Czyli o tym, że jednym na starość przychodzi mądrość, a innym, wyłącznie przybywa lat.
24 lipca 2026 roku. Warto zapamiętać tę datę. To wtedy, jak lustro, pękł na oczach całej Polski, wizerunek „Żelaznego Prezesa” czyli Jarosława Kaczyńskiego.
Ten rozpad już dawno wisiał w powietrzu.
Jego zgniły, grobowy zapach codziennie przynosiły wiatry z Nowogrodzkiej.
Ale symptomy pojawiły się jeszcze wcześniej.
Kiedy Kaczyński raz mówił o „dwóch płucach partii”, a po kilku tygodniach zmienił zdanie, każąc Sasinowi i Morawieckiemu zlikwidować założone przez siebie stowarzyszenia.
To był widomy znak, że Kaczor traci kontrolę nad partią, którą jeszcze rok temu, kierował żelazną ręką.
Tego wywalił. temu pogroził, tamtego zawiesił.
Bo PiS to prywatna własność Kaczyńskiego.
Partia wodzowska, mimo pozorów wewnętrznej demokracji.
Nie wiem, czy ostatnie ultimatum dla rozłamowców Morawickiego, to był jego pomysł, czy intryga Czarnka z Sasinem.
Tak czy owak, stało się.
Prezes utracił w Sejmie ok. 30 szabel.
A rządząca koalicja świętuje, bo „żelazny prezes” okazał się w końcu babcią klozetową stróżującą pod drzwiami gabinetu przy Nowogrodzkiej.
Bo z wiekiem, niektórym przybywa tylko lat, nie mądrości.
Co w przypadku Kaczora, mnie niezmiernie cieszy.
#Kaczyński #PiS #Morawiecki #Sasin #rozłam
Zostaw komentarz