W Cieszynie o 17:00, nie licząc fanatyków (w dobrym tego słowa znaczeniu) zgromadzonych przez Krzysztofa Neściora, ludność radośnie spacerowała, uśmiechając się i nie rozumiejąc po co te syreny. Wszak oni byli od wieków w Austrii. A tam takich powstań nie było. Było jedno, węgierskie, ale i tak stłumione przez Ruskich.
Jako mieszkaniec Cieszyna odczuwam niesmak, jak o 17:00 ludzie żyją jak żyli, nie wstają, nie oddają czci powstańcom. Siedzą od stu lat na dupie. Ja wiem, że Cieszyn był w Austrii. To wciąż tu powtarzają. Ale do jasnej cholery od 1918 roku, czyli od ponad 100 lat był w Polsce. I do tej pory jest. I będzie.
Powstaje zasadnicze pytanie, komu to przeszkadza? Komu polskość jest zawadą? Kto woli lokalną historię przedstawiać w perspektywie wielonarodowej lub odnarodowionej historii? To są pytania fundamentalne, które trzeba wreszcie postawić w tym coraz bardziej prowincjonalnym, zanikającym mieście.
Dlaczego w Cieszynie nie ma ulicy Piłsudskiego i ulicy Dmowskiego? Cieszyn to jedne miasto powiatowe w Polsce, w którym nie poświęcono tym postaciom ulic. A Wincenty Witos, który na Zaolziu spędził kilka lat na emigracjim, ten też nie ma swojej ulicy.
Cieszyniacy wolą ulice niepolityczne, Prosta, Krzywa, Brzozowa, Topolowa, byleby tylko nie uczcić polskich bohaterów. Byleby tylko jak za starej Austrii nie narażać się nikomu, byleby tylko chleb i piwo/wódka była.
Bo polskość w Cieszynie jest… zawadą. Może warto to teraz nazwać po imieniu. I przestać udawać, że jest inaczej.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz