Obudziłem się w szałasie z liści palmowych i zobaczyłem, że mam czarną rękę. Byłem pewien, że jeszcze wczoraj byłem całkiem biały, więc szybko pobiegłem do pobliskiego strumienia, aby się przejrzeć. Rzeczywiście byłem czarnym człowiekiem, ale na szczęście wciąż przystojnym.
Szybko założyłem przepaskę biodrową z kory figowca mutuba, nabijaną importowanymi z Zachodu paciorkami, i pobiegłem na naradę starszyzny plemiennej. Byłem już spóźniony. W szałasie rady odbywała się narada wojenna wojowników Polibembe w związku z prośbą białych przyjaciół o wsparcie dla czarnych braci z plemienia Ugru-tiki, którzy zostali napadnięci przez ludożerców z plemienia Rusu-wubu.
Biali zachowywali się dość dziwnie, ale to było normalne. Ich przywódca, John Smith, opowiadał, jak bardzo nas cenią za waleczność i bezinteresowność. Rozdawał przy tym starszyźnie plemiennej szklane koraliki oraz przyjaźnie klepał ich po plecach. Ludzie Polibembe z dumy wydawali głośne okrzyki oraz uderzali się dłońmi po udach.
Ale w tym samym czasie pozostali biali zaczęli wygaszać nasze ogniska i wyrwali z ust naszego wodza fajkę pokoju, wyłamując mu zęby i raniąc usta. Tłumaczyli przy tym, że dym z fajki niszczy klimat, a ogniska można palić wyłącznie ekologicznym paliwem, które mogą nam tanio sprzedać.
Wywołało to pewne zaniepokojenie, ale ludzie Polibembe od setek lat byli przyzwyczajeni do arogancji białych. Siedzieliśmy więc dalej w ciemności przy wygaszonych ogniskach, masując obolałe uda po wybuchu radości z pochwał białego człowieka.
Tylko nieliczni ekstremiści z wojowniczych klanów łowieckich zaczęli wydawać groźne pomruki. Szybko ich jednak uspokoiło karcące spojrzenie wodza, który, oblizując krew ze skaleczonej wargi, warknął groźnie:
– Szanujcie nasze prawa! Krytykowanie białych przez czarnych to czysty populizm.
Następnie przemówił sam wielki Żelebawukibi, wódz Ugru-tiki. Wojownicy Polibembe patrzyli na niego zdumieni, gdyż większość Ugru-tiki była wysoka i szczupła, a on był niski i gruby. Gdy jednak założył maskę bojową i wojenny pióropusz, prezentował się tak okazale, że pozostali wojownicy wyglądali przy nim jak Pigmeje.
W dramatycznych słowach opisał makabryczne zbrodnie, których Rusu-wubu dopuścili się na Ugru-tiki. Było to tak straszne, że aż zakryłem sobie dłonią usta ze zgrozy. A jednak byli wśród nas tacy, którzy próbowali przypomnieć, że Ugru-tiki wcześniej również mordowali ludzi Polibembe, a zjadali ich z jeszcze większym apetytem.
Wielki wódz Żelebawukibi poczuł się tymi słowami bardzo urażony. Przybrał monumentalną pozę i odrzekł wyniośle:
– To było co innego. My mieliśmy do tego prawo. Ponadto Ugru-tiki zjadają swoich wrogów wyłącznie z głodu, a Rusu-wubu robią to dla przyjemności.
Ta argumentacja przekonała wszystkich. Wtedy najważniejszy wódz Polibembe wypowiedział historyczne słowa:
– Oto spełnia się przepowiednia duchów sawanny, że czarni będą walczyć o wolność z czarnymi dla dobra białych.
Wyruszyliśmy więc na wielką wojnę plemienno-wyzwoleńczą z Rusu-wubu. Potężna fala wojowników Ugru-tiki i Polibembe wkroczyła na terytorium naszych odwiecznych wrogów. Szukaliśmy tam zminiaturyzowanych główek naszych przodków oraz ich niedojedzonych resztek. Biali zapewnili nam logistyczne wsparcie. Dorzucili do tego pięć karabinów bez nabojów, co było zrozumiałe, gdyż nie potrafiliśmy strzelać.
Za udzieloną pomoc przejęli nasze stada i kobiety. A wtedy od razu wzrosło nam PKB. Wszyscy byliśmy z tego bardzo zadowoleni. Zwłaszcza młodzi wojownicy byli zachwyceni, że uwolnili się od nieznośnego obowiązku wypasania bydła oraz opieki nad kobietami i dziećmi. Kobiety szybko zastąpili partnerami spośród towarzyszy broni, fajki pokoju zamienili na nowoczesne elektroniczne papierosy, a niezdrową czerwoną wołowinę zastąpili dietetycznymi chipsami o smaku smażonej wątroby pokonanych wrogów.
Bez wątpienia był to najlepszy czas ludu Polibembe w całej jego historii. I wtedy się obudziłem.
Z przerażeniem zobaczyłem, że jestem biały i silnie obciążony swoją kobietą z mojego plemienia. Na szczęście nie dostrzegłem innych wyraźnych różnic. Odetchnąłem z ulgą i zadowolony zacząłem chrupać chipsy o smaku smażonego bekonu.
Zostaw komentarz