Nie musimy szukać odpowiedzi. Jest nam podana na tacy. W telewizji…
A więc tylko taka mała refleksja historyczna. Nostalgiczna. Z odniesieniem do najdawniejszych dziejów. Bo nowsze naznaczone są zbyt mrocznym cieniem wzajemnych zbrodni i krzywd.
Refleksja bez oczywistej pointy, bez narzuconej interpretacji.
Niech każdy sobie zinterpretuje po swojemu. Już dość tej walki o rację i prawdę. I tak każdy ma swoją.
A pewne sprawy ocenić można należycie dopiero z perspektywy długiego czasu. W danej chwili, w naszej teraźniejszości, jest po prostu drugi człowiek.
(a telewizor tak czy inaczej należy wyrzucić!)
Zatem „rusińska dusza”. W tym konkretnym przypadku – tu gdzie link prowadzi – rusnacka. Łemkowska. Ale też przecież – ukraińska, białoruska, rosyjska. Gdzieniegdzie zaś wciąż po prostu, tak jak pod zamieszczonym linkiem – we wschodniej Słowacji – rusińska, bądź ruska.
Spójrzmy jednak głównie na wschód od nas – tam, gdzie są obecnie przede wszystkim zwrócone nasze oczy – na dzisiejszą Ukrainę, Białoruś, Rosję. To niegdyś Ruś Czerwona, Biała, Czarna i inne jeszcze ruskie krainy. Spójrzmy na ich dzieje. Pokrótce.
Zanim stały się częścią carskiej Rosji oraz wielonarodowej Rzeczypospolitej, miały za sobą wspaniałą, bogatą przeszłość.
Przed wiekami, z udziałem północnych wojowników, znanych na zachodzie jako Wikingowie, na wschodzie zaś określanych mianem Waregów, powstało silne państwo – Ruś Kijowska. Powstało z połączenia mniejszych księstw, które też całkiem nie utraciły pewnej swej odrębności i po pewnym czasie zjednoczenia za sprawą pierwszych wareskich Rurykowiczów, rozpadły się ponownie na osobne księstwa. A były ich stolice wspaniałymi grodami. Największy Nowogród, złoty Kijów, odległy Włodzimierz nad Klaźmą i inne bogate ośrodki. Kwitł handel – z dalekimi krainami: z Bizancjum, krajami kaukaskimi, arabskimi, nawet z Iranem. Rozwijała się bogata kultura – oparta o zaczerpnięte z Konstantynopola prawosławie. Pisano ikony, budowano klasztory.
Niestety na ten piękny świat spadło nieszczęście. Stało się to pewnej wiosny nad rzeką Kałką. Niedaleko jej ujścia do Morza Azowskiego, gdzie dziś miasto Mariupol – zamieszkałe przez Ukraińców, Rosjan, całkiem też wielu Greków. W bitwie z wojownikami z dalekich stron poległ kwiat rycerstwa rusińskiego, polegli liczni ruscy książęta. A wkrótce cała Ruś dostała się pod ciężkie jarzmo mongolskie.
Jedynie kilka odległych północnych państewek się ostało. W tym Nowogród Wielki, który musiał wprawdzie uznać zwierzchność mongolską i płacić chanowi trybut, utrzymał jednak niepodległość i wkrótce znów się wzmocnił. Jego mieszkańcy stworzyli oryginalny porządek polityczny – pewną formę republiki. I ta oto Republika Nowogrodzka przetrwała jeszcze przez ponad dwa wieki i zajęła nawet niemałe obszary na mroźnej północy, sięgając od Zatoki Fińskiej aż po Syberię. Jej wojownicy walczyli wspólnie z polskim i litewskim rycerstwem pod Grunwaldem.
Ostatecznie Nowogród złączony został w jedno państwo z księstwem moskiewskim; gdyż władcy Moskwy – następczyni Włodzimierza nad Klaźmą, jako stolicy wschodnich krańców Rusi – zaczęli prowadzić „politykę zbierania ziem ruskich”. Rywalizowali w tejże polityce z Wielkim Księstwem Litewskim, które równocześnie zajmowało stopniowo rozległe obszary zachodniej Rusi, w miejsce nie tak już silnej jak niegdyś mongolskiej Złotej Ordy. Dawna zaś Ruś Czerwona – z Sanokiem, Przemyślem, Haliczem i Lwowem – stała się integralną częścią Królestwa Polskiego.
Później nadszedł czas wielkiej Rzeczypospolitej. Etnosy ścierały się i splatały. Ludzie żyli obok siebie. Choćby wiele ich różniło. Oczywiście i wtedy i wcześniej nie brakowało przecież sporów. Nie brakło wojen. Prawdziwie złe czasy były jednak jeszcze odległą perspektywą. Choć pewne ziarna zła już kiełkowały. Nad piękny, barwny świat zbliżały się powoli – z dalekiej przyszłości – straszliwe, czarne, gęste chmury. Nad świat Rusi, nad świat Słowian.
Trujące owoce tych złych czasów zbieramy do dziś.
A mogło by być tak pięknie…
Zostaw komentarz