Zimy za mojej młodości były tęgie. Wszystko zaczęło się od stanu wojennego. Wtedy to była zima. Myślę osobiście, że generał Jaruzelski był de facto Dziadkiem Mrozem. Wszyscy cieszyliśmy się wówczas takim ogromem śniegu. Dorośli coś bełkotali o zamachu na wolność, na deficyty sklepowe, no i że generalnie tak być nie powinno. Nam, dzieciom Jaruzel kojarzył się co prawda z przerwanym Telerankiem, ale przede wszystkim z ogromem śniegu.
Dla nas dzieci, było znakomicie. Milicja i wojsko pozwalali nam na zjeżdżanie na sankach, „jabłuszkach” i dupie w nieodległym amfiteatrze. Jak teraz patrzę na te strome stoki, to nigdy bym nie pomyślał, żeby próbować po nich jeździć. To było nachylenie w okolicach 70%. Ale wtedy wszyscy jeździliśmy. To tak, jakby w minionych czasach w nawias wzięto wszelkie instynkty samozachowawcze. Dodam, że latem chodziliśmy po dachach kamienic jak koty. Mając pod sobą 2-3 piętra.
Rodzice, a raczej Mama, bo Tatko się tym specjalnie nie interesował, ubierała nas w Relaksy (takie plastikowe buty produkowane w Nowym Targu prawdopodobnie ze zmielonych śmieci), kombinezony jak na wyprawę na Marsa oraz znienawidzone przeze mnie i siostrę czapki ze skóry królika, które strasznie się leniły, pozostawiając wszędzie swoje włosie. Dzieci, które miały czapki wełniane śmiały się z nas, przezywając nas królikami. I wtedy miałem zawsze w pamięci, że Tatko na podwórku internatu ma jeszcze ze sto królików, które nie mogą się przecież zmarnować. Czasami śniły mi się te króliki, że na śniadanie, obiad i kolacje jemy mięso z królików, że ubieramy się tylko w królicze futra i że ostatecznie rosną nam królicze zęby. Tatko zupełnie stracił kontrolę nad rozrostem populacji króliczej i gdyby nie Sanepid, to te króliki by nas kiedyś jak w jakimś niskobudżetowym horrorze zjadły.
Potem mama kupiła mi podobno lepsze od Relaksów buty zimowe IGLOO. Ważyły z 5 kilo, były to zwyczajne gumiaki stylizowane na obuwie sportowe, wyścielane jakimś syntetycznym syfem. Jak je ubrałem to miałem wrażenie, że ważą więcej ode mnie. To było straszne przeżycie, bo starałem się udawać przed Mamą, że jestem z nich zadowolony. Potem oglądając filmy sensacyjne rozumiałem doskonale pojęcie „betonowych butów”. Ja jednak przez to przeszedłem.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz