Aresztowanie dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego na trzy miesiące budzi ogromne kontrowersje i rodzi pytania o stan wolności słowa w Polsce. Nawet osoby, które nie zawsze zgadzały się z jego metodami działania, zwracają uwagę, że sprawa może wywołać efekt mrożący wobec dziennikarzy zajmujących się tematami niewygodnymi dla osób posiadających wpływy polityczne lub gospodarcze.
Kraskowski od lat publikował materiały dotyczące głośnych afer politycznych i gospodarczych, w tym sprawy Polnordu oraz złodziejskiej w nim działalności Romana Giertycha. To właśnie ten kontekst sprawia, że część opinii publicznej zadaje pytanie, czy mamy do czynienia wyłącznie z działaniem organów ścigania, czy też z sygnałem, który może zostać odebrany przez środowisko dziennikarskie jako ostrzeżenie przed podejmowaniem drażliwych tematów.
W demokratycznym państwie prawa obywatele mają prawo patrzeć władzy na ręce i zadawać trudne pytania. Gdy dziennikarz trafia do aresztu, szczególnie w sprawie budzącej zainteresowanie opinii publicznej, niezbędna jest pełna przejrzystość działań prokuratury i sądu. Tylko jawność oraz rzetelne przedstawienie dowodów mogą rozwiać wątpliwości i przekonać obywateli, że nie doszło do nadużycia władzy.
Wolność słowa nie polega na ochronie wyłącznie poglądów popularnych czy wygodnych dla rządzących. Jej prawdziwym testem jest sposób traktowania tych, którzy stawiają pytania niewygodne. Dlatego sprawa Leszka Kraskowskiego powinna być przedmiotem szczególnej uwagi opinii publicznej.
W ostatnim czasie nie jest to zresztą jedyna sytuacja budząca niepokój o standardy wolności słowa i swobody działania mediów. W przestrzeni publicznej głośno było również o działaniach wymierzonych w dziennikarzy związanych z Telewizją Republika. Dla wielu obserwatorów tworzy to obraz narastającej presji wobec części środowiska medialnego.
Jeżeli celem tych działań jest wywołanie efektu zastraszenia i zniechęcenie dziennikarzy do poruszania tematów niewygodnych dla osób sprawujących władzę lub posiadających wpływy, to taki plan nie ma szans powodzenia. Dziennikarstwo śledcze z natury polega na stawianiu trudnych pytań i dociekaniu prawdy tam, gdzie inni woleliby milczenie. Straszyć można przedszkolaków, ale nie ludzi, którzy świadomie wybrali zawód polegający na patrzeniu władzy na ręce. Im większa będzie presja, tym większa będzie determinacja do ujawniania faktów i obrony prawa obywateli do informacji. Udostępniajcie. Nie pozwolimy, żeby Tusk ze swoją ekipą robił taki chlew z naszego państwa!
Fot. scren z YouTube

Zostaw komentarz