodzącą wojnę.
Pociski JASSM-XR o zasięgu 1600..1800 km dosięgają bez trudu St. Petersburga i Moskwy, co oczywiście ma znaczenie psychologiczne, pozwala pokazać, że ewentualny atak na Polskę nie mógłby się odbyć przy założeniu, że główne miasta Federacji Rosyjskiej są nieosiągalnym dla nas „sanktuarium”, niemniej – Polska musi wyraźnie sugerować Amerykanom problem, jaki dla naszego regionu stanowi rosyjska taktyczna broń jądrowa.
Problem polega na tym, że jeśli mówimy o „taktycznej broni jądrowej”, to mówimy tak jakby o bardzo nieostrym pojęciu, sprowadzającym się jednak do zagrożenia atakiem jądrowym, który nie będzie przez przeciwnika dysponującego arsenałem strategicznym rozpoznany jako zagrożenie egzystencjalne, wymuszające symetryczną odpowiedź.
Jednym słowem – „taktyczna broń jądrowa” nie dotyczy per se rodzajów i parametrów uzbrojenia jądrowego, lecz raczej sposobu jego użycia. W praktyce oznacza to na ogół „uderzenie jądrowe z ograniczoną siłą na cele niestrategiczne”.
Problem Polski i innych krajów naszego regionu ma dwojaki charakter:
1) Ograniczonego zaufania co do gotowości naszych partnerów w NATO do eskalacji konfliktu w przypadku użycia przez Rosję takiej broni (co będzie, jeśli dla przykładu, Rosja zdecyduje się użyć kilkutonowych głowic jądrowych do zniszczenia polskich kolumn pancernych, garnizonów itp.?)
2) Świadomości, że możliwości Zachodu do udzielenia symetrycznej odpowiedzi są bardzo ograniczone. Wg dostępnych raportów Rosja jest w posiadaniu przynajmniej 1000 sprawnych głowic jądrowych, których charakterystyka dopuszcza ich „taktyczne” użycie a głowice te są ulokowane na różnych, na ogół mobilnych, często rakietowych środkach przenoszenia o zróżnicowanej donośności. Tymczasem arsenał NATO sprowadza się do 200 grawitacyjnych bomb termojądrowych B61 o regulowanej mocy (0,3 – 170 kT), które mogą być przenoszone wyłącznie za pomocą samolotów. Jedynie 100 takich bomb jest składowanych w Europie (włączając turecką bazę Incirlik). Odległość baz lotniczych w Belgii, Niemczech, Włoszech czy Holandii od linii frontu na wschodzie Polski powoduje, że ewentualna odpowiedź napotkałaby zapewne silną reakcję ze strony rosyjskiej obrony przeciwlotniczej i lotnictwa myśliwskiego. Oznacza to, w rachunku kosztowym, konieczność gotowości do poniesienia wysokich strat w drogim sprzęcie lotniczym tylko po to, aby „dowieść” ładunek jądrowy o (zakładam) niewielkiej mocy na jakiś taktyczny cel tylko po to, aby zasygnalizować przeciwnikowi gotowość do symetrycznej odpowiedzi.
Oba te uwarunkowania sprawiają, że sytuacja związana z taktyczną bronią jądrową w Europie jest skrajnie asymetryczna i stanowi wyzwanie z punktu widzenia dynamiki ewentualnego konfliktu NATO-Rosja. Można oczywiście argumentować, że Rosja „nie odważy się” użyć broni jądrowej, ale jednak kalkulacja samych Rosjan może być inna. Mogą oni uznać, że asymetria ta daje im przewagę w polu walki, gdyż koszta i ryzyko po stronie NATO są istotnie większe, co ograniczy po stronie sojuszu chęć do symetrycznej odpowiedzi.
Otwiera to Rosji drogę do balansowania na drabinie eskalacyjnej i poszukiwania „miękkich punktów” – takich, w których Rosjanie mogliby zdecydować się na użycie taktycznej broni jądrowej (eskalacja), nie spotykając się z podobną reakcją ze strony NATO, a za to stawiając różne warunki, które musiałby być wypełnione w zamian za odstąpienie od podobnych działań w przyszłości (deeskalacja).
Zabezpieczenie Polski i innych krajów północno-wschodniej flanki NATO przed takim zagrożeniem powinno polegać przede wszystkim na nadaniu symetrycznej odpowiedzi NATO charakteru operacyjnego, wyjętego z decyzji politycznej, a umocowanego w spisanych planach operacyjnych kontruderzenia. Mówiąc krótko – Polska musi zabiegać, aby NATO uwzględniło symetryczne kontruderzenie taktyczną bronią jądrową bezpośrednio w decyzji dowódców wojskowych sojuszu, bez konieczności zgody politycznej wszystkich członków NATO, tak samo, jak ma to miejsce w przypadku zwykłych działań taktycznych.
Nie może być tak, że Rosjanie puszczają rakietę Kindżał z kilkukilotonową głowicą jądrową na garnizon w Orzyszu a NATO, zamiast szybko podjąć symetryczną odpowiedź, czeka na decyzje polityczne Berlina, Paryża czy nawet Waszyngtonu, gdzie sojusznicy zastanawiają się, czy warto zareagować, „bo to tylko Orzysz”.
Uważam, że jedynie takie umocowanie pozwoli choćby w części ograniczyć szkodliwy wpływ zagrożenia taktyczną bronią jądrową w Europie. Podobnie jak w przypadku broni strategicznej, Rosjanie muszą mieć świadomość NIEUCHRONNOŚCI symetrycznej odpowiedzi Sojuszu na atak taktyczną bronią jądrową. Każde inne rozwiązanie będzie w istocie ułomne, ograniczone i podtrzymujące niepewny status krajów północno-wschodniej flanki NATO.
Fot. Facebook / Mateusz Morawiecki
Zostaw komentarz