Honor to zespół zasad moralnych i poczucie własnej wartości, które nakazują człowiekowi postępować uczciwie, godnie i według wyznawanych wartości. Łatwo przytoczyć taką definicję, znacznie trudniej według niej żyć, skoro w PRL poczucie własnej wartości to była cecha niepożądana, szczególnie w domenie akademickiej, w której takie postawy winny być kształtowane. W obronie honoru w dawnych latach nieraz się pojedynkowano na udeptanej ziemi, ale dziś raczej na rzucenie rękawicy można by się spodziewać reakcji: „A gdzie druga?”
Honor odszedł do lamusa, a młodzi raczej kojarzą honor z marką chińskiego smartfona. Jednak chyba człowiekowi potrzebny jest jakiś substytut honoru, skoro ludzie cenią sobie nade wszystko honorowanie orderami/medalami i otrzymywanie członkostw honorowych za niemal wszystko. Czyżby mnożenie honorów miało zastąpić sam honor? Kłamca lustracyjny nie może zostać profesorem „belwederskim”, ale doktorem czy profesorem honorowym może być. Dorobek naukowy do otrzymania takiego honoru nie jest potrzebny. Ostatnio 2/3 członków Polskiej Akademii Umiejętności opowiedziało się za nadaniem honorowego członkostwa Lechowi Wałęsie. Czyżby za umiejętność „blagowania” swojego życiorysu, co zdarza się akademikom? W proteście profesorowie Lucjan Suchanek, Hanna Kowalska-Stus i Stanisław Stabryła unieśli się honorem i zrezygnowali z członkostwa w tej znamienitej placówce, staczającej się jednak w otchłań akademicką. To się jeszcze nie zdarzyło w historii PAU, która miała integrować polskie środowiska naukowe. Tak było przez lata zaborów i po odzyskaniu niepodległości. W PRL doprowadzono do dezintegracji środowiska, któremu już zintegrować się nie udało, także po transformacji, kiedy PAU odtwarzano, ale na personalnych fundamentach PRL. Obecnemu prezesowi Akademii, prof. Janowi Ostrowskiemu, profesorowie zrobili przykrość, ale uznał, że oni sami siebie ukarali poprzez rezygnację z członkostwa w PAU. Tym razem honor nie zostanie oficjalnie ukarany.
Zostaw komentarz