Najpierw 12-letnia uczennica miała — według odwołania jej matki — zdobyć 19 punktów na egzaminie poprawkowym z historii, choć próg oceny dopuszczającej wynosi 15. Jednak usłyszala, że ma powtarzać klasę. Gdy sprawa trafia do internetu, szkoła odpowiedziała paragrafami i zapowiada zgłoszenie na policję oraz do sądu. Zamiast wyjaśnić liczby — straszenie uczennicy i rodzica Kodeksem karnym?
O co poszło? Co napisała Amelia?
Poniżej wpis 12 letniej uczennicy:
„Szkoła Podstawowa nr 114 w Krakowie 😡
💕Mam 12 lat.💕 Nazywam się Amelia.💕
Wczoraj zdawałam egzamin poprawkowy z historii. Niestety otrzymałam ocenę niedostateczną i dowiedziałam się, że mam powtarzać klasę.
Dzisiaj moja mama poszła do sekretariatu szkoły, żeby zobaczyć mój egzamin i sprawdzić, jak został oceniony. I wtedy okazało się coś bardzo ważnego.
Z egzaminu uzyskałam 17 punktów, podczas gdy granica uzyskania oceny dopuszczającej wynosiła 15 punktów.
Czyli według przedstawionej nam punktacji powinnam otrzymać ocenę dopuszczającą.
Mama poszła więc do dyrektora, żeby wyjaśnić tę sytuację. Zamiast spokojnego wyjaśnienia usłyszała, że dyrektor „postanowił”, że mimo wszystko nie przejdę do następnej klasy.
Nie usłyszałam, na jakiej podstawie prawnej miałoby się to odbywać. Nie przedstawiono nam jasnego uzasadnienia, dlaczego wynik 17 punktów nie jest podstawą do otrzymania oceny dopuszczającej.
Najbardziej zabolało mnie jednak coś innego.
Powiedziałam dyrektorowi, że taka decyzja może zniszczyć moje życie i moje marzenia.
W odpowiedzi usłyszałam:
„Ale jakie marzenia, dziecko?”
Mam 12 lat. Mam prawo mieć marzenia.
Mam prawo marzyć o tym, kim chcę zostać, gdzie chcę być za kilka lat i jakie życie chcę sobie zbudować. Dorosły człowiek może nie wiedzieć, jakie są moje marzenia, ale nie powinien ich wyśmiewać ani pomniejszać.
Usłyszałam również, że mam powtarzać klasę i iść na nauczanie indywidualne.
Nie rozumiem, dlaczego miałabym ponosić konsekwencje błędu, jeżeli rzeczywiście w dokumentacji mojego egzaminu znajduje się wynik 17 punktów przy progu 15 punktów.
Nie chcę żadnych przywilejów.
Nie chcę, żeby ktoś przepuszczał mnie do następnej klasy dlatego, że jestem dzieckiem.
Chcę tylko, żeby sprawdzono mój egzamin uczciwie i zgodnie z obowiązującymi zasadami.
Dlatego moja mama będzie domagała się wyjaśnienia całej sprawy, wglądu w dokumentację egzaminu oraz przedstawienia podstawy, na której podjęto decyzję o niepromowaniu mnie.
Jeżeli popełniłam błąd na egzaminie, potrafię się z tym pogodzić.
Ale jeżeli zdobyłam 17 punktów, a wymagane było 15, chcę wiedzieć, dlaczego otrzymałam ocenę niedostateczną i dlaczego mimo tego wyniku mam powtarzać klasę.
Nagłaśniam tę sprawę, ponieważ jestem tylko 12-letnią uczennicą i nie mam możliwości sama walczyć z dorosłymi i instytucją.
Mam jednak mamę, która nie pozwoli, żeby moje prawa zostały zignorowane.
Nie chcę wojny ze szkołą.
Chcę prawdy, uczciwości i wyjaśnienia.
A moje marzenia?
Nadal je mam. I nie pozwolę, żeby jedna decyzja dorosłego człowieka sprawiła, że przestanę w nie wierzyć.
Proszę o udostępnianie tego posta. Nie po to, żeby kogokolwiek atakować, ale żeby sprawa została zauważona i dokładnie wyjaśniona.
To jednak nie jest jedyna sytuacja, która budzi moje poważne wątpliwości.
Już wcześniej podczas sprawdzania prac z historii zdarzało się, że otrzymywałam 0 punktów za odpowiedzi, które były merytorycznie poprawne.
Przykładem są daty dotyczące ważnych wydarzeń z historii Polski:
966 rok – chrzest Polski.
972 rok – bitwa pod Cedynią.
Podałam te daty, a mimo to przy odpowiedziach przyznano mi 0 punktów.
Dlatego chcę, aby również te prace zostały dokładnie sprawdzone. Nie twierdzę, że nauczycielka zrobiła to celowo. Chcę po prostu wiedzieć, dlaczego za prawidłowe odpowiedzi otrzymałam zero punktów i według jakich kryteriów były one oceniane.
W tej sytuacji nie chodzi już tylko o jedną ocenę.
Chodzi o to, czy moje prace były oceniane zgodnie z obowiązującymi kryteriami i czy wynik egzaminu poprawkowego został ustalony prawidłowo.
Mam 12 lat i mogę popełniać błędy. Jestem dzieckiem, które ma prawo czegoś nie wiedzieć, pomylić się albo czegoś nie zrozumieć.
Ale jeżeli udzielam prawidłowej odpowiedzi, oczekuję, że zostanie ona uczciwie oceniona.
Dlatego proszę o wyjaśnienie całej sytuacji, a nie o odpowiedź: „dyrektor tak postanowił”.
Bo za tą decyzją stoi moje dalsze życie w szkole, moje marzenia i moja wiara w to, że dorosłym można ufać.
Chcę tylko jednego:
Żeby ktoś dokładnie sprawdził fakty.”
19 punktów. Próg 15. Skąd więc ocena niedostateczna?
Ta skandaliczna sprawa wymaga natychmiastowego, rzetelnego i niezależnego wyjaśnienia.
Do redakcji Pressmania.pl trafiło odwołanie od wyniku egzaminu Magdaleny Piotrowskiej, matki 12-letniej Amelii Piotrowskiej, uczennicy Szkoły Podstawowej nr 114 im. Arkadego Fiedlera w Krakowie.
Z dokumentu wynika, że matka kwestionuje wynik i sposób ustalenia oceny z egzaminu poprawkowego z historii. I przedstawia konkretną liczbę: 19 punktów.
Według odwołania Amelia miała uzyskać 17 punktów z części pisemnej oraz 2 dodatkowe punkty z części teoretycznej — łącznie 19 punktów.
Jednocześnie — jak wynika z dokumentacji, którą posiada matka — przedział od 15 do 20 punktów miał odpowiadać ocenie dopuszczającej.
Mimo to uczennica otrzymała ocenę niedostateczną i miała nie otrzymać promocji do klasy 6.
To nie jest drobiazg.
To nie jest „internetowa drama”. To jest pytanie o przyszłość konkretnego dziecka i o to, czy w publicznej szkole obowiązują jasne zasady, czy też liczby można interpretować wg uznania dyrekcji.
Pytamy więc wprost:
Jeżeli Amelia zdobyła 19 punktów, a obowiązująca podczas egzaminu poprawkowego skala przewidywała ocenę dopuszczającą od 15–20 punktów — dlaczego otrzymała ocenę niedostateczną?
I nie wystarczy odpowiedź:
„Bo szkoła tak uznała”.
„Historia w klasie VI jest trudniejsza”? To ma być uzasadnienie?
W odwołaniu matka Amelii opisuje również rozmowę z przedstawicielami szkoły. Według jej relacji miała usłyszeć, że córka nie otrzyma promocji, ponieważ historia w klasie VI jest trudniejsza i szkoła uznała, że dziecko powinno powtarzać klasę.
Jeżeli tak rzeczywiście wyglądało uzasadnienie decyzji, rodzą się kolejne fundamentalne pytania.
Od kiedy trudniejszy materiał w następnej klasie może zastępować wynik egzaminu poprawkowego?
Od kiedy przewidywania dotyczące tego, czy dziecko „poradzi sobie” w przyszłości, mogą zastąpić wynik egzaminu przeprowadzonego według konkretnych zasad?
Prawo jest w tej sprawie jasne co do jednego: egzamin poprawkowy przeprowadza komisja powołana przez dyrektora szkoły, a uczeń, który go nie zdał, nie otrzymuje promocji. Kluczowe pytanie brzmi więc: czy Amelia rzeczywiście nie zdała egzaminu, skoro przedstawiona przez jej matkę dokumentacja wskazuje na wynik mieszczący się — według wskazanej skali — w przedziale oceny dopuszczającej?
To właśnie trzeba sprawdzić.
Nie na Facebooku. Nie w oświadczeniu. W dokumentacji.
Najpierw liczby, potem decyzja. Nie odwrotnie
Z egzaminu poprawkowego powinna istnieć dokumentacja.
Przepisy przewidują sporządzenie protokołu zawierającego między innymi skład komisji, termin egzaminu, zadania oraz ustaloną ocenę. Do dokumentacji dołącza się także pisemne prace ucznia.
Rodzic ma również prawo domagać się wyjaśnienia trybu ustalenia oceny i skorzystać z przewidzianej prawem procedury zgłoszenia zastrzeżeń, jeżeli uważa, że ocena została ustalona niezgodnie z przepisami dotyczącymi trybu jej ustalania.
Dlatego w tej sprawie potrzebne są odpowiedzi na pytania:
1. Ile punktów oficjalnie uzyskała Amelia?
2. Ile punktów otrzymała za każde zadanie?
3. Jaka skala ocen obowiązywała w dniu egzaminu?
4. Czy skala 15–20 punktów rzeczywiście oznaczała ocenę dopuszczającą?
5. Kto i w jakim trybie ustalił ocenę niedostateczną?
6. Co dokładnie znajduje się w protokole egzaminu?
7. To nie są pytania wymierzone w szkołę.
To są pytania, które szkoła publiczna powinna być zainteresowana wyjaśnić pierwsza.
A teraz najdziwniejsze: szkoła sięga po Kodeks karny
Dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 114 wydała 27 sierpnia 2026 roku oświadczenie dotyczące informacji publikowanych w mediach społecznościowych.
W oświadczeniu czytamy, że informacje dotyczące organizacji egzaminu poprawkowego oraz — jak określono — „niszczenia psychiki ucznia w szkole” są, zdaniem szkoły, nieprawdziwe i mają nosić znamiona przestępstwa z art. 212 i 226 Kodeksu karnego.
Dyrekcja poinformowała również, że sprawa została zgłoszona do organu nadzoru pedagogicznego i organu prowadzącego, a wkrótce ma trafić także na policję i do sądu.
I tu pojawia się pytanie, którego nie sposób pominąć:
Czy naprawdę pierwszą reakcją szkoły na publicznie zgłoszone wątpliwości dotyczące wyniku egzaminu 12-letniego dziecka powinno być wyciąganie Kodeksu karnego?
Najpierw trzeba wyjaśnić:
19 punktów.
Dopiero potem można rozmawiać o tym, kto i co napisał.
Dyrekcjo, czy wiecie, co oznacza art. 226 KK?
W tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na treść samego oświadczenia szkoły.
Dyrekcja wskazuje art. 212 i 226 Kodeksu karnego, opisując je jako dotyczące „zniesławienia i pomówienia nauczyciela”.
Tyle że art. 212 Kodeksu karnego dotyczy zniesławienia, czyli pomawiania.
Natomiast art. 226 § 1 KK dotyczy znieważenia funkcjonariusza publicznego lub osoby przybranej mu do pomocy podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych.
To nie są synonimy. To dwa różne przepisy.
Dlatego Redakcja Magazynu Opinii Pressmania.pl zadaje dyrekcji kolejne pytanie:
Czy oświadczenie szkoły zostało skonsultowane z prawnikiem przed jego publikacją?
Bo jeżeli publiczna placówka oświatowa straszy rodzica i opinię publiczną odpowiedzialnością karną, powinna być absolutnie pewna, na jakie przepisy się powołuje i czego one dotyczą.
Krytyka szkoły to jeszcze nie przestępstwo
Powiedzmy to jasno.
Art. 212 KK nie oznacza, że każda krytyczna wypowiedź o szkole, nauczycielu czy dyrektorze jest przestępstwem.
Przepis dotyczy pomawiania o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć daną osobę lub instytucję w opinii publicznej albo narazić ją na utratę zaufania. Każdorazowo wymaga więc oceny konkretnej wypowiedzi i konkretnych okoliczności.
Matka ma prawo kwestionować wynik egzaminu swojego dziecka.
Ma prawo żądać dokumentacji.
Ma prawo składać odwołania i zastrzeżenia.
Ma prawo zwrócić się do kuratorium.
Ma prawo publicznie przedstawiać swoją wersję wydarzeń — oczywiście ponosząc odpowiedzialność za konkretne, bezprawne zarzuty, jeżeli takie rzeczywiście by padły. Ale pomiędzy dochodzeniem wyjaśnień a popełnieniem przestępstwa istnieje zasadnicza różnica. I nie wolno jej zacierać.
12-letnie dziecko kontra instytucja
W tej historii szczególnie uderza dysproporcja. Po jednej stronie jest 12-letnia Amelia.
Po drugiej — dyrekcja publicznej szkoły, aparat administracyjny i zapowiedź skierowania sprawy do organów ścigania oraz sądu.
Czy naprawdę tak powinna wyglądać reakcja szkoły?
Czy nie należało najpierw powiedzieć:
„Sprawdzimy wszystko jeszcze raz”?
Czy nie należało pokazać rodzicowi:
– protokołu,
– punktacji,
– kryteriów,
– sposobu przeliczenia wyniku,
– podstawy ustalenia oceny?
Zamiast tego opinia publiczna otrzymuje informację, że szkoła nie będzie udzielać dalszych komentarzy. Rozmawialiśmy z z-cą dyrektora, który odmówil komentarza i odesłał naszych dziennikarzy do oświadczenia opublikowanego na stronie szkoły. Publikujemy oświadczenie poniżej:

Czyli dziecko i rodzic mają pytania. Szkoła ma paragrafy. A odpowiedź na pytanie o 19 punktów nadal pozostaje niewyjaśniona.
Nie chcemy linczu. Chcemy dokumentów
Żeby była jasność:
Redakcja Magazynu Opinii Pressmania.pl nie przesądza, że nauczycielka czy dyrekcja celowo zaniżyły ocenę Amelii.
Nie mamy podstaw, by stwierdzić, że doszło do przestępstwa.
Nie ferujemy wyroków przed analizą pełnej dokumentacji.
Ale mamy pełne podstawy, aby pytać. A pytania są poważne.
Jeżeli dokumentacja przedstawiona przez matkę Amelii jest prawidłowa, mamy do czynienia z sytuacją, która wymaga natychmiastowej kontroli procedury ustalenia oceny.
Jeżeli natomiast dokumentacja została przez rodzica błędnie zinterpretowana — szkoła powinna to jasno i szczegółowo wyjaśnić.
To naprawdę nie jest skomplikowane.
Pokażcie liczby. Pokażcie skalę. Pokażcie sposób ustalenia oceny.
Publiczne pytania do dyrektorki Elżbiety Masłowskiej
W związku z przedstawionymi przez Matkę 12 letniej Amelki dokumentami dziennikarzom Magazynu Opinii Pressmania.pl kieruje do Dyrekcji Szkoły Podstawowej nr 114 w Krakowie następujące pytania:
1. Czy Amelia Piotrowska uzyskała z egzaminu poprawkowego łącznie 19 punktów?
2. Jeżeli nie — ile punktów oficjalnie uzyskała i za które zadania?
3. Czy w dniu egzaminu obowiązywała skala, zgodnie z którą wynik od 15 do 20 punktów oznaczał ocenę dopuszczającą?
4. Jeżeli tak — na jakiej podstawie Amelia otrzymała ocenę niedostateczną?
5. Czy wynik egzaminu został ustalony przez komisję egzaminacyjną, a jeżeli tak — jaki dokładnie wynik i ocenę wpisano do protokołu?
6. Czy dyrekcja twierdzi, że argument dotyczący trudniejszej historii w klasie VI mógł mieć znaczenie przy ustalaniu wyniku egzaminu poprawkowego?
7. Czy szkoła udostępniła rodzicowi pełną dokumentację egzaminu, w tym pracę pisemną, punktację i protokół, w zakresie przewidzianym prawem?
8. Dlaczego w oświadczeniu szkoły art. 226 KK został przedstawiony w kontekście „zniesławienia i pomówienia”, skoro przepis ten dotyczy znieważenia funkcjonariusza publicznego?
9. Czy szkoła złożyła już konkretne zawiadomienie na policję? Jeżeli tak — przeciwko komu i w związku z jakimi konkretnie wypowiedziami?
10. Czy przed skierowaniem sprawy na drogę karną dyrekcja zamierza publicznie i szczegółowo wyjaśnić sprawę wyniku egzaminu Amelii?
Jedna uwaga, której nie wolno ukrywać
W przedstawionych redakcji materiałach występuje również kwestia wymagająca wyjaśnienia.
Pierwotny wpis opublikowany w mediach społecznościowych mówił o 17 punktach, natomiast odwołanie matki wskazuje 19 punktów — 17 z części pisemnej i dodatkowe 2 punkty.
To nie jest powód, by sprawę zamknąć. Wręcz przeciwnie. To kolejny argument za tym, aby szkoła i właściwe organy zweryfikowały całą dokumentację punkt po punkcie.
W odwołaniu pojawia się także rozbieżność dat dotyczących egzaminu, co może być zwykłą omyłką pisarską. Ale właśnie dlatego potrzebny jest protokół. Nie emocje. Dokumenty.
Amelia nie prosi o litość. Pyta o sprawiedliwość
I to jest sedno tej sprawy. Ta dziewczynka nie powinna zostać „przepuszczona” do następnej klasy dlatego, że jej historia poruszyła tysiące ludzi w internecie. Byłoby to równie złe jak ewentualne nieprawidłowe pozbawienie jej promocji.
Ocena musi wynikać z prawa, procedury i rzeczywistego wyniku egzaminu. Jeżeli Amelia nie zdała — należy jej i jej matce pokazać dlaczego.
Jeżeli zdała — należy naprawić błąd.
Tertium non datur.
Nie można zasłaniać się autorytetem dyrektora. Nie można odpowiedzieć dziecku i jego rodzicowi: „Tak postanowiliśmy”.
W państwie prawa każda decyzja musi mieć podstawę.
A szkoła — zwłaszcza publiczna — powinna świecić przykładem.
Dyrekcja milczy. Pressmania pyta dalej
Dyrekcja szkoły odmówiła udzielenia dodatkowego komentarza i odesłała do opublikowanego oświadczenia. Ale oświadczenie nie zamyka sprawy. Wręcz przeciwnie. Po jego publikacji pytań jest jeszcze więcej.
Najważniejsze nadal brzmi jednak tak:
1. Ile punktów Amelia uzyskała naprawdę?
2. Jaka skala obowiązywała?
3. Dlaczego — jeżeli rzeczywiście zdobyła 19 punktów przy progu 15 — otrzymała ocenę niedostateczną?
Dopóki Szkoła Podstawowa nr 114 w Krakowie nie odpowie na te pytania konkretnymi dokumentami, sprawa będzie budzić uzasadnione wątpliwości. Bo nie można oczekiwać od 12-letniego dziecka, że będzie ufało dorosłym i instytucjom, jeżeli w odpowiedzi na pytanie o punkty i ocenę otrzymuje przede wszystkim paragrafy i zapowiedź policji „na karku”.
Amelia ma 12 lat. Dyrekcja jest dorosła.
Najwyższy czas, żeby ktoś w tej sprawie zachował się odpowiedzialnie.
Od Redakcji:
Redakcja Magazynu Opinii Pressmania.pl jest gotowa opublikować stanowisko Dyrekcji Szkoły Podstawowej nr 114 w Krakowie w całości, bez ingerencji w jego treść, a także odpowiedzi na wszystkie pytania przedstawione w niniejszym artykule.
Zostaw komentarz