Hej, Gawkowski i Tomczyk! Czy ktoś tu pilnował cyberbezpieczeństwa?

Hej, panowie Gawkowski i Tomczyk! Poważnie? Październik 2025, The H@ck Summit, PGE Narodowy. Impreza dotycząca cyberbezpieczeństwa, regulacji, bezpieczeństwa państwa i odporności cyfrowej. A wśród zapowiadanych prelegentów — przedstawiciele polskiego państwa, w tym Krzysztof Gawkowski i Cezary Tomczyk. I obok nich Przemysław Kral, prezes zondacrypto. Mało tego — zondacrypto była głównym sponsorem wydarzenia.

Czyli mamy sytuację wręcz podręcznikową: państwo przychodzi rozmawiać o bezpieczeństwie cyfrowym na wydarzenie, którego sponsorem jest prywatna giełda kryptowalut, a jej prezes występuje na tej samej konferencji jako ekspert od regulacji DORA i Travel Rule.

Brzmi jak żart?

Nie. To był oficjalnie zapowiadany event.

I właśnie dlatego pytanie jest banalnie proste: kto, komu i za co płacił?

Bo jeśli zondacrypto była głównym sponsorem, to nie trzeba być hakerem z piwnicy, żeby zauważyć, że mamy tutaj dość osobliwy układ. Prywatna firma finansuje wydarzenie, na którym występują ludzie odpowiedzialni za państwową cyfryzację i bezpieczeństwo. A jej prezes jest jednym z uczestników programu.

I proszę nie odpowiadać, że „to tylko konferencja”.

Właśnie na konferencjach spotykają się politycy, urzędnicy, biznes i eksperci. Tam buduje się relacje. Tam wymienia się wizytówki. Tam rozmawia się „na korytarzu”. Tam czasem zaczyna się współpraca, która później wygląda już bardzo oficjalnie.

A przecież mówimy o cyberbezpieczeństwie.

Czyli dziedzinie, w której pierwszym pytaniem powinno być: kto ma dostęp, kto finansuje, jakie ma interesy i gdzie przebiegają potencjalne konflikty interesów?

Tymczasem wyglądało to trochę tak, jakby ochroniarz na wejściu do banku powiedział:

— Proszę się nie martwić, dzisiaj ochronę sponsoruje człowiek, którego właśnie będziemy sprawdzać.

Absurd?

Oczywiście.

Ale tylko wtedy, gdy patrzymy na to z perspektywy zwykłego obywatela.

Bo w świecie politycznych konferencji wszystko można ubrać w garnitur, nazwać „dialogiem publiczno-prywatnym”, dodać słowo „cyber” i problem znika.

A dzisiaj sytuacja jest jeszcze ciekawsza. W 2026 roku wokół zondacrypto narosły poważne pytania dotyczące jej sytuacji i nadzoru nad rynkiem kryptowalut. Sam Gawkowski mówił publicznie, że giełdy takie jak zondacrypto powinny podlegać nadzorowi i że bez niego państwo nie jest w stanie odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy środki obywateli są bezpieczne.

I tu pojawia się pytanie, którego nie da się zagłuszyć kolejnym panelem dyskusyjnym:

Skoro dzisiaj zondacrypto jest dla pana Gawkowskiego symbolem potrzeby nadzoru, to jak wyglądała kwestia tego nadzoru w październiku 2025 roku?

Czy wtedy było już wiadomo, kto finansuje imprezę?

Czy była analiza konfliktu interesów?

Czy ktokolwiek w administracji państwowej zastanawiał się, czy udział najwyższych rangą przedstawicieli państwa w wydarzeniu finansowanym przez prywatną giełdę kryptowalut jest odpowiedni?

A może obowiązywała zasada:

„Dopóki jest scena, mikrofon i identyfikator VIP — wszystko jest bezpieczne”?

I jeszcze jedno.

Panowie Gawkowski i Tomczyk — skoro dzisiaj tak chętnie tropi się polityczne związki innych z zondacrypto, to warto zachować tę samą miarę wobec własnego podwórka.

Nie chodzi o sugerowanie, że sam udział w konferencji oznacza jakiekolwiek nieprawidłowości. Nie oznacza. Nie znalazłem też wiarygodnego potwierdzenia, że panowie osobiście pobierali jakiekolwiek pieniądze od zondacrypto. Potwierdzone jest natomiast coś znacznie prostszego: zondacrypto była głównym sponsorem The H@ck Summit, a Gawkowski, Tomczyk i Kral figurują w materiałach dotyczących grona prelegentów tego wydarzenia.

I właśnie dlatego zamiast politycznego oburzenia przydałoby się coś znacznie mniej efektownego, ale zdecydowanie bardziej użytecznego:

pełna przejrzystość.

Kto zaprosił?

Kto płacił?

Ile zapłacił?

Za co?

Kto występował?

Kto podejmował decyzje?

Czy państwowe instytucje analizowały sponsora?

I czy dzisiaj, po wszystkim, panowie nadal uważają, że był to całkowicie standardowy układ?

Bo inaczej może się okazać, że największym cyberzagrożeniem na tamtej konferencji wcale nie był haker.

Była nim pamięć polityczna.

Ta bowiem ma wyjątkową właściwość: kiedy trzeba rozliczać przeciwników, działa w trybie 5G.

Kiedy trzeba przypomnieć własne konferencje — nagle przechodzi w tryb offline.