Wiosną 2018 roku reżyserka Agnieszka Holland kręciła na Śląsku i w Zagłębiu film pod tytułem „Obywatel Jones”. Jest to historia walijskiego dziennikarza, który wbrew zakazom władz stalinowskich zrobił w latach 30-tych reportaż o głodzie (hołodomor) na Ukrainie. 

Akcja ta była skierowana przeciwko tym chłopom, którzy nie chcieli poddać się kolektywizacji. Według niektórych szacunków pochłonęła ona 5 milionów ofiar. Byłem w tym filmie statystą. Przypadła mi rola tajnego agenta Kremla. Na planie zdjęciowym, usytuowanym w dąbrowskim Pałacu Kultury udającym Kreml, spędziłem 2 dni.

Moim zadaniem było stanie na I piętrze pod gabinetem komisarza i patrzenie groźnie na dziennikarza zagranicznych. Galopowali oni w te i z powrotem na konferencję prasową w sprawie aresztowania 6 inżynierów brytyjskich oskarżonych o szpiegostwo.

Tę scenę kręcono 37 razy! Polegała ona na tym, że dziennikarze idą na konferencję, prokurator odczytuje im komunikat o aresztowaniu „szpionów” (szpiegów) po czym oznajmia im się, że „waprosów nie budiet” (pytań nie będzie). Szefujący na planie II reżyser Jan Menszik, syn znanego aktora czeskiego Vladimira Menszika ciągle był niezadowolony z reakcji w większości młodych ludzi udających żurnalistów.

Wreszcie ktoś wpadł na to, że oni po prostu nie znają rosyjskiego! Po przetłumaczeniu reakcja była już odpowiednia… A przecież podobno dobrze jest znać język wroga.

Agnieszka Holland powiedziała, że chciała utrwalić pamięć o człowieku, który zdecydował się przeciwstawić systemowi totalitarnemu i za to zginął w młodym wieku. To co się dzieje teraz na wschodzie może obudzić upiory przeszłości. Nie chciałbym, abym moja rodzina tego doczekała.

Zbigniew ZEW Wieczorek