Rozważania bez gniazdka: Mały traktat o sile i prądzie – Felieton [meta]fizyczny Tomasza Trzcińskiego
Motto: Praca artysty i wypoczynek wśród natury na rowerze mają wspólny mianownik – z prądem łatwiej, ale bez niego jako napędu – bezpieczniej.
Prąd ma jedną, niezaprzeczalną zaletę – jest szalenie wygodny. Człowiek naciska guzik i rzecz działa. Człowiek naciska pedał i rzecz jedzie. Współczesny świat wprost uwielbia te małe elektryczne protezy, które obiecują nam, że wdrapiemy się na każdy szczyt i wygramy każdą batalię z grawitacją, nie uroniwszy ani jednej kropli potu.
REKLAMA
Ale prąd, poza tym, że płynie, ma jeszcze jedną właściwość – potrafi się nagle „rozpłynąć”.
Zwłaszcza wówczas, gdy najmniej tego oczekujemy. I tu zaczyna się dramat, podszyty lekką satyrą.
Wyobraźmy sobie koncert. Czasami (czytaj: zazwyczaj – o ile nie zawsze) rzeczywistość zmusza muzyka do kompromisów. Tam, gdzie nie ma innych możliwości, nowoczesna technologia elektryczna staje się koniecznym zastępstwem dla tradycyjnych strun i młoteczków. Co więcej, oba światy potrafią dziś całkiem zgodnie współistnieć, tworząc bogate i intrygujące brzmienia. Dopóki jednak instrument potrzebuje kabla, jego istnienie wisi na cienkim włosku kapryśnej sieci energetycznej.
Gdy zasilanie powie „do widzenia”, nawet najdoskonalsze laboratorium dźwięku zamienia się w głuchy, plastikowy mebel.
Na drodze bywa podobnie.
Rower ze wspomaganiem elektrycznym to znakomity wynalazek. Lekko niesie nas przez wzgórza, dopóki ukryta w nim energia współpracuje z naszymi zamiarami. Lecz gdy bateria postanowi zakończyć współpracę, zostajemy na stromym leśnym podjeździe z ciężką metalową bryłą, która zamiast pomagać, zaczyna bezlitośnie ciążyć.
Rozładowany e-bike pod górę pcha się niemal tak samo ciężko jak koncertowy fortepian na nienaoliwionych rolkach. To jedna z tych chwil, kiedy fizyka odzyskuje poczucie humoru. I wtedy z pewną tęsknotą patrzymy na tradycję. Rower napędzany wyłącznie siłą własnych nóg jest powrotem do najczystszej autonomii. To uczciwy test naszych rzeczywistych możliwości. Sami zarządzamy oddechem, siłami i balansem ciała.
A gdy stroma góra nadtopi dumę, pojawia się ta cudowna mechaniczna prostota. Lekki rower można po prostu podprowadzić pod górę, idąc obok niego jak obok wiernego towarzysza podróży. Bez walki z kilogramami martwej technologii.
Nie bez powodu mówi się, że niektórzy po kieliszku wolą rower prowadzić niż nim jechać. Jest w tym pewna mądrość – prowadząc rower znacznie trudniej przewrócić i jego, i siebie.
Te dwie dziedziny – sztukę dźwięku i sztukę drogi – łączy niewiele poza bezwzględnymi prawami fizyki.
A jednak tradycyjne kolarstwo imponuje nie mniej niż zwycięstwo w wymagającym konkursie muzycznym. W obu przypadkach ostateczną instancją pozostaje człowiek. Klasa sprzętu powinna odpowiadać naszym umiejętnościom, lecz nigdy nie powinna ich całkowicie zastępować.
Nie ma też wątpliwości, że tradycyjny instrument wniesie do odpowiedniej akustyki więcej oddechu, a słuchaczowi da więcej zmysłowej przyjemności niż jego elektryczny odpowiednik. Podobnie klasyczny rower dostarczy płucom więcej powietrza, a mózgowi więcej tlenu niż elektryczna – skądinąd bardzo wygodna – alternatywa.
E-piano ma jednak jedną wadę większą od e-bike’a. Gdy zabraknie prądu, na rowerze elektrycznym przynajmniej można jeszcze zjechać z góry. Na e-pianinie nie da się już nawet zagrać jednego dźwięku. Pozostaje co najwyżej sprawdzić, czy producent przewidział funkcję taboretu.
Jak mawiał człowiek, który – według niektórych – wynalazł elektryczność:
Prąd jest bardzo kulturalny. Zwykle pojawia się na czas. Tylko od czasu do czasu wychodzi bez pożegnania, zostawiając człowieka sam na sam z własnymi mięśniami. I właśnie wtedy okazuje się, że natura od milionów lat produkuje całkiem niezłe akumulatory.
Dlatego, Szanowni Państwo…
Na trasie – grajmy.
W muzyce – jedźmy.
A przy zakupach – liczmy.
Najlepiej na siebie.
Bez ograniczeń.
A może największą innowacją XXI wieku nie będzie jednak nowa bateria, lecz przypomnienie sobie, że tę najdoskonalszą nosimy ze sobą od urodzenia?
Post scriptum
Autor już nieraz przekonał się o tym, wykonując w całości The Köln Concert Keitha Jarretta. Historia tego utworu znała już niejedną niespodziankę. Niech więc i ta pozostanie wierna tradycji.
Tomasz Trzciński - polski pianista, dyrygent, kompozytor, aranżer i pedagog.
Studiował teorię muzyki i kompozycji w Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku a następnie kontynuował studia na Uniwersytecie im. Johannesa Gutenberga w Moguncji (RFN) studiując fortepian pod kierunkiem wybitnej polskiej pianistki - Prof. Lidii Grychtołówny, a także dyrygenturę orkiestrową, i chóralną u maestro Prof. Josharda Dausa. Interpretację muzyki współczesnej pogłębiał u Prof. Manfreda Reicherta (Ensemble 13). Muzykę jazzową studiował u sławnych muzyków: Vitolda Reka (cb.) (Witold Szczurek) i prof. Janusza Stefańskiego (dr.). Artysta prowadzi od lat intensywną działalność koncertową, twórczą i wydawniczą, oraz pedagogiczną.
Tomasz Trzciński odznaczony został w roku 2018 medalem Zasłużony Kulturze - Gloria Artis w kategorii muzyka przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który nadawany jest osobom szczególnie wyróżniającym się w dziedzinie twórczości artystycznej, działalności kulturalnej lub ochronie kultury i dziedzic-twa narodowego
Jego główną domeną i pasją są wirtuozowskie fortepianowe improwizacje solowe, których jest eksploratorem i innowatorem. Kształto-wanie własnego stylu rozpoczął już odroku 1999. Realizacja koncertowych – improwizowanych suit fortepianowych, opublikowanych w cyklu Piano Exploration Vol. I-VIII (2014) dała jego muzyce trwały fundament. Idee te wzbogacał w latach 2005-2014 o interpretacje dzieł współczesnych polskich i światowych twórców na projektach Dialogi z fortepianem. W latach 2014-2018 dokonał znaczącego roz-woju idei twórczej łącząc dotychczasowe doświadczenia z inspiracjami płynącymi z polskiej muzyki klasycznej, religijnej jak i patrio-tycznej, ludowej, filmowej oraz jazzu. Powstające wóaczas na żywo i efektowne dzieła koncertowe opublikował w sieci, na płytach CD, i w filmach. Do wybitnych osiągnięć artysty należą albumy:
◆ "Niezwyciężonym" (2016) - z koncertów w Muzeum Powstania Warszawskiego, i Belwederze z projektu „Rotmistrz Pilecki - Bohater Niezwyciężony” pod patronatem honorowym Prezydenta RP dr Andrzeja Dudy. Dzieło zamówione przez Narodowe Centrum Kultury, i zadedykowane Powstańcom Warszawskim, Żołnierzom Wyklętym i Rtm. Witoldowi Pileckiemu.
◆ "Co mu w Duszy Grało" oraz "Live in Wadowice" - z koncertów w Szczecinie, i Wadowicach (2014-2017) poświęconych osobie i przesłaniu Św. Jana Pawła II:
◆ "Polskie melodie" Vol. 1 i Vol. 2 (2017) - cykle zawierające wirtuozowskie interpretacje znanych polskich pieśni, melodii ludowych, i kolęd.
◆ "Magic Music" (2015) - collage muzyki elektronicznej, dźwięków natury, utworów Fryderyka Chopina, i improwizacji.
Tomasz Trzciński jako pierwszy pianista na świecie dokonał własnych koncertowych interpretacji najsłynniejszego dzieła solowego Keitha Jarretta - THE KÖLN CONCERT, wydając je na albumie 2CD pt. "Blue Mountains" (2006), i do sieci, w zbiorach: "Around The Köln Concert", Vol. I i II (2006/2009), oraz "Fantasia" (2016). Nagrania te mają na platformie You Tube miliony wyświetleń. Otrzymały także cenne recenzje polskich i zgaraniczynych słuchaczy:
„Słucham tego nagrania po raz kolejny z nieukrywaną satysfakcją… ta wersja rozszerza mój odbiór.“
(Dr Jakub Żmidziński z UA w Poznaniu o Blue Mountains, Prace Pienińskie nr 27).
"Jego frazowanie, dobór temp, wydobycie dźwięku (uderzenie), skala dynamiki jaką dysponuje, dyskretne
użycie elementów perkusyjnych – wszystko to jest indywidualnym osiągnięciem pianistycznym, i to jakim!"
Trzciński ukazuje się jako wybitny wirtuoz i wyrafinowany artysta dźwięku.
(Dr Heinrich Brinkmöller-Becker dla NRWjazz.de w recenzji po koncercie w Planetarium w Bochum)
Artystę prezentowano wielokrotnie w głównym radio publicznym WNYC, w Nowym Jorku, USA, w audycji New Sounds cenionego krytyka muzycznego Johna Schaefera. Jego nagrania zajęły trzykrotnie pierwsze miejsca, i wiele złotych wyróżnień, w rankingu popularnego brytyjskiego portalu muzycznego BEAT100 (2012-2015). W komercyjnych mediach streamingowych liczba odwiedzin jego utworów przekracza 20 milionów wejść.
Tomasz Trzciński to także autor fortepianowych transkrypcji utworów sławnego afrykańskiego muzyka jazzowego – Abdullaha Ibrahima (vel Dollara Branda), wydanych w zbiorze African Songs przez Schott Music International Mainz (2013), a także licznych aranżacji dla orkiestr symfonicznych, i dętych, z którymi współpracuje jako instruktor, i dyrygent. Obok muzyki Tomasz Trzciński pasjonuje się także fotografią pejzażową, którą można obejrzeć wmultimedialnej galerii internetowej na jego stronie. Od roku 2018 prowadzi własne studio fortepianu, gdzie naucza gry na tym instrumencie bezpośrednio i online. https://Pianoexplorations.com
Zostaw komentarz