Niby to mnie już nie powinno obchodzić, bo tak po prawdzie – nie mam interesu politycznego, żeby się zamartwiać wygraną Tuska, który niby przegrany – wygrywa , a jak wygra znowu, to w moim życiu i tak nic nie zmieni, bo zasiłek pogrzebowy już został podniesiony do kwoty połowy kosztów godnego pochówku, a resztę niech dopłaca PZU.
Liczą się już tylko igrzyska. Na pewno będą barwniejsze , jeśli PiS wygra , dlatego, zamiast spać, a przecież wstaję rano dosyć wcześnie, żeby pójść popływać krytą żabką w jedną stronę, a grzbietowym stylem – w drugą dokonuję analizy historycznej , z której wynika, że Prezes może nie mieć racji, tak jak nie miał dwadzieścia lat temu i podejmuje działania, które osłabiają jego własny obóz w momencie, gdy powinien go konsolidować.
W 2007 r. dr prawa Jarosław Kaczyński wykonał manewr, który w podręcznikach politologii opisuje się jako klasyczne „self inflicted wound” — rana zadana samemu sobie. Czyli po raz pierwszy zwiodła intuicja.
To był moment, kiedy:
• miał władzę,
• miał koalicję,
• miał momentum,
miał realną szansę na długotrwałe rządzenie.
Co zrobił?
• najpierw doprowadził do rozpadu koalicji z Lepperem i Giertychem,
• potem próbował ją technicznie odtworzyć poprzez zblokowanie list,
• co było obejściem ordynacji i wywołało gigantyczny chaos w elektoracie,
• a w konsekwencji otworzyło Tuskowi drzwi do Kancelarii Premiera.
To nie była tylko pomyłka. To był błąd strategiczny o skali ustrojowej.
Rok 2026, aż się boję:
• radykalny zamiar dokonania politycznego samobójstwa — wyrzucenia posłów z Morawieckim na czele,
• osłabienie własnego zaplecza,
• konflikt wewnętrzny w PiS,
• strategię, która bardziej przypomina emocjonalny odruch niż chłodną kalkulację.
W perspektywie przyszłorocznych wyborów to jest ruch, który może mieć konsekwencje równie poważne jak tamten z 2007 r.
Zostaw komentarz