Od kilku tygodni z rosnącym niesmakiem obserwuję kolejną odsłonę wojny na prawicy. Nie sporu o Polskę. Nie różnicy poglądów. Wojny o wpływy, pierwszeństwo, ambicje i partyjne szyldy. Padają ciężkie słowa, oskarżenia o zdradę, niewdzięczność, nielojalność. Dołącza się do tego rozhisteryzowany elektorat.Dla jednych najważniejszy staje się człowiek, dla drugich partia. A Polska? Jak zwykle schodzi na drugi plan.
I wtedy sięgnąłem po książkę, która od ponad dwudziestu lat stoi na mojej półce.
To „Sposób” śp. profesora Jerzego Przystawy.
Nie jest to dla mnie zwykła książka. Na pierwszej stronie znajduje się dedykacja napisana jego ręką: „Albertowi, drukarzowi podziemia, z uznaniem dla jego podziemnej działalności, z przyjaźnią. Jerzy Przystawa Wrocław, 9 maja 2003 r.”
Patrzyłem na te słowa i uświadomiłem sobie, że minęło już tyle lat. Dwadzieścia trzy lata temu rozmawialiśmy o tym, jak uzdrowić polską politykę. Nie przez wymianę jednych polityków na drugich. Przez zmianę zasad.
Profesor Przystawa doskonale rozumiał, że problem nie tkwi wyłącznie w ludziach. Problem tkwi w systemie.
Bo ordynacja proporcjonalna produkuje dokładnie to, co dziś oglądamy. Partyjne dwory. Wewnętrzne wojny. Walkę o miejsce na liście. Donosy. Frakcje. Wzajemne podgryzanie. Ludzi bardziej zajętych zdobyciem przychylności partyjnego szefa niż reprezentowaniem obywateli.
To nie jest przypadek. To efekt źle skonstruowanego systemu.
Jednomandatowe okręgi wyborcze były odpowiedzią na ten problem.
Poseł wybrany przez mieszkańców swojego okręgu nie musi codziennie oglądać się na prezesa partii. Musi patrzeć w oczy swoim wyborcom. Wie, że za cztery lata to oni wystawią mu ocenę. Nie sekretariat partyjny. Nie miejsce na liście. Nie układy.
Właśnie dlatego profesor Przystawa uważał JOW-y za sposób na ograniczenie partyjniactwa. Nie dlatego, że znikną spory. Demokracja bez sporów nie istnieje. Ale dlatego, że spór przestaje być wojną o miejsce na liście, a staje się rozmową o sprawach ludzi.
Dzisiaj wszyscy narzekają na polityczną napierdalankę. Jedni obwiniają tych, inni tamtych. Tymczasem od ponad trzydziestu lat oglądamy ten sam spektakl. Zmieniają się aktorzy, ale scenariusz pozostaje identyczny. Dlaczego? Bo nie zmieniła się scena. Nie zmieniły się reguły gry.
We wstępie do swojej książki profesor Przystawa przypomniał pytanie św. Jana Pawła II: „Co zrobiliście z wolnością, która kosztowała tak wiele?” To pytanie brzmi dziś jeszcze mocniej niż wtedy.
Może odpowiedź jest prostsza, niż chcemy przyznać. Wolność odzyskaliśmy, ale nie zbudowaliśmy systemu, który zmusza polityków do odpowiedzialności przed obywatelem. Zbudowaliśmy system, który nagradza lojalność wobec partii.
Patrzę dziś na dedykację profesora Jerzego Przystawy i myślę, że wyprzedzał swoje czasy. Nie proponował kolejnej partii, kolejnego wodza ani kolejnej politycznej rewolucji. Proponował sposób.
Sposób, by ograniczyć partyjne wojny.
Sposób, by skończyć z nieustannymi wewnątrzpartyjnymi przepychankami.
Sposób, by poseł przestał być zakładnikiem partyjnej centrali, a stał się przedstawicielem swoich wyborców. Dzisiaj, kiedy patrzę na to, co dzieje się na polskiej scenie politycznej, mam coraz silniejsze przekonanie, że profesor Jerzy Przystawa nie pomylił się ani trochę.
Pomyliła się Polska, która jego nie posłuchała.
Zostaw komentarz